Strona główna > książki > Islandzki raj utracony („Niebo i piekło” Jón Kalman Stefánsson)

Islandzki raj utracony („Niebo i piekło” Jón Kalman Stefánsson)

Zdrowo jest tak stać samotnie nocą, człowiek i cisza stają się jednością, odczuwa się jakiś rodzaj zgody, która jednak niepostrzeżenie może zamienić się w bolesną samotność.

Po literaturę skandynawską zawsze sięgam z ochotą, zwłaszcza, kiedy mam ochotę na dobrą powieść psychologiczną (zazwyczaj mroczną i jednak przygnębiającą), książkę pełną nastrojowych opisów, przyrody i wzburzonego morza, a wreszcie, kiedy interesuje mnie samo tło toczącej się akcji i między wierszami mogę odnaleźć codzienność życia w którymś ze skandynawskich krajów, w czasach dzisiejszych lub przeszłości. Teoretycznie Skandynawia to obszar tak duży, że wrzucanie norweskich, szwedzkich, duńskich i reszty książek do jednego worka wydawać by się mogło krzywdzące, jednak raz, że moje odczucia są jak najbardziej pozytywne, a dwa, że biorąc swego czasu udział w wyzwaniu „Kraje Nordyckie” przekonałam się, że jednak powyższe plusy znajdowałam w niemal każdej książce z tego regionu i ufnie szukam ich dalej, sięgając po dowolną książkę z półki z literaturą skandynawską. Z takim nastawieniem zaczęłam też lekturę „Nieba i piekła” islandzkiego pisarza Jóna Kalmana Stefánssona i nie zawiodłam się – to piękny kawałek prozy, liryczny i nastrojowy, z domieszką humoru i ironii, co było miłym zaskoczeniem.

Bárður i jego przyjaciel, bezimienny główny bohater powieści, pracują jako rybacy, najmując się do pracy w małej rybackiej wiosce. Nadchodzi zimna noc, łodzie wypływają na połów, a Bárður wraca się od drzwi niemal, żeby przeczytać jeszcze kilka wersów z „Raju utraconego” Miltona. Zafascynowany lekturą zapomina zabrać peleryny, prozaicznego okrycia, którego jednak brak takiej nocy oznacza wyrok śmierci. Śmierci głupiej, niepotrzebnej, za którą winą można obarczyć miłość chłopaka do literatury. Bárður umiera, jego przyjaciel jest zdruzgotany, więź między nimi była silna i najważniejsza w życiu chłopca, jej granice dość płynne i nie takie oczywiste, co jednak nie ma żadnego znaczenia. Istotne jest, że chłopak zostawia rybacką wioskę, a w niej ciało przyjaciela i rusza do innej wioski, by oddać nieszczęsny „Raj utracony” właścicielowi książki, pewnemu ślepemu kapitanowi. Docierając na miejsce pogrążony w żałobie chłopak powoli wtapia się w tłumek mieszkańców wioski, a czytelnik poznaje ich historie, marzenia i małe dramaty, pragnąc wiedzieć coraz więcej i więcej.

Stefánsson pisze pięknym, poetyckim stylem, a w opisywanych przez niego zwykłych prozaicznych czynnościach czai się magia. Im więcej w książce „zwykłego życia”, tym lepiej się ją czyta. W pewnym momencie autor bowiem odrywa się od rzeczywistości, opisując rozpacz głównego bohatera i przemyślenia zawarte w tym fragmencie niebezpiecznie zbliżają się w stronę banału, złotych myśli rodem z książek pana Coelho (miłośnicy jego twórczości niech mi wybaczą, ja zupełnie się w takim stylu nie odnajduję i to się już nie zmieni), potem jednak następuje powrót do losów zwykłych ludzi, do ich przemyśleń i historii i znów jest wspaniale, ma się ochotę zaznaczać ołówkiem fragmenty powieści, wynotowywać cytaty lub po prostu wyobrażać sobie sceny z powieści, klimat jest bowiem tak sugestywny, że nie trudno sobie je zwizualizować. Chętnie zobaczyłabym film na podstawie tej książki, pewna jestem, że z łatwością by mnie oczarował.

Warto jeszcze wspomnieć, że „Niebo i piekło” w dużej mierze traktuje też o literaturze oraz miłości do książek. Miłości, która może być zgubna, ale stanowi też sens życia. I czy taki fragment nie brzmi absolutnie rozkosznie:

Byliśmy nieznośni. Myśleliśmy tylko o książkach, o uczeniu się, szaleliśmy na wieść o nowej ciekawej książce, wyobrażaliśmy sobie, jaka ona jest, wieczorami rozmawialiśmy w łóżku, o czym może opowiadać. Gdy tylko udało się nam ją zdobyć, czytaliśmy ją na zmianę albo razem, nawet jej fragmenty.

„Niebo i piekło” jest pierwszym tomem trylogii, niestety do tej pory jedynym, który ukazał się po polsku. Mam nadzieję, że z czasem doczekamy się kolejnych, bo to pozycja wartościowa, czyta się ją szalenie przyjemnie, a mnóstwo obrazów zostaje z czytelnikiem na dłużej. Uwielbiam taki dość ponury, chłodny klimat znad skandynawskich mórz, nastrój małych miasteczek, gdzie każdy mieszkaniec skrywa swoje historie i małe dramaty, tak więc „Niebo i piekło” nie mogło mi się nie spodobać. Jeśli i Wy cenicie sobie tego rodzaju treści, nie powinniście się zawieść, naprawdę warto.

Tytuł: Niebo i piekło
Tytuł oryginału: Himnaríki og helviti
Autor: Jón Kalman Stefánsson
Tłumaczenie: Przemysław Czarnecki
Wydawnictwo: WAB, 2011
Ilość stron: 240
Moja ocena: 5/6

Reklamy
  1. 26/04/2013 o 10:13 am

    Czytałam już dość dawno temu, potem jeszcze więcej książek Jona Kalmana, ale niestety nie jestem jego fanką. Jak dla mnie zbyt poetycki, a powtarzalność stylu w kolejnych książkach mnie nudziła, aczkolwiek znam wielu jego fanów.
    Moja krótka notka na temat tej książki tu:
    http://przeczytalamksiazke.blogspot.de/2009/04/himmel-und-holle-jona-kalmana.html

    Aha, i Islandczycy za Skandynawów mogą się pogniewać:P

    • 27/04/2013 o 12:39 am

      Och, to szkoda. Mnie ten najbardziej poetycki fragment podobał się w książce akurat najmniej, więc obawiam się, że i mnie by znużyło, gdyby było tego za dużo. Lepiej Kalmanowi wychodzi pisanie w poetycki sposób o różnych wydarzeniach, a nie same takie przemyślenia, tak mi się wydaje.

      Nie wiedziałam, że Islandczycy nie lubią być nazywani Skandynawami :) Ale zwyczajowo Islandię się jednak do Skandynawii zalicza, z tego, co się orientuję? :)

      • 29/04/2013 o 4:43 pm

        Raczej nie, geograficznie Islandia do Skandynawii nie należy, można ją jedynie kulturowo ewentualnie podciągnąć ale my raczej mówimy o krajach nordyckich. Kompleks Ambasad (Szwecja, Dania, Norwegia, Finlandia i Islandia) to też Ambasady Krajów Nordyckich, a nie Skandynawskich.

        Jon Kalman pize faktycznie bardzo poetycko, mnie się inne jego książki w jakis tam sposób podobały ale jednak historie mi się w efekcie zlewają – widzę w nich wiele podobieństw.

      • 30/04/2013 o 6:27 pm

        Dzięki za wyjaśnienie! Wikipedia podaje, że Islandię do Skandynawii zaliczać można i czasem się to robi, ale wiadomo, teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką :) Ja spotkałam się ze stwierdzeniem, że Islandia jak najbardziej się do Skandynawii zalicza głównie z ust Duńczyków, może brak im obiektywizmu, bo ich zdaniem każdy by chciał być Skandynawem… Widocznie Islandczycy mają na ten temat swoje własne zdanie :) Na wszelkie wpadek nie będę Islandii głośno do Skandynawii zaliczać :)

  2. 30/04/2013 o 10:33 pm

    Duńczycy wiele lat rządzili w Islandii więc pewnie nadal mają chęć uznawać ją za swoją, a Islandczycy nienawiścią do nich nie pałają, kochają Kopenhagę ale kulturowo są jednak bardzo różni.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s