Strona główna > książki > Czeczeński dziennik

Czeczeński dziennik

Czeczenia to nie Palestyna, Afganistan czy Irak. To kraj u granic Europy i to, co się u nas rozgrywa, nie ma nic wspólnego z wielkimi problemami świata arabsko-muzułmańskiego. Dramat Czeczeni to przede wszystkim sprawa ambicji imperialnych Rosji i postsowieckich drgawek, połączonych z nieskończenie większą brutalnością, niż ma to miejsce na przykład na Ukrainie czy Białorusi. Jeśli już chce się porównywać nasze cierpienia z cierpieniami innego narodu, to należałoby raczej przywołać Bośniaków, którzy stali się ofiarami postkomunizmu zabarwionego agresywnym nacjonalizmem.

W tym roku nie zamierzam robić podsumowań, za mało książek przeczytałam, by miało to więcej sensu. Gdybym jednak miała wymienić pozycję, która najbardziej mnie poruszyła, byłby to z pewnością „Taniec w ruinach” Milany Tierłojewej. Książka jest, jak stwierdza niezbyt wyszukany podtytuł, „przejmującym dziennikiem młodej Czeczenki” i mimo wszystko ten właśnie przymiotnik wydaje mi się najlepiej książkę opisujący. Teoretycznie nie ma nic nadzwyczajnego w fakcie, że książka o wojnie, zwłaszcza ta pisana z perspektywy „zwykłego” człowieka, a nie żołnierza, porusza czytelnika. Taka jej rola i całe szczęście, że nie brakuje wrażliwych pisarzy płci obojga, którzy przybliżają dramaty wojen czytelnikowi oddalonemu wiele kilometrów od miejsca wydarzeń, dzięki czemu możliwe jest zrozumienie, empatia, a nawet pomoc. Nie ma w tym moim zdaniem pogoni za sensacją, a raczej chęć zrozumienia, a nawet, co zabrzmi dość górnolotnie, pragnienie rozwoju własnej wrażliwości, przybliżenie się do ludzkiej krzywdy, nam na szczęście oszczędzonej. Piszę o tym, ponieważ zauważyłam, że „Taniec w ruinach” na półkach w księgarniach, kiedy jeszcze się tam pojawiał, zajmował miejsce pośród wspomnień prześladowanych kobiet różnych kultur, co niestety zapewne nie pomogło książce w dotarciu do szerszego odbiorcy. Nie twierdzę, że te książki nie mają wartości i że są ogólnie złe. Jednak większość tych, które czytałam bądź czytać próbowałam, ma jednak w sobie dużą dozę taniej sensacyjności, która bardzo mnie odrzuca. „Taniec w ruinach” zdecydowanie nie jest pozycją tego rodzaju.

Milana zaczyna spisywać swoje wspomnienia od momentu przygotowań do balu w jej rodzinnym Oriechowie. Balu, który nigdy się nie odbył, choć w świecie widzianym nastoletnimi oczami autorki miał być wydarzeniem niemalże zwrotnym w jej dotychczasowym życiu. Niestety, do Oriechowa dociera wojna, która natychmiast zmienia życie wszystkich mieszkańców i odtąd życie Milany toczy się zupełnie innym torem od tego, który sobie wcześniej wymarzyła. Przeżywa w Czeczenii dwie wojny, opisuje swoją podróż do Rosji, a wreszcie także wyjazd do Paryża w ramach programu Studenci Bez Granic. Przede wszystkim, autorka przedstawia jednak sytuację w Czeczenii, patrząc na nią oczami osoby, która wprawdzie nie bierze udziału w walkach, ale która na froncie ma przyjaciół i rodzinę, a wojna wdziera się w jej życie na każdym kroku. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak w takiej sytuacji trudno zdobyć się na obiektywizm osobie emocjonalnie bezpośrednio zaangażowanej w opisywane wydarzenia, jednak Tierłojewa robi wszystko, by ten obiektywizm zachować. Choć naturalnie czeczeński punkt widzenia jest jest daleko bliższy, nie wybiela swoich rodaków, zwłaszcza pisząc o późniejszej fazie konfliktu, kiedy Czeczeńcy byli prześladowani nie tyle przez Rosjan, ale przez siebie nawzajem, o powszechnej kolaboracji i odejściu od tradycyjnych wartości, tak wcześniej w Czeczenii cenionych.

Próba wzniesienia się ponad konflikt i zobaczenie ludzkich twarzy w narodzie było nie było najeźdźców świadczy w moim odczuciu o ogromnej dojrzałości Milany, jej sile i wielkiej wrażliwości. Nie tylko więc czytelnik poznaje współczesną historię Czeczenii „od środka”, ale też bardzo szybko zaczyna emocjonalnie traktować autorkę, której losy, tak samo jak w przypadku jej rodziny i przyjaciół, ciasno splatają się z wojennymi wydarzeniami. Bardzo szybko nie tyle zaczęłam Milanie kibicować, co traktować ją jako kogoś bliskiego, komu zagraża niebezpieczeństwo. Dużą część książki przeczytałam jadąc pociągiem i aż wstyd mi było wobec współpasażerów, kiedy dyskretnie starałam się co chwila ocierać łzy. „Taniec w ruinach” to książka napisana w sposób osobisty, odważna i głęboko poruszająca. Dla mnie jej lektura była dużym przeżyciem, a rzeczowość i rzetelne przedstawienie faktów (na końcu książki znajduje się nawet kalendarium pozwalające uporządkować wiedzę na temat czeczeńskich wydarzeń) sprawiają, że jest to też pozycja pouczająca i wyjaśniająca wiele, jeśli nie jest się specjalistą od tego wycinka historii. Nie widuję już tego dziennika w księgarniach, ale można go zdobyć na Allegro, zazwyczaj w bardzo atrakcyjnej cenie. Moim zdaniem jest to lektura warta każdej spędzonej nad nią chwili, a dla mnie z pewnością jedna z najważniejszych książek zeszłego roku.

Historia Czeczenii toczy się dalej, wciąż nie jest tam bezpiecznie, ale o tym można przeczytać w innych książkach. Ja mam tylko nadzieję, że Milana jest bezpieczna i nadal walczy o pozostanie sobą, tak jak to miało miejsce w wojennym koszmarze, utalentowaną pisarką i wrażliwą kobietą.

Tytuł: Taniec w ruinach
Tytuł oryginału: Danser sur les ruines
Autor: Milana Tierłojewa
Tłumaczenie: Andrzej Wróblewski
Wydawnictwo: KDC, 2007
Ilość stron: 168
Moja ocena: 6/6

Advertisements
  1. 15/01/2013 o 10:32 am

    czytałam tą książkę. Wynalazłam ja w bibliotece. Wyglądała tak niepozornie. Ale książka warta przeczytania. Smutna ale dająca nadzieję. Tragiczna momentami, ale pełna optymizmu. Cudownie pokazuje jak z małej dziewczynki autorka zmienia się w dorosła kobietę. Świadomą i dumną ze swojego pochodzenia. Duży plus za poprawność historyczną opowieści. TO nie tylko dziennik myśli i przemyśleń, to tez dziennik wydarzeń.

    • 23/01/2013 o 9:30 pm

      Tak, widać, że Milana bardzo poważnie podeszła nie tylko do przedstawienia własnych wspomnień, ale także do jak najrzetelniejszego ukazania faktów dotyczących konfliktu czeczeńskiego. Tak więc książka nie tylko porusza, ale pozwala też poukładać różne informacje w głowie, mnie to się bardzo przydało.

  2. 21/01/2013 o 9:52 pm

    My tutaj w Polsce mało wiemy o tym co się działo w krajach pogrążonych wojną. Naród czeczeński to bardzo dzielny naród, który bronił się przed swoim najeźdźcą i o tym słyszeliśmy niejednokrotnie z mediów, jednak warto by było poznać ludzką mentalność i życie w tym kraju widzianych oczami kogoś kto był wewnątrz tego co się tam działo.

    • 23/01/2013 o 9:32 pm

      Dokładnie, przy czym obraz w mediach nierzadko koncentrował się na „czeczeńskich terrorystach”, z rzetelnym przedstawieniem konfliktu i wielu zdarzeń bywało (bywa?) już różnie. Dobrze poznawać różne oblicza tej samej sprawy, tę książkę polecałabym każdemu, choć trochę zainteresowanemu Czeczenią.

  3. 31/01/2013 o 7:02 pm

    sprawdź gazetowy email, przy okazji, proszę;)

  4. 01/02/2013 o 11:13 am

    Mandzurio, odpisałam, wyszedł mi długaśny email:)

  5. 09/03/2013 o 7:38 pm

    Asiu, dziękuję za wizytę u mnie:-) Również cieszę się, że mogłyśmy się poznać i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zamienimy parę słów przy herbacie:-)
    Na blog będę zaglądać!Wszystkiego dobrego na najbliższe dni:-)
    Pozdrawia ciepło!
    Ola

  6. 28/04/2013 o 10:41 pm

    Świetny cytat wybrałaś! Mi Czeczenia nigdy się nie jawiła jako kraj fanatycznych muzułmanów. Obawiam, że może się to zmienić po zamachach w Bostonie. Widziałam 2 fragmenty amerykańskich wiadomości. W pierwszy newsie jakiś pan zamiast o Czeczenii, mówił o „Czech Republic, islamic republic”. Pomijając karygodny błąd pomylenia Czeczenii z Czechami, dochodzi tu jeszcze zakłamywanie rzeczywistości. Od kiedy Czeczenia jest republiką islamską? W drugim newsie jakaś pani opowiadała o Czeczenii, a jej wypowiedź bazowała na porównaniach z Afganistanem – podobny krajobraz (?), położenie geograficzne oraz religia. Takich uproszczeń, idiotycznych korelacji i manipulacji jeszcze nie widziałam w mediach. Aż strach pomyśleć, jak dalej potoczy się historia, jeśli amerykańskie media zaczną kreować Czeczenię na drugi Afganistan.

    • 30/04/2013 o 6:30 pm

      Dziękuję! Ten cytat jak i cała książka moim zdaniem świetnie naświetlają cały czeczeński problem i dobrze byłoby, żeby wielu ludzi „Taniec w ruinach” przeczytało, bo pojęcie o całej sprawie jest niewielkie… I ja boję się, że o Czeczenii mogą zacząć teraz pojawiać się niestworzone historie i raczej to temu umęczonemu krajowi nie pomoże… Pytanie tylko, co na to Rosja – czy chętnie przyjęłaby amerykańską „pomoc” w poradzeniu sobie z problemem, czy raczej nie pozwoli Amerykanom wejść na swoje podwórko w ich „krucjacie” przeciwko terroryzmowi. I do jakich konfliktów to końcem końców doprowadzi, chyba boję się nawet myśleć o tym…

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s