Strona główna > książki > Widok z Piaskowej Góry

Widok z Piaskowej Góry

Postanowiłam, że na pierwszą recenzję po mojej nieobecności na blogu wybiorę książkę, która zachwyciła mnie późną wiosną tego roku. Nie tak często czytam książki, w których podoba mi się właściwie wszystko i które z czystym sumieniem mogłabym polecić każdemu, bo myślę, że każdy czytelnik nawet jeśli nie zachwyci się nią tak, jak ja, to jednak doceni przynajmniej pojedyncze wątki. A mowa tu o genialnej moim zdaniem „Piaskowej Górze” Joanny Bator.

Powieść Bator, którą do tamtego czasu znałam jedynie z „Japońskiego wachlarza” (który do tej pory uważam za bardzo pozytywne pierwsze spotkanie) opowiada o losach mieszkańców pewnego wałbrzyskiego osiedla, czy raczej blokowiska – zwanego właśnie Piaskową Górą, a także ich rodzin i znajomych. Główną osią fabuły jest historia Jadzi Maślak, która do Wałbrzycha przybywa z małej wsi i jej córki Dominiki, różniącej się od niej w każdym możliwym aspekcie. To tu, już na dworcu poznaje swego przyszłego męża, Stefana Chmurę – dosłownie wpada w jego ramiona, co wszyscy uznają za szalenie romantyczne. Po pewnym czasie para bierze ślub, rodzi się córka Dominika i pełne zadowolenie Jadzi zostaje wystawione na próbę, bo jej jedyne dziecko to prawdziwy odmieniec. Zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i zachowanie. Zamiast jak przystało na dziewczynkę być słodkim, posłusznym i trzymającym się domu stworzeniem, Dominika jest skryta, nie interesują ją „kobiece” zajęcia i woli czas spędzać czytając na dachu bloku, a nie na oglądaniu seriali wraz z matką. Trudno tu nawet mówić o narastaniu konfliktu, Jadzia i Dominika to ogień i woda, choć pewnie chciałyby zrozumieć się i odnaleźć nawzajem, porozumienie wymaga wielkiego wysiłku i poświęcenia, na które obie kobiety nie są jeszcze gotowe. Jednak ta relacja jest jedynie jednym z wątków, ponieważ strony „Piaskowej Góry” kłębią się od bohaterów, a każdy z nich ma do opowiedzenia swoją własną, choćby krótką historię.

To właśnie bohaterowie są siłą powieści Bator, zwłaszcza postaci kobiece, zapadające w pamięć i mimo całej masy wad wzbudzające sympatię. Spotkałam się z opiniami, że ciężko polubić jakąkolwiek postać w tej książce, ponieważ wszystkie są ułomne, błądzą, niekiedy irytują. Ja jednak miałam zupełnie odwrotne odczucia – to właśnie te wszystkie potknięcia, pomyłki i wady, opisane przez autorkę z dużą dozą ironii, ale i czułości sprawiają, że nawet jeśli czyjeś zachowanie (poza może dwiema lub trzema wyłącznie negatywnymi postaciami) denerwuje mnie niepomiernie, byłam zazwyczaj w stanie wykrzesać z siebie współczucie, a nawet zrozumienie i sympatię. Nietrudno krytykować mieszkańców Piaskowej Góry, jednak mając wgląd w ich życie, wcześniejsze doświadczenia i często jak najbardziej pozytywne intencje, dużo łatwiej dostrzec niekończące się zależności, powiązania, przyczyny i skutki. Niekoniecznie muszą one usprawiedliwiać działania bohaterów, ale zrozumienie, co powszechnie wiadomo, ułatwia wybaczenie.

Kolejnym wielkim atutem „Piaskowej Góry” jest język. Bator pisze z niesamowitym wyczuciem, oscylując pomiędzy gawędziarskim stylem, a strumieniem świadomości, który idealnie wpasowuje się w koncepcję fabuły. Mimo niemal nieprzerwanego bloku tekstu książkę czyta się niezwykle szybko i gładko, określenia i powiedzonka bohaterów towarzyszą czytelnikowi jeszcze po lekturze. Czasem gdy czytam książkę napisaną w charakterystyczny sposób, już po jej lekturze łapię się na tym, że formułuję myśli w sposób, w jaki autor bądź autorka układali zdania w swojej powieści. Tak było w przypadku „Piaskowej Góry”, która pozostała ze mną na długo po jej przeczytaniu.

Nie chcę zdradzać fabuły książki, ponieważ sama wiedziałam o niej niewiele i dużo radości sprawiło mi jej odkrywanie. Mam nadzieję, że laurka, jaką tu książce wystawiam wystarczy, by zainteresować tych czytelników, którzy „Piaskowej Góry” jeszcze nie czytali. Na pewno nie będzie to zmarnowany czas, a może nawet zachwycicie się nią tak bardzo, jak ja. Tymczasem mnie pozostaje się cieszyć, że „Chmurdalia” wciąż przede mną, a nowa książka Joanny Bator jeszcze nawet niekupiona, więc będzie mnie czekało wiele radości.

Korzystając z okazji, zapraszam Was jeszcze do przeczytania wywiadu, jaki przeprowadziłam z Joanną Bator dla Archipelagu i który znajduje się w najnowszym numerze pisma, jak zawsze do pobrania z oficjalnej strony.

Tytuł: Piaskowa Góra
Autor: Joanna Bator
Wydawnictwo: W.A.B, 2009
Ilość stron: 446
Moja ocena: 6/6

Reklamy
  1. 15/12/2012 o 10:46 pm

    Ja miałam trochę zastrzeżeń po przeczytaniu, ale ogólne wspomnienie zostało dobre, choć nie sięgnęłam po drugą część. Z przyjemnością przeczytam Twój wywiad, świetnie, że znowu piszesz.

    • 23/12/2012 o 7:19 pm

      Ciekawa jestem Czaro, do czego miałaś zastrzeżenia – bardziej do treści, czy sposobu pisania Bator? Ja byłam aż zaskoczona, jak bardzo podobała mi się ta książka, ale po drugą część wciąż jeszcze nie sięgnęłam, czeka wciąż na półce. Dziękuję, ja też się cieszę, ze wróciłam do bloga, choć wciąż nie z taką częstotliwością, jaką bym chciała mieć i jaką sobie obiecuję. Ale – może z czasem się uda :)

  2. 16/12/2012 o 11:34 am

    Mnie również „Piaskowa góra” zachwyciła, a najlepsze, że „Chmurdalia” pozwoliła w zachwycie pozostać!

    • 23/12/2012 o 7:21 pm

      Bardzo mnie to cieszy, ja też mam nadzieję, że „Chmurdalia” mnie nie rozczaruje! Może to jest tak, że pisarstwo Bator albo zupełnie porywa, albo czytelnik się w nim zupełnie nie odnajduje? Ja póki co przynajmniej należę do tej pierwszej grupy.

  3. 16/12/2012 o 11:42 am

    Dla mnie z kolei „Chmurdalia” nie była aż tak porywająca, jak „Piaskowa Góra”. No, ale może to dlatego, że się rozpuściłam czytając pierwszą część ;)

    • 23/12/2012 o 7:24 pm

      No tak, drugie części zazwyczaj mają ciężej niż te pierwsze, żeby sprostać wymaganiom czytelników. To samo zresztą ma się przecież z filmami. Ja mam nadzieję, że „Chmurdalia” mnie również porwie, ale chyba właśnie dlatego zrobiłam sobie dłuższą przerwę między obiema częściami, żeby dać sobie czas na ponowne odkrycie tej historii :)

  4. 17/12/2012 o 12:48 pm

    Ładna książka. Ale, niestety, mnie nie porwała – to przez tło powieści, blokowiska, kompletnie mi w dzieciństwie nieznane…

    • 23/12/2012 o 7:45 pm

      To ciekawe, że użyłaś właśnie słowa „ładna”, bo ja myśląc o tej książce właśnie doszłam do wniosku, że nie mogłabym jej tak określić. Że za dużo w niej takiego brudu, nieszczęścia, negatywnych emocji. Ja też nigdy nie mieszkałam na prawdziwym blokowisku, ale na osiedlach pełnych starych kamienic i w starym budownictwie właśnie, myślę, że klimat choć różny, ma ze sobą sporo wspólnego.

  5. 21/12/2012 o 10:49 am

    Ja dopiero skończyłam czytać „Piaskową Górę” i zaraz zaczęłam ją czytać Guciowi na głos – oboje tkwimy w zachwycie nad pisarstwem Bator (zdecydowanie Twój wywiad z nią przyczynił się do tego, że po książkę sięgnęłam właśnie teraz i teraz marzę o lekturze „Chmurdalii”). Mnóstwo myśli mi się kolebie po głowie, muszę je sobie ułożyć i na pewno recenzję też napiszę, jak wrócę z wakacji. Co mnie urzekło w powieści to polskość, podana kawa na ławę, bez owijania w subtelności, przez co książka staje się niesamowicie nieuniwersalna (co nie jest jej wadą). Język jest wielką siłą powieści, swobodny, potoczysty, codzienny, a zarazem niekiedy liryczny. Dla mnie to mistrzostwo.
    Wiele myślałam o bohaterach powieści. I właściwie w ich ocenie nie mogę się z Toba zgodzić (poza tym mam podobne zdanie co Ty odnośnie wielu aspektów „Piaskowej Góry”). Moim zdaniem niemal brakuje w tej książce postaci pozytywnych, wszystkie są negatywnie przedstawione. To znów nie zarzut, tak to po prostu odbieram. Z jednej strony każdy jest mieszanką pozytywnych i negatywnych cech, ale z drugiej strony dla mnie ta negatywność, zło, jakie czai się w bohaterach, nie przejawia się wcale w czynieniu zła. Przejawia się w nieczynieniu dobra, w apatii, bierności, zamykaniu oczu na cudzą krzywdę. Pomyśl np. o losie dwóch męskich sąsiadów Chmurów – mieszkańcy nie czynili im jawnej krzywdy, ale gdy krzywda działa się tym mężczyznom, przymknęli na nią oko. Takich drobnych incydentów, gdy bohaterowie (różni) mogli zachować się etycznie, przyzwoicie, jest wiele, a oni najczęściej wybierali wówczas niewychylanie się, siedzenie cicho. Ja to odbieram jako zło, choć najczęściej rozumiem powody ich zachowania. I nie potępiam ich za to, tylko próbuję ich zachowania nie usprawiedliwiać niczym (a dałoby się czym, oj dało, bo każdy z nich przeszedł swoją Drogę Krzyżową…).

    • 23/12/2012 o 7:51 pm

      Powiem Ci, że kiedy przeczytałam Twój komentarz, to uznałam, że nie potrafię się z Tobą nie zgodzić – masz rację co do bohaterów. I zaczęłam się zastanawiać, skąd w takim razie moja sympatia do większości z nich (zrozumienie, ale nie usprawiedliwienie, a jednak mimo dostrzegania tych negatywnych stron, wciąż mogłam ich lubić). I tak końcem końców doszłam do wniosku, że może ci bohaterowie przypominają mi bardzo ludzi, których znam z własnego miasta, którzy otaczają mnie na co dzień i choć widzę ich wady, to jednak ich akceptuję. Czy w takim razie jest to akceptowanie zła? Temat na głębsze przemyślenia, już dużo bardziej osobiste niż recenzja tej książki. Dzięki za skłonienie do rozmyślania!

  6. 08/01/2013 o 7:13 am

    Zgadzam się z Tobą – to jest temat na głębsze przemyślenia, osobiste także, zresztą wydaje mi się, że w tej książce każdy Polak jest w stanie znaleźć coś osobistego dla siebie, co porusza w nim jakąś strunę (może rozczulać może też wywoływać jakieś przykre wspomnienia). Ja też na swój sposób polubiłam tych bohaterów, ich przaśność, niekiedy prostactwo, niekiedy beznadziejne poczucie humoru (Stefan :)), wąskie horyzonty – bo też znam takich ludzi jak bohaterowie, miliony razy stykałam się z takimi postaciami w realu i jestem pełna podziwu dla Bator, jak wiarygodnie przedstawiła ludzi z krwi i kości, jakich każdy z nas chyba zna i widzi. Dla mnie to wszystko jest znajome i bliskie, nawet jak nie znane z własnej rodziny, to z obserwacji i słyszenia.
    Myślę, że co do tego zła, to nie chodzi tu tyle o akceptację, a często o lęk. Że jak się wychylimy, zareagujemy na krzywdę, to krzywda spotka nas, zwrócimy na siebie uwagę i oberwie nam się za to. Rozumiem dobrze, że ludzie się boją, boją się brać na siebie odpowiedzialność, na którą nie są przygotowani i to często bierze górę nad zwykłą ludzką przyzwoitością. Poza tym dostrzeganie słabości w innych powoduje, że łatwiej nam zaakceptować słabości u siebie, tak myślę. Choćby znów przykład Stefana – można się zrelaksować, gdy sami jesteśmy bierni, bo nie jesteśmy w tej bierności jedyni, ale można też zostać zmobilizowanym, by nie pójść w jego ślady i nie skończyć jak on… Zresztą o każdym bohaterze można eseje pisać, żaden nie jest papierowy, nawet postać bardzo poboczna, niemal na marginesie przedstawiona jest tak barwnie i w tylu różnych odcieniach, że nadziwić się nie mogę mistrzostwu autorki. W tym roku muszę przeczytać jej dwie pozostałe powieści („Chmurdalię” i „Ciemno, prawie noc”) – czuję, że ona dołącza do grona moich ulubionych pisarzy…

  7. pietia
    15/05/2013 o 10:53 pm

    Na przygodę z książkami te autorki mam chrapkę odkad przeczytałem Twoj wywiad w Archipelagu. Poza tym uwielbiam kiedy akcja książek toczy sie w miejscach, w których bywałem bądź które znam. Piaskowa Góra to miejsce mi znane, mam tam nawet paru znajomych, więc książkę przeczytać muszę!

  8. 20/04/2015 o 5:01 pm

    Dopiero przede mną.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s