Archive

Archive for Grudzień 2012

Być mamą w różnych kulturach

24/12/2012 3 uwag

Kiedy znalazłam książkę Ofelii Grzelińskiej „Mama dookoła świata” w zapowiedziach wydawniczych W.A.B natychmiast stwierdziłam, że muszę ją kupić, jak tylko pojawi się w księgarni, bo wydała się idealna do przeczytania dla mnie na ten czas – kiedy sama mam zostać mamą, a wielokulturowość, podobieństwa i różnice, cała ta różnorodność – interesują mnie od dawna, czemu pewnie nie raz dałam wyraz na tym blogu. I rzeczywiście, książka sprawdziła się jak najbardziej, przeczytałam ją z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością, do której przyczyniły się także zdjęcia bohaterek opowieści, ich maluchów oraz regionów, z których pochodzą.

Ofelia Grzelińska zaprosiła do rozmowy kilkanaście kobiet pochodzących z różnych krajów świata, a wychowujących swoje dzieci w Polsce. Czasami kobiety te mają mężów Polaków i polskie tym samym rodziny, kiedy indziej przyjechały już jako żony swoich rodaków, którzy nad Wisłą prowadzą interesy i z Polską związali swoją teraźniejszość, a także w większości przypadków przyszłość. Tym samym dowiadujemy się nie tylko o przywiezionych przez bohaterki tradycjach, przekonaniach i przesądach, ale także o tym, co zadziwiło je w Polsce, co przypadło im do gustu, a co uznają za zupełne nieporozumienie. Z obrazków tych wyłania się nie tylko obraz poszczególnych krajów (takich jak choćby Japonia, Chiny, Norwegia, Armenia czy Kuba), ale także polskiej rzeczywistości oraz tego, jak traktowane są tutaj kobiety spodziewające się dziecka, młode matki i ojcowie.

Kluczowy wydaje mi się podtytuł książki, „Opowieści o macierzyństwie w różnych kulturach” i warto zwrócić na niego uwagę, by zawartość nie rozczarowała. Książka składa się bowiem z rozmów, anegdot i rozmaitych refleksji opowiadających kobiet, a także samej autorki, która swoją córeczkę urodziła w Nowej Zelandii, czemu poświęciła ostatni rozdział książki. Nie są to w żadnym wypadku opracowania socjologiczne czy nawet kulturoznawcze, nie taki był zamysł i absolutnie nie jest to minusem książki. Podtytuł daje czytelnikowi jasny sygnał, czego może się spodziewać i jeśli nadal jest zainteresowany (ja byłam bardzo), nie powinien się zawieść. Pióro Grzelińskiej jest lekkie, jej przemyślenia ciekawe i nierzadko zabawne, więc książkę czyta się błyskawicznie, a informacje w niej zawarte i losy kobiet zapadają w pamięć. Z książki bije ciepło i prawdopodobnie z uwagi na temat pewna doza intymności, podanej w bardzo subtelny i naturalny sposób. Sama chętnie wzięłabym udział w przeprowadzonych rozmowach, zaprzyjaźniła się z wieloma bohaterkami opowieści, wymieniła spostrzeżenia i zadała masę pytań.

Podoba mi się także prosta, ale istotna w moim odczuciu myśl, która wydawała się przyświecać Grzelińskiej w pracy nad książką – tradycje, zwyczaje, przekonania mogą się różnić, ale wszystkie matki chcą jak najlepiej dla swoich dzieci i przeróżne zabiegi, które wykonują lub których właśnie unikają mają na celu zapewnić dziecku zdrowie i szczęśliwe życie. I choć czasem mogą się wydawać przedziwne, bądź wręcz niebezpieczne, w danych kulturach wykonuje się je od pokoleń, a dzieci poddawane tymże zabiegom są aktualnie dorosłymi i zdrowymi ludźmi. Po pierwsze więc, co oczywiste, warto otworzyć się na te pomysły, niektóre mogą bawić, inne jednak zaskoczą swoją genialną prostotą i mogą okazać się przydatne. A po drugie, nie można dać się zwariować. Kiedy wszyscy wokół dają tysiące rad na temat tego, jak postępować ze sobą i z dzieckiem, bo inaczej wydarzy się dramat – warto pomyśleć sobie, że w pewnych kulturach te niezastąpione i jedynie słuszne sposoby zachowania wzbudzają zdziwienie, a może nawet uśmiech. Nie chodzi o to, by rady ignorować, ale móc wybierać to, z czym młoda matka czuje się dobrze i naturalnie, by nie pozwolić sobie wejść na głowę i dać się zamęczyć „sprawdzonymi sposobami”, bez których dziecko nigdy nie wyrośnie na „człowieka”. Jednym słowem, zachować spokój i cieszyć się macierzyństwem.

Tytuł: Mama dookoła świata
Autor: Ofelia Grzelińska
Wydawnictwo: W.A.B., 2012
Ilość stron: 328
Moja ocena: 5/6

Widok z Piaskowej Góry

15/12/2012 13 uwag

Postanowiłam, że na pierwszą recenzję po mojej nieobecności na blogu wybiorę książkę, która zachwyciła mnie późną wiosną tego roku. Nie tak często czytam książki, w których podoba mi się właściwie wszystko i które z czystym sumieniem mogłabym polecić każdemu, bo myślę, że każdy czytelnik nawet jeśli nie zachwyci się nią tak, jak ja, to jednak doceni przynajmniej pojedyncze wątki. A mowa tu o genialnej moim zdaniem „Piaskowej Górze” Joanny Bator.

Powieść Bator, którą do tamtego czasu znałam jedynie z „Japońskiego wachlarza” (który do tej pory uważam za bardzo pozytywne pierwsze spotkanie) opowiada o losach mieszkańców pewnego wałbrzyskiego osiedla, czy raczej blokowiska – zwanego właśnie Piaskową Górą, a także ich rodzin i znajomych. Główną osią fabuły jest historia Jadzi Maślak, która do Wałbrzycha przybywa z małej wsi i jej córki Dominiki, różniącej się od niej w każdym możliwym aspekcie. To tu, już na dworcu poznaje swego przyszłego męża, Stefana Chmurę – dosłownie wpada w jego ramiona, co wszyscy uznają za szalenie romantyczne. Po pewnym czasie para bierze ślub, rodzi się córka Dominika i pełne zadowolenie Jadzi zostaje wystawione na próbę, bo jej jedyne dziecko to prawdziwy odmieniec. Zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i zachowanie. Zamiast jak przystało na dziewczynkę być słodkim, posłusznym i trzymającym się domu stworzeniem, Dominika jest skryta, nie interesują ją „kobiece” zajęcia i woli czas spędzać czytając na dachu bloku, a nie na oglądaniu seriali wraz z matką. Trudno tu nawet mówić o narastaniu konfliktu, Jadzia i Dominika to ogień i woda, choć pewnie chciałyby zrozumieć się i odnaleźć nawzajem, porozumienie wymaga wielkiego wysiłku i poświęcenia, na które obie kobiety nie są jeszcze gotowe. Jednak ta relacja jest jedynie jednym z wątków, ponieważ strony „Piaskowej Góry” kłębią się od bohaterów, a każdy z nich ma do opowiedzenia swoją własną, choćby krótką historię.

To właśnie bohaterowie są siłą powieści Bator, zwłaszcza postaci kobiece, zapadające w pamięć i mimo całej masy wad wzbudzające sympatię. Spotkałam się z opiniami, że ciężko polubić jakąkolwiek postać w tej książce, ponieważ wszystkie są ułomne, błądzą, niekiedy irytują. Ja jednak miałam zupełnie odwrotne odczucia – to właśnie te wszystkie potknięcia, pomyłki i wady, opisane przez autorkę z dużą dozą ironii, ale i czułości sprawiają, że nawet jeśli czyjeś zachowanie (poza może dwiema lub trzema wyłącznie negatywnymi postaciami) denerwuje mnie niepomiernie, byłam zazwyczaj w stanie wykrzesać z siebie współczucie, a nawet zrozumienie i sympatię. Nietrudno krytykować mieszkańców Piaskowej Góry, jednak mając wgląd w ich życie, wcześniejsze doświadczenia i często jak najbardziej pozytywne intencje, dużo łatwiej dostrzec niekończące się zależności, powiązania, przyczyny i skutki. Niekoniecznie muszą one usprawiedliwiać działania bohaterów, ale zrozumienie, co powszechnie wiadomo, ułatwia wybaczenie.

Kolejnym wielkim atutem „Piaskowej Góry” jest język. Bator pisze z niesamowitym wyczuciem, oscylując pomiędzy gawędziarskim stylem, a strumieniem świadomości, który idealnie wpasowuje się w koncepcję fabuły. Mimo niemal nieprzerwanego bloku tekstu książkę czyta się niezwykle szybko i gładko, określenia i powiedzonka bohaterów towarzyszą czytelnikowi jeszcze po lekturze. Czasem gdy czytam książkę napisaną w charakterystyczny sposób, już po jej lekturze łapię się na tym, że formułuję myśli w sposób, w jaki autor bądź autorka układali zdania w swojej powieści. Tak było w przypadku „Piaskowej Góry”, która pozostała ze mną na długo po jej przeczytaniu.

Nie chcę zdradzać fabuły książki, ponieważ sama wiedziałam o niej niewiele i dużo radości sprawiło mi jej odkrywanie. Mam nadzieję, że laurka, jaką tu książce wystawiam wystarczy, by zainteresować tych czytelników, którzy „Piaskowej Góry” jeszcze nie czytali. Na pewno nie będzie to zmarnowany czas, a może nawet zachwycicie się nią tak bardzo, jak ja. Tymczasem mnie pozostaje się cieszyć, że „Chmurdalia” wciąż przede mną, a nowa książka Joanny Bator jeszcze nawet niekupiona, więc będzie mnie czekało wiele radości.

Korzystając z okazji, zapraszam Was jeszcze do przeczytania wywiadu, jaki przeprowadziłam z Joanną Bator dla Archipelagu i który znajduje się w najnowszym numerze pisma, jak zawsze do pobrania z oficjalnej strony.

Tytuł: Piaskowa Góra
Autor: Joanna Bator
Wydawnictwo: W.A.B, 2009
Ilość stron: 446
Moja ocena: 6/6

Herbatniki – reaktywacja

05/12/2012 26 uwag

Reaktywuję bloga! I od razu bardzo dziękuję wszystkim tym, którzy mimo mojej nieobecności wpadali na niego sprawdzić, czy nie pojawiło się nic nowego, zostawiali komentarze, pisali maile… Bardzo to dla mnie cenne i dające dużo motywacji, żeby powrócić do pisania. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie nadrobię zaległości, zarówno we własnych notkach jak i w tym, co się dzieje na Waszych blogach, które starałam się odwiedzać (z komentowaniem było już jednak co najmniej krucho), ale nawet ciężko mi powiedzieć, co kto teraz czyta i co się czyta w ogóle. Nowości? Jakie nowości? Jakie nagrody? Wydarzenia? Wypadłam zupełnie poza nawias, ale z przyjemnością będę nadrabiać zaległości przez najbliższe miesiące.

Powodem mego zniknięcia było złe samopoczucie, które jednak przyczynę ma bardzo radosną – pod koniec marca w naszym domu pojawi się nowy, maleńki członek rodziny :) Jestem przeszczęśliwa, ale pierwsze miesiące ciąży dały mi się ostro we znaki, właściwie przestałam nawet czytać, nie będąc w stanie skupić się na czymś więcej poza artykułem w gazecie (i nieprzyzwoitymi ilościami fanfików różnej maści, o których jednak nie będę tu pisać), a po powrocie z pracy energii nie starczało mi już właściwie na nic. Skończyło się to wszystko przymusem zostania w domu, gdzie muszę się wreszcie porządnie za siebie wziąć – mam jednak wreszcie czas i energię na czytania, a co za tym idzie – pisanie, którego mi brakowało. Mam kilka zaległych recenzji do napisania z lektur jeszcze przedwakacyjnych(!), o których chciałabym napisać choć kilka słów. A tymczasem melduję się z powrotem i dziękuję za odwiedziny wszystkich gości i stałych bywalców!

Kategorie:meta, o sobie Tags: