Archive

Archive for Maj 2012

Nareszcie jest! Archipelag, odsłona 8

24/05/2012 7 uwag

Trochę to trwało, ale nareszcie jest dostępny w sieci kolejny numer Archipelagu, którego motywem przewodnim są tym razem ILUZJE. Co można znaleźć w tym wiosenno-letnim numerze? Oto fragment opisu tej odsłony magazynu:

Zamyślamy się nad światami stworzonymi przez dzieci, wyimaginowanymi przyjaciółmi i baśniami, które dzieją się pod powierzchnią codzienności. Nurzamy się w labiryncie snów i topimy w podświadomości. Analizujemy fenomen Alicji w Krainie Czarów, pochylamy nad powieściami fantastycznymi i próbujemy zbadać, na czym polega ich czar. Zaczytujemy się magiczną poezją Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego.

Zachęcamy do zwrócenia uwagi na austriacką pisarkę Melę Hartwig. Rozkładamy na czynniki pierwsze konflikt palestyńsko-izraelski i jego prezentację w literaturze. Z Alexisem de Tocquveille cofamy się do kolonizowanej Ameryki połowy XIX wieku. Próbujemy zachęcić Was do sięgania po polską literaturę, ale nie ignorujemy ciekawych zjawisk w literaturze światowej. Rozmawiamy z Xinran, chińską pisarką, której nieobojętny jest los kobiet Państwa Środka. O literaturze koreańskiej rozmawiamy z Marzeną Stefańską-Adams, założycielką wydawnictwa Kwiaty Orientu; dodatkowo prezentujemy selekcję najciekawszych książek koreańskich, jakie ukazały się dotychczas na polskim rynku. Z Harukim Murakamim podróżujemy do Grecji i tropimy greckie wpływy w jego twórczości.

Dyskutujemy z Pawłem Skawińskim, autorem fascynującego reportażu Gdy nie nadejdzie jutro, o współczesnych Indiach. Z Jackiem Y. Łuczakiem, auotrem książki Polska Kazimierza Nowaka, wspominamy postać niezwykłego, lecz wciąż mało znanego, polskiego podróżnika, Kazimierza Nowaka. Katarzyna Hałabura, londyńska bibliotekarka, opowiada nam, jak wygląda praca w angielskiej bibliotece. Zachęcamy do odkrywania chińskiej kuchni wraz z Klaudyną Hebdą, która przybliża nam Płetwę rekina i syczuański pieprz. Słodko-kwaśny pamiętnik kulinarny z Chin Fuchsii Dunlop.

Przypominamy kultowy film Andrieja Tarkowskiego Stalker i badamy związki między nim a książką braci Strugackich Piknik na skraju drogi. Zdajemy relację z pakistańskiego festiwalu literackiego w Karachi, Warszawskich Targów Książki i obchodów Światowego Dnia Książki w Barcelonie i Londynie. Obejmujemy patronatem wspaniały zbiór poezji sufickiej Alchemia Miłości, wydany pięknie przez wydawnictwo Barbelo, i opowiadamy o warszawskim spotkaniu zorganizowanym w celu promocji książki. Jak zwykle poczytać można też u nas o interesujących książkach wydanych niedawno na polskim rynku oraz na rynkach światowych, oraz dowiedzieć się, jakie książki zdobyły prestiżowe wyróżnienia w kraju nad Wisłą oraz za jego granicami.

Zapraszamy do wzięcia udziału w dwóch konkursach: jeden dotyczy snów literackich, drugi zaś organizujemy z okazji objęcia przez nas patronatu nad świetną irlandzką powieścią Karen Gillece pt. Dryft, wydaną przez wydawnictwo Stopka.

Jak zawsze, w piśmie znajdziecie też kilka tekstów mojego autorstwa, mam nadzieję, że Was zaciekawią. Gorąco zachęcam do lektury, dzielenia się informacją i brania udziału w konkursach!

Iran za zasłoną snu

18/05/2012 6 uwag

„Istnieją rany psychiczne, które jątrząc się toczą powoli, jak trąd, psychikę człowieka. Chory nie może jednak wyjawić swoich cierpień, tak są one osobliwe, dziwne i niewiarygodne. Jeżeli jednak ktoś zechce je wyznać, a nawet opisać, ludzie przyjmują te niezwykłe wyznania sceptycznie lub, co gorsza, bezdusznie z nich szydzą, kpiąc i uśmiechając się ironicznie, uznają bowiem aktualnie panujące sądy za własne, a przecież nie odkryto jeszcze sposobu leczenia cierpień psychicznych, uśmierza się je tylko odurzającym snem, wywoływanym przez alkohol, opium czy też inny narkotyk.”

„Ślepą sowę”, powieść uznawaną za najważniejsze dokonanie Sadegha Hedajata, przeczytałam już dłuższy czas temu. Książka ta wraca do mnie co jakiś czas, ja natomiast wciąż czuję, że nie odkryłam tajemnic w niej zawartych, mimo przeczytania kilku tekstów, które miały mi przybliżyć ten temat. Może to brak znajomości literatury irańskiej, której odnowicielem nazywany jest Hedajat, a którą ja dopiero poznaję, stopniowo i w dużej mierze intuicyjnie. Nie zmienia to faktu, że nawet błądząc wśród powieściowych wątków jak we mgle, a może bardziej pasowałoby stwierdzenie – jak w oparach opium, które unoszą się niemalże z kart książki, nie trudno dać się choć na chwilę uwieść onirycznej atmosferze i wciągnąć w losy bohatera.

A losy te od początku są niejasne, bo choć bohater rozpoczyna swą opowieść zwróceniem się do czytelnika bądź swojego cienia twierdząc, że w tej spowiedzi wyjaśni motywy swojej zbrodni. Od tej chwili jednak nic już nie będzie oczywiste i wyjaśnione, a całość przypominać będzie sen, zmienny, emocjonalny i pełen niedomówień.

„Jeżeli więc teraz postanowiłem wszystko opisać, to po to tylko, aby poznał mnie mój cień (…)”

„Czytelnik zostaje wrzucony niemalże w środek akcji – opisanej w sposób dość statyczny, jednak wydarzenia dzieją się szybko i nierzadko trzeba przejść do porządku dziennego nad tym, że obrazy zmieniają się jak w kalejdoskopie, postaci występują w coraz to nowych rolach, a główny bohater dzięki opium i prawdopodobnie narastającej chorobie psychicznej zaczyna przeżywać losy człowieka z przeszłości, zakochanego bez wzajemności w młodej i pięknej żonie. Czy jest to tylko sen, narkotyczna wizja bądź omamy spowodowane zaburzeniami? Jeśli tak – które z żyć jest prawdziwe? Choć bohater daje nam wskazówkę, że to początek, w którym przez tajemnicze okienko obserwuje dziwną scenę z dziewczyną i starcem jest tym właściwym biegiem wydarzeń, to jednak losy chorego człowieka z przeszłości opisane są dokładniej, a choć dość niesamowite, wciąż wydają się być bardziej rzeczywiste niż opowieść, w której do bohatera przychodzi piękna dziewczyna – i po chwili osuwa się martwa na ziemię. Może więc szalona jazda powozem w celu jej pochowania to tylko senna mara, wyśniona przez znużony chorobą umysł? Takie wyjaśnienie dużo bardziej do mnie przemawia, a całość staje się łatwiejsza do odczytania. Ucieczka w niezwykłe wizje, które odbijają rzeczywiste wydarzenia i postaci. A może prawda jest jeszcze inna, może czytelnik uczestniczy w dwóch wcieleniach bohatera? Może wspomnienia z poprzedniego życia wracają do niego po znalezieniu naczynia z przeszłości? Czy istnieje klucz do tej powieści, czy też czytelnik celowo ma błądzić wśród domysłów i odczuć?

Czytając wielokrotnie łapałam się na tym, że chciałabym zobaczyć ilustrację przedstawiającą konkretną scenę – mroczną, tajemniczą, z perskimi ornamentami. To właśnie takie obrazy pozostają z czytelnikiem. Fantastyczne, chwilami wręcz poetyckie, niepokojące. Poza niewątpliwymi doznaniami estetycznymi służą też jako zdecydowany przejaw buntu wobec skostniałych konstrukcji, w tym przede wszystkim tych społecznych. Tylko czy jest to bunt świadomy, czy też ucieczka od pustego, samotnego życia? „Ślepa sowa” pozostawia więcej pytań, niż odpowiedzi. Być może zrozumiem więcej po przeczytaniu większej ilości książek irańskich i o Iranie, powieść ta jednak mocno mnie zaintrygowała, a czytanie było prawdziwą przyjemnością dzięki stylowi i dobremu tłumaczeniu. Po polsku ukazały się także opowiadania Hedajata i jeśli tylko będę miała okazję, na pewno po nie sięgnę.

Tytuł: Ślepa sowa
Tytuł oryginału: Būf-i kūr
Autor: Sadegh Hedajat
Tłumaczenie: Barbara Majewska
Wydawnictwo: PIW, 1979
Ilość stron: 120
Moja ocena: 4/6