Strona główna > książki > Homo sovieticus a muzyka życia

Homo sovieticus a muzyka życia

Dawno już nie pisałam o żadnej książce Andreï’a Makine’a, czas więc to zmienić i trochę się tu znowu pozachwycać nieprzeciętnym talentem tego francuskiego pisarza o rosyjskich korzeniach. Tym bardziej, że ostatnio przeczytana przeze mnie „Muzyka życia” wskoczyła do trójki moim zdaniem najlepszych książek autora. A biorąc pod uwagę, że Makine zawojował w zeszłym roku mój osobisty ranking pisarzy, z przekonaniem mogę stwierdzić, że czytelnik ma do czynienia z dziełem.

Obserwowanie ludzi czekających na pociąg na małej stacji ukrytej wśród śniegu na Uralu jest wyjściem do snucia refleksji na temat rosyjskiego społeczeństwa przez zmęczonego i rozdrażnionego emigranta. W jego głowie niczym refren rozbrzmiewa niedawno ukute określenie: homo sovieticus. Zdaniem narratora pasuje ono do obserwowanych ludzi idealnie, bo patrząc na ich brak sprzeciwu, pokorne czekanie na opóźniony o wiele godzin pociąg, nie jest w stanie doszukać się w nich godności, ludzkiej dumy właściwej większości homo sapiens. Zmęczony, podróżnik trafia do pozornie opuszczonego pomieszczenia, gdzie jednak przy fortepianie siedzi wzruszony mężczyzna – Aleksiej Berg. Wkrótce czytelnik poznaje jego historię – wypełnioną cierpieniem, dramatyzmem, odrobiną miłości oraz – muzyką. W przeddzień swojego pierwszego koncertu, młody pianista Aleksiej Berg w drodze powrotnej do domu spotyka sąsiada, który przestrzega go przed powrotem do mieszkania – tajne służby aresztowały jego rodziców. Przerażony i zdezorientowany chłopak postanawia uciekać do rodziny matki – jej siostra mieszka z mężem na Ukrainie. Tak rozpoczyna się tułaczka Berga, w której usiłuje uciec od przeznaczenia narzuconego mu przez reżim. Czy się ono wypełni – zakończenie pozwala na różne interpretacje.

Poza samą wzruszającą i dającą do myślenia historią, niezwykle istotna jest kwestia tożsamości, jeden ze stałych punktów pisarstwa Makine’a. Młody Berg zdaje się dopiero określać własną tożsamość, kiedy państwo decyduje, że za tożsamość swoich rodziców zostanie zesłany daleko na wschód, by odpracować winy, których nie popełnił. W wojennej zawierusze decyduje się stać kimś innym – zmarłym podczas bitwy żołnierzem. Nowa tożsamość, tak różna od jego prawdziwej pozwala mu jednak na przeżycie w niepewnych czasach, stając się wybawieniem i przekleństwem. I choć granica między własnym „ja” a młodym żołnierzem poległym na polu bitwy chwilami się zaciera, a jeszcze częściej przestaje mieć znaczenie w obliczu śmierci i okruchów miłości (niekiedy jest to uczucie desperackie i nasiąknięte dramatyzmem, innym razem ciche i zrezygnowane dawanie sobie schronienia od samotności i lęków), to jednak ucieczka od tego, co kiedyś stanowiło pewny trzon kształtującej się tożsamości Berga wydaje się być niemożliwa. Muzyka zepchnięta w odmęty podświadomości musi wypłynąć i powróci, w okolicznościach, jakich młody pianista sobie nie wyobrażał.

Czy Aleksiej Berg uciekł od piętna homo sovieticus, a może właśnie jest żywym przykładem takiej postawy, człowiekiem naznaczonym przez reżim, złamanym wojną i cierpieniem? A może wrzucanie całego narodu do jednego worka, wszystkich historii, ludzkich losów, kultur i postaw jest uproszczeniem tak wielkim, że samo hasło nabiera wręcz antyhumanistycznego zabarwienia? Makine jak zawsze nie daje czytelnikowi rozwiązań i odpowiedzi, pozostawiając miejsce na własne przemyślenia. Z właściwą sobie wrażliwością przedstawia losy pozornie przeciętnych ludzi, którzy nabierają niezwykłych cech, a ich losy wydają się być niezwykłe – tymczasem czytając mamy świadomość, że co druga z ukazanych na stronach książki postaci miałaby do opowiedzenia równie dramatyczną historię. Nie chodzi o licytację, nagromadzenie cierpienia, a bardziej o ujrzenie człowieka w ludzkiej masie. Tak jak na początku narrator ocenia ludzi siedzących w poczekalni, jawią mu się jako jeden anonimowy organizm – łatwo jest popaść w uogólnienia, z których część może być zwyczajnie krzywdząca i niesprawiedliwa. Narrator poznaje wzruszającą historię Berga – czy jednak opowieść śpiącego na gazetach dziadka nie mogłaby być równie przesycona emocjami i niekiedy strasznym pięknem, wrażliwością bohatera, szukaniem swojej ścieżki?

Gdybym miała ją określić jednym tylko słowem, musiałabym zdecydować się na banalne „piękna”, bo właśnie ten przymiotnik opisuje ja najpełniej. Forma, treść, emocje, obrazy, jakie wywołuje w wyobraźni – wszystko to jest wspaniałe, choć jednocześnie kameralne i niemal intymne. Nie bez powodu do głowy przychodzi mistrzowsko odegrany utwór muzyczny, w którym każdy dźwięk ma znaczenie, nawet półtony, nakreślone dłońmi pisarza w zamyśleniu, pozornie niedbale, bez widocznej potrzeby. „Muzyka życia” jest krótką powieścią, a w takich, podobnie jak w opowiadaniach, ważne jest moim zdaniem mocne wrażenie. Puenta bądź obraz, które nie opuszczą czytelnika zaraz po skończonej lekturze, która z racji objętości siłą rzeczy nie trwa długo. Historia Berga towarzyszyła mi jednak długo po skończonej lekturze i wciąż wspominam wrażenie, jakie na mnie zrobiła ta oszczędna w słowach książka.

Tytuł: Muzyka życia
Tytuł oryginału: La musique d’une vie
Autor: Andreï Makine
Tłumaczenie:
Wydawnictwo: Czytelnik, 2002
Ilość stron: 88
Moja ocena: 6/6

Advertisements
  1. 13/04/2012 o 11:06 am

    Bardzo mnie zachęciłaś. Ostatnio czytam na przemian książki polskie i amerykańskie i muszę od nich odpocząć. Tego autora w ogóle jeszcze nie znam, a 88 stron da się wcisnąć poza kolejką, więc mam nadzieję, że uda mi się gdzieś dorwać tę książkę :)

    • 15/04/2012 o 5:55 pm

      Polecam Makine bardzo gorąco. Każda jego książka, którą czytałam była wspaniała. „Muzyka życia” wskoczyła do mojego prywatnego TOP 3 tego autora. Blisko jej do opowiadania, ale porusza jak doskonała powieść. I ten styl! Ja jestem w Makine zakochana :)

  2. 13/04/2012 o 10:59 pm

    Makine za mną chodzi. Znaczy się, nie korci, bo nie znam jego książek, nawet z opisu, ale pojawia się swoim nazwiskiem to tu, to tam, wwiercając się w moją pamięć.

    Recenzja zachęca.

    • 15/04/2012 o 5:56 pm

      W takim razie życzę Ci udanego z nim zapoznania. Ja każdą jego książką się zachwycam i cieszę się niezmiernie, że jeszcze kilka przede mną. Zacznij od „Francuskiego testamentu” – rewelacja i takie sztandarowe dzieło tego pisarza.

  3. 22/05/2012 o 1:51 pm

    Już przeczytałam i faktycznie było warto :) Jutro będzie recenzja. Dzięki za polecenie, po inne książki też pewnie sięgnę za jakiś czas.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s