Strona główna > książki > Lahiri – tłumaczka utalentowana

Lahiri – tłumaczka utalentowana

„Tłumacz chorób” to debiut Jhumpy Lahiri (nagrodzony Pulitzerem), a także pierwsza książka jej autorstwa, którą miałam okazję przeczytać. Do tej pory moja wiedza o tej autorce indyjskiego pochodzenia (urodziła się wprawdzie w Londynie, jej rodzice pochodzą z Bengalu, a ona sama uważa się za pół-Amerykankę) ograniczała się do notki biograficznej oraz przeświadczenia, że jest to chyba najpiękniejsza znana mi pisarka. Po przeczytaniu „Tłumacza chorób” przekonałam się także, że ma ona niebanalny talent i z wielkim wdziękiem potrafi pisać o rzeczach pozornie prostych, niekiedy nawet banalnych, które jednak poruszają czytelnika, zwłaszcza, jeśli interesują go tematy tożsamościowe i imigranckie. Jednakże proza Lahiri nie ogranicza się do wspomnianej tematyki i pełna jest motywów uniwersalnych, które sprawiają, że ten zbiór opowiadań treściowo jest w moim odczuciu bliski ideału.

Na książkę składa się dziewięć opowiadań, większość historii ma miejsce w środowisku indyjskich imigrantów w USA, kilka dzieje się w samych Indiach. Każda miniatura pokazuje fragment zwykłego życia bohaterów – narastający kryzys w małżeństwie, wycieczka do kraju przodków, wynajmowanie mieszkania u bogatej i ekscentrycznej Amerykanki, czy przyjaźń pary Hindusów i ich małej córeczki z mężczyzną bengalskiego pochodzenia, którzy z napięciem śledzą transmisje z ogarniętej zamieszkami ojczyzny. Za każdym razem Lahiri w subtelny sposób używa opowiadanej historii jako punktu wyjścia do przedstawiania zderzenia lub przenikania się kultur i życia w obcym kraju. Zagadnienie tożsamości i zrozumienia nie jest pokazane w nachalny sposób, a autorka nie stara się oceniać i wartościować. Zarysowuje spostrzeżenia i konflikty pozwalając, by czytelnik sam się z nimi zmierzył i doszedł do własnych wniosków. Bohaterowie w większości wzbudzają sympatię, a same opowiadania emanują ciepłem, nawet jeśli traktują o sprawach przykrych i niełatwych. Są bardzo ludzkie, kameralne i chyba przez to mają w sobie taką siłę – nietrudno poczuć empatię i zbliżyć się do opowiadanych historii. Ciężko mi nawet wybrać takie, które uznałabym za najlepsze – uwiodło mnie już pierwsze, w którym oddalone od siebie małżeństwo zaczyna prowadzić grę – przy wyłączonym z powodu awarii świetle mówią sobie o rzeczach, o których do tej pory nigdy nie rozmawiali. Do samego końca ciężko ocenić, czy powtarzające się codziennie przez tydzień zwierzenia prowadzą do odrodzenia się uczuć, czy całkowitej katastrofy. Nerwowo przerzucałam strony, żeby dowiedzieć się, co stanie się z rodziną Bengalczyka z kolejnego opowiadania, z czułością i smutkiem czytałam o dziewczynie nawiązującej romans z żonatym mężczyzną i małym chłopcu z rozbitego małżeństwa… Za każdym razem bez przeszkód wślizgiwałam się w świat opisany w danej historii, doznawałam wzruszeń i rozmyślałam o tym, co się bohaterom przydarzyło i co z nimi będzie dalej. Ostatni tekst, „Trzeci i ostatni kontynent” jest po prostu piękny i wspaniale spina wszystkie dziewięć historii, choć żadna z nich nie ma ze sobą fabularnie nic wspólnego.

Jest jeszcze jeden motyw, który łączy wszystkich bohaterów, a jest nim głęboka samotność, niekiedy nawet poczucie wyobcowania. Głównie jednak jest to osamotnienie, niekoniecznie spowodowane nieprzyjaznymi warunkami lub brakiem serdeczności od ludzi otaczających postaci. To uczucie noszone głęboko, które w pewnym momencie staje się cechą charakteru. Z jednej strony niekiedy rozdzierająco przykre, jest także na swój sposób naturalne, przypisane jak gdyby człowiekowi i ujawniające się w warunkach takich, jak na przykład emigracja, ale nie tylko. Lahiri pisze o tym z prostotą daleką od banału.

Podobno Polacy statystycznie nie lubią opowiadań, ja natomiast uwielbiam krótkie formy, mam jednak co do nich spore wymagania. Jhumpa Lahiri swoim zbiorem spełnia moje oczekiwania – teksty są wyważone, nie ma w nich niepotrzebnych fragmentów, myśl przewodnia jest subtelnie, lecz mocno zarysowana, problematyka ważna i fascynująca. Niczym tytułowy tłumacz chorób, które zadaniem jest pośrednictwo między lekarzem a cierpiącym pacjentem, autorka wydaje się przyjmować rolę tłumaczki, przekładając uczucia imigrantów i mieszkańców Półwyspu Indyjskiego na język, którym włada ogólnie ujęty członek kultury zachodniej. Robi to z wielkim wyczuciem i wzruszająco, pozostaje więc się tylko cieszyć, że wszystkie jak do tej pory książki wydane przez Lahiri są dostępne w języku polskim.

Tytuł: Tłumacz chorób
Tytuł oryginału: Interpreter of Maladies
Autor: Jhumpa Lahiri
Tłumaczenie: Maria Jaszczurowska
Wydawnictwo: Znak, 2002
Ilość stron: 208
Moja ocena: 5+/6

Reklamy
  1. 10/11/2011 o 10:37 am

    Nie przepadam za opowiadaniami, wpadam w statystykę:) Natomiast już sam Twój opis jest ciepły i przekonujący i zachęciłaś mnie do przeczytania.

    • 11/11/2011 o 6:23 pm

      Och, no ja opowiadania uwielbiam, choć właśnie mam dla nich spore wymagania. Te bardzo polecam, mam nadzieję, że Ci się spodobają, są takie… bez zarzutu. Tematycznie i językowo to sama przyjemność do czytania!

  2. ka.bu.ki
    10/11/2011 o 11:42 am

    Ach, czytałam „Tłumacza chorób” wiele lat temu i niewiele pamiętam, jednak pozostało mi silne uczucie oczarowania Jhumpą Lahiri i to wspomnienie jej prozy wciąż we mnie jest! Choć przyznam, że Twój wpis na tyle zachęcił mnie do ponownej lektury, że chyba najwyższa pora skonfrontować to wspomnienie z aktualną oceną :)

    • 11/11/2011 o 6:25 pm

      A może warto sięgnąć po kolejne książki Lahiri? Szczęśliwie mamy obie wydane po polsku, choć ja akurat „Imiennika” przywiozłam sobie z Londynu (i cieszę się, bo polskie wydanie ma niespecjalnie ładną okładkę). Ja w każdym razie jestem bardzo zachęcona do dalszej lektury, wierzę, że piękna Lahiri mnie nie zawiedzie :)

  3. 10/11/2011 o 4:00 pm

    Czytałam „Imiennika” (powieść) i „Nieoswojoną ziemię” (opowiadania) Lahiri i jestem absolutnie zachwycona :)

    • 11/11/2011 o 6:27 pm

      Ha, obie te książki jeszcze przede mną i cieszę się, że tak dobrze je oceniasz, bo też i sporo się po nich spodziewam. Tobie więc polecam „Tłumacza chorób”, jestem pewna, że się nie zawiedziesz. Lahiri teoretycznie pisze tak spokojnie, a jednak wiele emocji towarzyszy czytaniu i potem zostaje na długo.

  4. 11/11/2011 o 8:16 pm

    „Za każdym razem bez przeszkód wślizgiwałam się w świat opisany w danej historii.”
    I ja mam takie rozpoznanie, że świat opowieści Jhumpy Lahiri to nie domek z kart, ale coś świetnie obmyślanego. I prostego zarazem.
    Czytałam już wszystko, co dotąd ukazało się po polsku tej autorki. „Tłumacza…” całkiem niedawno. I też nie wiem, które opowiadanie podobało mi się bardziej. Szczególnie bliskie jest mi pierwsze i ostatnie: „Tymczasowa awaria” i „Trzeci i ostatni kontynent”.

    Ten sentyment, ale i to, że tak trafnie uchwyciłaś nutę samotności snującą się w prozie Lahiri, sprawiają, że świetnie mi się czytało Twoją recenzję.

    • 29/11/2011 o 10:17 pm

      Oj, strasznie długo mi zajęło odpowiadanie na komentarze, przepraszam!

      I na mnie największe wrażenie zrobiły właśnie te dwa opowiadania, pierwsze i ostatnie (czy to nie wymowne?), a świat zrobił wrażenie bardzo rzeczywiście odtworzonego, ale z dodatkiem dużej wrażliwości. Mieszanka doskonała.
      Z tego, co się orientuję, to na polski została przełożona cała twórczość Lahiri, więc jesteśmy na bieżąco :)

      Dziękuję za miłe słowo odnośnie samej recenzji!

  5. 11/11/2011 o 9:52 pm

    Ja jednak nie wpisuje się w statystykę. Uwielbiam te krótkie formy. Mam wrażenie, że są bardziej skondensowane i niosą większy ładunek literacko-emocjonalny…
    PS Oczywiście musiałam „wygooglować” autorkę :)
    Serdeczności :)

    • 29/11/2011 o 10:19 pm

      Ja też się w statystykę nie wpisuję, więc zgadzam się ze wszystkim, co piszesz o krótkiej formie. Przy tym, mam wrażenie, wymaga ona naprawdę dużego talentu i sprawnego warsztatu od pisarza.
      Pozdrawiam serdecznie i ja!

  6. 12/11/2011 o 2:12 pm

    Bardzo lubię motyw samotności ukazywaniej w różnych formach i odcieniach, bo wywołuje uczucie kontrolowanej melancholii i pozwala zatrzymać się, podumać, pomilczeć nad tym uczuciem, którego często nie akceptujemy, a w którym możemy odnaleźć prawdziwego siebie.

    Bardzo mnie zachęciłaś do tych opowiadań :).

    • 29/11/2011 o 10:21 pm

      Myślę, że znajdziesz taką samotność, jaka Cię interesuje w książkach Lahiri (a przynajmniej tej jednej, za którą mogę już ręczyć). Sama też lubię ten motyw. Opisany z wyczuciem wydaje mi się najbardziej poruszającą i prawdziwą emocją, jaka istnieje. I tylko pozornie jest to bardzo smutne.

      Opowiadania gorąco polecam!

  7. 12/11/2011 o 3:33 pm

    Rzeczywiście autorka jest przepiękna! I ładnie wychodzi na zdjęciach. Ma w swej urodzie jakiś rys europejski, jakby tylko jedno z jej rodziców pochodziło z Indii.
    Pozdrawiam

    • 29/11/2011 o 10:23 pm

      Och, ja się zachwycam Lahiri. Jej zdjęcie chyba pierwszy raz zobaczyłam na angielskim wydaniu „Imiennika” (The namesake), z którym wróciłam z Londynu. W sumie wtedy też pomyślałam o tym, o czym dyskutowałyśmy przy ostatnim spotkaniu – w Polsce tak mało wie się o pisarzach jako takich, nawet tych polskich tylko. Poza klasykami i kilkoma postaciami znanymi „społecznie” myślę, że niewiele osób byłoby w stanie dopasować nazwiska do zdjęć. Nawet na książkach rzadko się umieszcza fotografie autorów. Szkoda…

  8. 13/11/2011 o 7:07 pm

    Szwesterze masz jeszcze gdzieś tę książkę czy to było pożyczone?

    • 29/11/2011 o 10:28 pm

      Pożyczona z biblioteki :) Ale może sobie sprawię. Tylko prędzej pewnie po angielsku, bo w polskim wydaniu nie do końca podoba mi się okładka ;)

  9. 24/11/2011 o 1:50 pm

    Bardzo się cieszę z tej recenzji, bo właśnie się za tą książkę zabieram :)

    • 29/11/2011 o 10:29 pm

      Polecam i ciekawa jestem, czy Ci się spodoba/spodobała :)

  10. 09/12/2011 o 4:50 pm

    Dopisuje się do listy oczarowanych panią Lahiri. Nie pamiętam tytułu zbioru opowiadań, które ja czytałam, ale to nie szkodzi, najważniejsze, że ich treść, a co bardziej znamienne – klimat i atmosfera zapadły mi głęboko w pamięć. Na dodatek wciąga więc czyta się bardzo szybko.
    Pozdrawiam!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s