Strona główna > książki > Żyjąc z duchami

Żyjąc z duchami

Zdarza się tak, że książka przeczytana w danym momencie wpasowuje się idealnie w czytelnicze potrzeby i choć ma się świadomość, że nie jest dzieło wiekopomne, a nawet jego autor ma na swoim koncie znacznie lepsze pozycje, ale właśnie ta książka, z uwagi na chwilę, staje się bliska i zachwyca, choć obiektywnie rzecz biorąc, nie jest to nic wybitnego. W ostatnich (przedwakacyjnych jeszcze) czasach taką książką stała się dla mnie powieść Amy Tan „Sto tajemnych zmysłów”. Patrząc z pewnego już dystansu przeczytany kiedyś „Klub radości i szczęścia” tej samej autorki był bardziej rozbudowaną, głębszą i jednak wartościowszą pozycją, ale to właśnie opowieść o Olivii i jej widzącej duchy siostrze szczególnie do mnie trafiła.

Olivia marzyła o siostrze i los postanowił spełnić to marzenie – tuż przed wczesną śmierci ojca Olivii, jej matka złożyła obietnicę sprowadzenia do Ameryki córki z pierwszego małżeństwa swojego małżonka sprzed wyemigrowania z Chin, sporo od Olivii starszą Kwan. Przysięga zostaje spełniona, Kwan przybywa do Stanów Zjednoczonych. Niestety, daleko jej do wymarzonej siostry – jest do bólu chińska w sposobie bycia, dla amerykańskich nastolatków wygląda na niedorozwiniętą, mówi dziwne rzeczy, a przede wszystkim – widzi duchy. Co więcej, z owymi duchami rozmawia i wspomina dawne dzieje, ze swego wcześniejszego wcielenia. Olivia, nazywana przez przybraną siostrę Libby-ja, nie może ścierpieć zachowania tamtej, walcząc dodatkowo z głębokimi wyrzutami sumienia, jako że Kwan darzy ją bezgranicznym przywiązaniem i miłością. Dziewczęta dorastają. Kwan doskonale odnajduje się w Ameryce, wychodzi za mąż, żyje po swojemu i wciąż spotyka się z duchami, choć jej opowieści zaprowadziły ją w młodości do szpitala psychiatrycznego. Tymczasem Olivia postanawia rozwieść się z mężem, Simonem. Chce ułożyć sobie życie od nowa, Kwan jednak uparcie wraca do przeszłości. Jak się okazuje, nie tylko ona chce powrotu Libby do męża, a opowieści o poprzednim życiu Kwan i tajemniczej Pannie Wstędze z czasem zaczynają mieć drugie dno. Wreszcie Olivia będzie musiała zmierzyć się z własnym życiem, uczuciami do byłego męża i starszej siostry.

Tan z wielkim wdziękiem połączyła ze sobą dwie historie – współczesną opowieść o dwóch różniących się od siebie diametralnie siostrach oraz dziejące się w dawnych czasach w Chinach życie poprzedniego wcielenia Kwan. Opowiadania przenikają się, przeszłość zaczyna ingerować w teraźniejszość, a Olivia przekonana o wybujałej wyobraźni Kwan, a nawet o pewnej niepoczytalności siostry, zaczyna tracić grunt pod nogami. Amerykańska część wydarzeń przyciąga trafnymi spostrzeżeniami i realistycznym przedstawieniem psującego się związku, w którym od miłości okazały się być silniejsze irytacja i zmęczenie. Choć i tu wiele namieszał duch przeszłości, przybierający postać byłej ukochanej Simona. Część chińską wzbogacają realia dawnej chińskiej prowincji, ironiczny nierzadko sposób przedstawienia wydarzeń i interesujące zderzenie kultury zachodniej z chińską. Choć autorka pisze wzruszająco i „Sto tajemnych zmysłów” traktuje głównie o uczuciach, nie ma tu popadania w ckliwość, zbytnią emocjonalność czy egzaltację. Jest za to sporo przymrużania oczu, trzeźwego spojrzenia na różnice kulturowe i dużo ciepła.

Co mogło wydarzyć się naprawdę, a co było misterną mistyfikacją utkaną przez lata z historii opowiadanych przez Kwan? Czy Kwan przywoływała duchy, by osiągnąć upragnione cele, czy też naprawdę miała oczy yin i pamiętała na tyle własne wcielenie? A wreszcie najważniejsze pytanie – czy to w ogóle ma znaczenie? Z olbrzymią przyjemnością zanurzyłam się w tym amerykańsko-chińskim świecie, który umiejętnie stworzyła sobie Kwan, łącząc stare z nowym, tradycję z zabawną nowoczesnością. Nie ma tu łatwych rozwiązań, cukierkowych zakończeń, a optymizm i pozytywne wyjście z sytuacji nie musi oznaczać banału. „Sto tajemnych zmysłów” pozostaje życiowe, mimo że granica między snem a jawą wydaje się niebywale płynna i od czytelnika zależy, w co postanowi uwierzyć. Ja swoją wersję wybrałam, każdego mogę zachęcić do sprawdzenia, która Wam bardziej będzie pasować.

Tytuł: Sto tajemnych zmysłów
Tytuł oryginału: The Hundred Secret Senses
Autor: Amy Tan
Tłumaczenie: Zofia Kierszys
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2003
Ilość stron: 376
Moja ocena: 5/6

Reklamy
  1. szamanka30
    11/09/2011 o 8:23 am

    Z książek Amy Tan ta jest moją ulubioną, najbardziej na mnie oddziaływała i pociągała. Wspaniała opowieść. Szczególnie czekałam na czasy dawne, zawsze miałam do tego słabość. Nie wiem, które książki Tan przeczytałaś, ale bardzo mi sie podobała „Żona kuchennego boga”, tak bym ją na 2 miejscu umieściła.
    I maleńka uwaga – okadka mojego wydania z 1998 r.jest ładniejsza :) co oczywiscie nie rzutuje na wspaniałą historię opoiwedzianą pzrez pisarkę.

    • 14/09/2011 o 9:54 pm

      Szamanko, nie widziałam tej innej okładki – masz gdzieś może zdjęcie? Bardzo byłabym ciekawa, jak ona wygląda!
      Nie czytałam jeszcze „Żony kuchennego boga”, choć to pierwsza książka Tan, którą sobie kupiłam, Aktualnie mam wszystkie jej powieści wydane w Polsce, ale udało mi się przeczytać póki co dwie. Obie bardzo mi się podobały, więc nastawiam się na dużo przyjemności czytając kolejne.

  2. 11/09/2011 o 8:52 pm

    Nie znam Amy Tan – to znaczy, słyszałam o niej, ale niczego jej autorstwa (jeszcze) nie czytałam. Postaram się nadrobić;) Co do pierwszych zdań recenzji, bardzo mnie ujęły. Zgadzam się, tak czasem bywa, że jakaś książka – mimo iż w innych okolicznościach tak wysoko byśmy jej nie ocenili – trafia do nas i porusza coś tam w głębi nas, a i niekiedy popycha do czynu, zmiany czegoś z życiu, w nas samych, w sposobie myślenia…

    Pozdrawiam ciepło!:)

    • 14/09/2011 o 9:58 pm

      Cieszę się, że znasz i rozumiesz to uczucie, o którym pisałam we wstępie do recenzji. „Sto tajemnych zmysłów” było dla mnie właśnie taką idealną książką na tamten czas. Nie zdarza mi się to aż tak często, ale jeśli już się zdarzy, to takie książki pozostają w myślach na długo.

      A Tan na pewno warto poznać, mam wielką nadzieję, że znałazłabyś w jej książkach coś dla siebie. W zajmujący sposób łączą wątki chińskie z bardzo trafnymi obserwacjami więzi międzyludzkich.

  3. 12/09/2011 o 9:06 am

    Bardzo podobało mi się „Sto tajemnych zmysłów”, jak z resztą wszystkie książki Amy Tan, trafne spostrzeżenia, świetnie pokazane relacje międzyludzkie i różnice kulturowe, zwłaszcza relacje matka-córka, choć tu akurat siostra-siostra, specyficzne poczucie humoru i zawsze jakieś elementy nadprzyrodzone, tego najwięcej w „Ratując ryby od utonięcia”, choć z kolei ta książka jest tak bardzo inna niż pozostałe. Nie jestem w stanie powiedzieć, która podobała mi się najbardziej, z tym, że przeczytałam wszystko co autorka napisała, jedną książkę po drugiej.

    • 14/09/2011 o 10:12 pm

      „Ratując ryby od utonięcia” jeszcze nie czytałam, ale słyszałam, że jest to książka trochę inna niż pozostałe. Chyba nie poważyłabym się na przeczytanie wszystkich książek Tan jedna za drugą, obawiałabym się, że mnie zmęczy i nie będę w pełni cieszyć się jej pisarstwem. Dla własnego bezpieczeństwa (;)) robię sobie odstępy pomiędzy kolejnymi powieściami. Tak mam z większością autorów. Choć jedna książka przerwy dobrze mi robi.

  4. 16/09/2011 o 12:34 am

    Uwielbiałam Amy Tan na studiach, od niej zaczęłam interesować się kulturą chińską i miałam dorby wstęp – bo żaden pisarz nie rzucił mnie na głęboką wodę, najpierw było połączenie kultury chińskiej z amerykańską, czyli Wschód z Zachodem w wykonaniu Tan. To pozwoliło mi sięgać głębiej i wczytywać się w Chiny bardziej.

    Moją ulubioną książką jest „Żona kuchennego boga”, nawet odgrzebałam ją teraz u rodziców i zabiorę do domu, razem z „The Bonesetter’s Daughter” – to jedyna powieść Tan, którą odważyłam się przeczytać po angielsku.

    Sporo z jej książek zapomniałam, czasem sceny książkowe z „Klubu radości i szczęścia” mieszają się ze scenami z filmu, który na podstawie książki nakręcił Wayne Wang – jakbyś miała kiedyś okazję obejrzeć, to polecam. Pomijając kwestie adaptacji kulturowej (które były inne w czasach, gdy ona pisała, niż są teraz), to w powieściach Tan fascynowały mnie relacje rodzinne, te tajemnice, drobne intrygi, animozje. Można by ciekawy artykuł napisać opierając się na jej książkach do tematu „Rodzina” (gdybyśmy kiedyś w A. zechciały go wykorzystać), szczególnie o relacjach córki i matki… Nie sądzisz?

    PS. Nie miałam własnej książki „Sto tajemnych zmysłów”, tylko wypożyczyłam tę powieść z biblioteki, ale też okładka była ładniejsza. Za to „Żona kuchennego boga”, wydana przez Prószyński i S-ka ma piękną okładkę.

    • 22/09/2011 o 10:45 pm

      Masz rację, książki Amy Tan stanowią świetny wstęp dla kogoś, kto z kulturą chińską czy tematyką imigrancką się zapoznaje. Z drugiej strony, wierzę, że jakieś pojęcie o tym już mam, a nie przeszkadza mi to w czytaniu – skupiam się na relacjach między bohaterami i ogólnie, na postaciach i ich duchowości. Na pewno będę czytać dalej, w końcu póki co poznałam zaledwie dwie jej powieści!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s