Strona główna > książki > Szanghaj w kobiecym wydaniu

Szanghaj w kobiecym wydaniu

Szanghaj, lata 40. i 50. ubiegłego wieku. Kobiety, ich wolność, miłość, intrygi splątane z emocjami w nierozerwalne konfiguracje. Wojna czyhająca pod drzwiami, nowoczesność w zachodnim stylu połączona z chińską tradycją. Kameralne dramaty w cieniu wielkich nieszczęść i wielkich przemian. Tak w skrócie można opisać „Miłość jak pole bitwy” Eileen Chang, choć będzie to opis mocno wyidealizowany. Po obejrzeniu emocjonującego i przesmutnego „Ostrożnie, pożądanie”, które jednak nie usatysfakcjonowało mnie w pełni, liczyłam na to, że pierwowzór książkowy i inne opowiadania autorki zamknięte w wymienionym powyżej zbiorku poruszą mnie jeszcze bardziej, a zazwyczaj zdystansowany i pełen niedopowiedzeń styl, który kojarzę z literaturą z Dalekiego Wschodu, doda jeszcze wyrazistości opisywanym historiom. Niestety, po skończonej lekturze nie mogę pozbyć się wrażenia, że wyszło mdło i miejscami po prostu banalnie. Choć zabrzmi to dość okrutnie, najlepszym tekstem pozostaje wstęp autorki, w którym Chang pisze o swoim pisarstwie, wyborze tekstów i własnych emocjach z nimi związanymi. Same opowiadania przedstawiają się dużo słabiej.

Fabularnie najciekawszym tekstem wydało mi się właśnie „Ostrożnie, pożądanie” oraz może „Kwiat unoszący się na falach”, o kobiecie samotnej, która wybrała samodzielność i podjęła wyzwanie wyjazdu z kraju i wzięcia własnego życia w swoje ręce. Nie chcąc podzielić losu wielu znajomych i członków rodziny, którzy zdani na łaskę krewnych wiedli ponure życie na krawędzi nędzy, Louzhen szuka pracy, stanowi o sobie i nie znajdując sama miłości, nie czeka na nią w postaci aranżowanego małżeństwa. I choć pozostałe historie są mało odkrywczymi romansami (uczucie rodzące się między guwernantką a jej poznanym przypadkowo chlebodawcą, miłość między nauczycielem a studentką owładniętą miłością do muzyki, skomplikowane relacje między dwiema siostrami i kręcącymi się wokół nich mężczyznami), kobiety nakreślone przez Chang są mocnym punktem tych opowiadań – silne psychicznie, gotowe wziąć życie w swoje ręce i zapanować na porywami serca. Większość z nich pracuje, z godnością starają się wieść swoje życie nawet w obliczu porażki na większości frontów. Przede wszystkim jednak Chang skupia się na związkach kobiet z mężczyznami, z jednym wyjątkiem opowiadania o przyjaciółkach z przeszłości, które na nowo starają się odbudować łączącą je niegdyś zażyłość. W wielu miejscach klasyczne, chwilami stają się dość banalne, jak choćby utrzymane w konwencji powieści obyczajowej (jak stwierdziła autorka) „Wielka szkoda”, które jest do znudzenia powielanym melodramatem znanym z filmów i książek (pracodawca i młoda, niebogata dziewczyna pełna godności, która naucza jego dziecko). Tytułowe „Miłość jak pole bitwy” jest historią zabawną, napisaną w formie utworu scenicznego, która jednak wydaje się być gotowym scenariuszem romantycznej komedii. Owszem, znajdziemy tu ciekawy portret „milczącego pokolenia”, ludzi nie mogących się odnaleźć w zmieniającej się szybko rzeczywistości. Sama treść jednak nie zachwyca.

Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, czego opowiadaniom Chang brakuje, bo sam zamysł i część pomysłów można było z pewnością przekształcić w poruszające i wywierające duże wrażenie teksty – a tego zazwyczaj oczekuję od krótkiej formy. Siła wyrazu, dobitna puenta zapadająca w pamięć. Opowiadania składające się na „Miłość jak pole bitwy” już powoli zaczynają zlewać mi się w jeden tekst. I mimo kilku naprawdę udanych fragmentów, teksty te pozostają w moim odczuciu przeciętne i rozczarowujące. Choć sama autorka wzbudziła moją sympatię, raczej nie sięgnę po kolejne jej książki.

Tytuł: Miłość jak pole bitwy
Tytuł oryginału: Qing Cheng Zhi Lian (倾城之恋)
Autor: Eileen Chang
Tłumaczenie: Katarzyna Kulpa
Wydawnictwo: WAB, 2008
Ilość stron: 336
Moja ocena: 2/6

Reklamy
  1. slaviankaa
    08/09/2011 o 9:19 am

    ja czasami się tak zastanawiam po co wydawcy wydają tak słabe książki… Czasami w ręce wpadają mi takie książki, ze po ich przeczytaniu tracę wiarę w ludzkość i zdrowy rozsądek……

    • 10/09/2011 o 9:26 pm

      Ciężko mi powiedzieć, czy to jest aż „tak słaba” książka, bo czytałam sporo naprawdę pozytywnych opinii, więc po prostu mogła ona nie trafić w mój gust. Miała na pewno swoje lepsze momenty, chwilami autorka świetnie uchwyciła detale, zarówno psychologiczne, jak i zarys tła (choć oczywiście nie miałam porównania z realnym Szanghajem i musiałam zgadywać), ale ogólnie zbiór wypada w moim odczuciu dość blado…

  2. 08/09/2011 o 9:23 am

    Nie mam całego tomu opowiadań, kupiłam tylko „Ostrożnie, pożądanie”, którego jeszcze nie czytałam, nawet nie wiedziałam, że pochodzi z większego zbioru. Czego Ci brakowało w filmie? Mi się bardzo podobał i ten szanghajski dialekt, najpiękniejsza odmiana Chińskiego, mogę go słuchać bez końca, przypomina mi czas kiedy tam mieszkałam.

    • 10/09/2011 o 9:33 pm

      To opowiadanie jest moim zdaniem najlepsze z całego zbioru – ma właśnie ten klimat, wspaniały, nic dziwnego, że mogło ono zainspirować kogoś do nakręcenia filmu. Jeśli o sam film natomiast chodzi – ciężko mi już teraz powiedzieć, czego mi w nim brakowało. Miał sceny, które mnie absolutnie zachwyciły (najbardziej chyba ta z początku, kiedy po udanym przedstawieniu studenci wracają do domu w deszczu), cudowną muzykę, był dobrze zagrany… A jednak po skończonym oglądaniu miałam może nie tyle niedosyt, co poczucie, że mógł mi się spodobać dużo bardziej, liczyłam na to, że mnie psychicznie zamęczy, będę płakać i długo potem o nim rozmyślać… A on mi się podobał – i tyle. Może był trochę za długi (och, wiem, jak to brzmi!) i te emocje się gdzieś mi trochę rozmyły.
      Ciekawa jestem, czy spodobałby Ci się cały zbiór opowiadań, może warto się przekonać? Tym bardziej, że skoro mieszkałaś w Chinach (w Szanghaju?), być może znajdziesz tam dla siebie wiele rzeczy, ktorych ja zauważyć nie mogłam.

      • 12/09/2011 o 8:56 am

        Ja na filmie płakałam:) tak mieszkałam w Szanghaju. Jak przeczytam opowiadania, to dam znać, co myślę.

      • 12/09/2011 o 9:47 pm

        Ja może uroniłam kilka łez, ale spodziewałam się wgniecenia w fotel… To pewnie też zupełnie inaczej się odbiera widząc te miejsca na żywo i poznając tamtejszych ludzi, wrażenie musi być niepomiernie większe. A długo mieszkałaś w Szanghaju? To strasznie ciekawe!

  3. 08/09/2011 o 11:31 am

    Mnie bardzo się podobało Ostrożnie, pożądanie… Ten klimat mnie zaczarował. Trochę szkoda, że nie polecasz tych opowiadań, bo chętnie bym się na nie rzuciła.

    • 10/09/2011 o 9:34 pm

      Istnieje zawsze szansa, że się zwyczajnie na tych opowiadaniach nie poznałam i warto moją opinię zignorować :) Mnie także zachwycił klimat „Ostrożnie, pożądanie”, ale sam film pozostawił lekkie rozczarowanie, bo byłam pewna, że powali mnie na kolana, a tak się nie stało.

  4. 08/09/2011 o 2:42 pm

    Nie wiem, czy to ten sam tomik, który ja czytałam (u nas wyszło kilka opowiadań w jednym zbiorku razem z „Ostrożnie, pożądanie”), ale miałam mieszane uczucie po lekturze jej historyjek. „Ostrożnie, pożądanie” zarówno jako opowiadanie, jak i film średnio mi się podobało. W filmie więcej jest treści niż w tekście Chang, ale całość jest zbyt czysta, zbyt hollywoodzka. I wciąż pamiętam starego Chińczyka, który wychodząc z kina po projekcji mówił swym wnukom, kręcąc głową: „Szanghaj wcale tak wtedy nie wyglądał, był taki brudny…”.

    Z opowiadań Chang, które czytałam, najlepiej pamiętam takie o kobietach, które grają w madżonga, a jednej z nich zginął pierścień. Znakomity zarys psychologii relacji międzykobiecych. Czy ono było w tym zbiorze?

    • 10/09/2011 o 9:38 pm

      Nie, tego opowiadania o kobietach grających w madżonga nie było. Było o jedno o przyjaciółkach z dawnych lat, ktore na nowo probują, trochę na siłę, odtworzyć dawną zażyłość. Też uznałam je za trafnie przedstawiające międzykobiece relacje i ogólnie niezłe uchwycenie emocji, ale brakowało czegoś, co by podsumowało ten tekst. I poza opowiadaniem „Ostrożnie, pożądanie” właściwie żadna z przedstawionych historii nie miała dla mnie tego przysłowiowego jednego zdania, które dziala jak piorun z jasnego nieba – a to lubię w krótkiej formie. Wszystkie były zbyt, jakby to ująć, gładkie, stanowiły zarys czegoś, co można było rozwinąć, nadać ciekawszy kształt.

  5. Toolie
    09/09/2011 o 5:12 pm

    Czyli jednak Lost Koszyn wygrywa. To dobrze, bo jakby książka była lepsza, czulabym wewnętrzna presję po nią sięgnąć;)

    • 10/09/2011 o 9:40 pm

      Nie, stanowczo Ci odradzam, znając Twoje preferencje :) Jest mnóstwo książek o Chinach, które polecałabym nieskończenie bardziej.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s