Strona główna > książki, o sobie, podróże, stosik > O Londynie i Oksfordzie słów kilka

O Londynie i Oksfordzie słów kilka

Londyn jest miastem magicznym, w czym upewnił mnie mój drugi pobyt w tym mieście. Jego różnorodność może aż onieśmielić, tak mi się wydaje, choć ja czuję się tam akurat jak ryba w wodzie, spragniona tego bogactwa. Wspaniale zachowana zabudowa z przeszłości współgra z nowoczesnymi budynkami, w miarę bezboleśnie wplecionymi w krajobraz. Wielkomiejskie życie z całym jego zgiełkiem idzie w parze z olbrzymimi połaciami parków, w środku miasta, gdzie można poczuć się jak poza jego granicami (mimo sporej liczby ludzi na każdym niemal kroku). Można przejść się oświetlonym brzegiem Tamizy, a także wąskim chodnikiem wzdłuż kanału, wymijając rowerzystów i biegaczy (będąc dzieckiem biegającej rodziny widok takiej ilości biegających osób jest dla mnie zawsze dużą przyjemnością). Nie wspominając już o ludziach – zdaję sobie sprawę z problemów, które miasto musi brać pod uwagę przy multietniczności na taką skalę, nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że plusy wynagradzają minusy. Nigdzie chyba indziej ulice nie wydawały mi się tak interesujące.

Tym razem nic w Londynie nie zwiedzałam, ale wcale nie żałuje, choć wiele jeszcze chciałabym nad Tamizą zobaczyć. Ten wyjazd jednak był odmienny od poprzedniego i bardzo mnie to cieszy, bo bardzo potrzebowałam takiego właśnie spędzania czasu – spacerowania, przechadzania się uliczkami, zaglądania do księgarni i ładnych sklepów, odpoczywania w przeuroczych kawiarenkach i restauracyjkach (pierwszy raz próbowałam bangladeskiego jedzenia i było przepyszne!), a przede wszystkim rozmów na wszelkie tematy – nie wiedziałam sama, jak bardzo tęskniłam za rozmowami z pokrewną duszą i tylko żałowałam, że dni są takie krótkie i spać jednak trzeba.

Wybrałyśmy się też na wycieczkę do Oxfordu, który oczarował mnie i aż zapragnęłam wrócić na studia. Miałam trochę inne wyobrażenia o tym mieście i rzeczywistość przerosła moje oczekiwania – nauka w takim miejscu musi być wielkim przeżyciem, jestem pewna, że podejście do studiów różni się od tego znanego mi w większości uczelni, choć pewnie moja wizja jest trochę wyidealizowana. Cały Oksford mi się spodobał, a widziałam tylko jeden fragment i dwa college, w których mogłabym z radością zamieszkać (nie wiem, co na to reszta mojej wesołej rodzinki). Ach, mogłabym się jeszcze długo zachwycać.

Jeszcze raz dziękuję Chihiro i Maga-marze i małej Isabelce za ten przecudowny czas, bo bez nich te miejsca nie byłyby takie cudowne. Ech, powrót do rzeczywistości mnie nie zachwycił, choć powrotu do kochającego domu niczym zastąpić nie można. A na osłodę: angielski stosik.

Od góry:

  • Colin Thubron „Among the Russians” kupiona na stoisku na rynku, którego nazwa niestety rozmyła się w nadmiarze zdarzeń. Thubron i Rosja – to po prostu musi być udane połączenie, a cena podziałała jako ostateczna zachęta.

  • Jhumpa Lahiri „The namesake”. Przepięknie wydana, w Polsce ciężko już na nią trafić.

  • Geling Yan „The Uninvited”. Polecana swego czasu przez Chihiro. Kupione w cudownej oksfordzkiej księgarni, gdzie wszystko, razem z nowościami, jest za jedyne dwa funty.

  • Susan Abulhawa „Mornings in Jenin”. Zapragnęłam tej książki odkąd kiedyś odnalazłam ją przypadkowo szukając czegoś o Palestynie.

  • Laleh Khadivi „The Age of Orphans”. Prezent od nieocenionej Chihiro.

  • Kader Abdolah „The House of the Mosque”. Również znalezione kiedyś na Amazonie i chciane…

  • Uzma Aslam Khan „Trespassing”. Nastawiam się na piękną opowieść, w sam raz na lato.

A obok najpiękniejszy na świecie adresownik, który dostałam od Chihiro. Na zdjęciu brak jeszcze trzech książek o Chinach, które także od niej dostałam w prezencie – jestem rozpieszczana i bardzo szczęśliwa :)

Reklamy
  1. Slaviankaa
    04/07/2011 o 8:49 am

    adresownik jest po prostu CUDNY! W ogóle w Uk można takie cudne rzeczy kupić! Sama pamiętam jak 3 lata temu w Szkocji kupiłam olbrzymi adresownik z trójwymiarowymi zdjęciami szkockich jezior aaachhhhh :DD dumnie prezentujący się stosik wygląda tak kusząco1! :DD Achh, i ta książka o Palestyniee….. nic tylko pozazdrościć ;-)

  2. 04/07/2011 o 10:37 am

    Ależ uczta czytelnicza Cię czeka! Sprawdziłam niektóre tytuły i zazdroszczę, oj zazdroszczę. Spotkania z Kurdami, Pakistańczykami, Irańczykami pewnością będą fascynujące. Czytałam „The Namesake” – świetna powieść, chyba najlepsza, jaką czytałam w tym roku :)

  3. 04/07/2011 o 4:56 pm

    O tak, Londyn jest rewelacyjny :) Jeżeli chodzi o Twój post dotyczący tego miasta to zgodzę się w stu procentach. Sama bardzo chętnie bym tam wróciła.

  4. 05/07/2011 o 6:26 pm

    Kochana, wzruszył mnie Twój wpis szczerze :) Żałuję, że w sumie tak mało widziałyśmy, ale za to na pewno widziałaś nieturystyczną stronę Londynu. Ten rynek nazywa się Broadway Market, jest na ulicy o tej samej nazwie. Nie nagadałyśmy się wystarczająco, mam wrażenie, a przecież trzeba było też spać (pójście do łóżka o 5:20 rano to chyba mój rekord).
    A do lektury książek nie muszę Cię zachęcać :) I zapraszam na kolejną wizytę!

  5. 13/07/2011 o 9:21 am

    Cudowny stosik:) Musiałyście mieć udany weekend:)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s