Strona główna > książki > Tanecznym krokiem przez magiczny realizm

Tanecznym krokiem przez magiczny realizm

Moje trzecie spotkanie z Harukim Murakamim okazało się równie przyjemne, jak pierwsze dwa. Może trochę mniej niż przy okazji „Wszystkie boże dzieci tańczą”, za to bardziej niż w przypadku „Na południe od granicy, na zachód od słońca”. „Tańcz, tańcz, tańcz” upewniło mnie w przekonaniu, że rozumiemy się z tym japońskim (uważanym ponoć za bardzo mało japońskiego we własnym kraju) pisarzem i mamy mocno zbliżone poczucie estetyki, dzięki czemu lektura była niezwykle przyjemna i zachęciła mnie do dalszego zapoznawania się z twórczością Murakamiego. Nie jest to raczej płomienne uczucie, które kazałoby mi kolekcjonować jego książki tuż po ich ukazaniu się, ale znajomość będziemy na pewno sukcesywnie pogłębiać.

O czym jest „Tańcz, tańcz, tańcz”? Opisanie fabuły nie jest najprostszym zadaniem. Czytałam, że jest to luźna kontynuacja wcześniejszej „Przygody z owcą”, ale tej powieści jeszcze nie miałam okazji przeczytać. „Tańcz…” zaczyna się niejako w środku opowieści o bezimiennym bohaterze, człowieku wyobcowanym w japońskim społeczeństwie, któremu nietrudno jest natychmiast przyczepić łatkę osoby niedojrzałej, nieprzystosowanej i po prostu dziwacznej. On natomiast doskonale zdaje sobie sprawę z prawideł i zasad rządzących społeczeństwem, jako czujny obserwator jest na nie wyczulony być może mocniej niż większość osób wchłoniętych przez ów konsumpcyjny w dużej mierze twór. Fakt, że nie chce się im podporządkowywać jest już sprawą drugorzędną, która nie wynika z braku świadomości. Bohater żyje według scenariusza, który sam sobie ustanowił, co wcale nie znaczy, że jest dzięki temu spełniony i zadowolony. Powiedziałabym raczej, że boleśnie odczuwa pustkę i bezsens egzystencji, która mimo pewnych sukcesów i generalnego nie żałowania sobie przyjemności chwilami przypomina jedynie wegetację. Punktem zwrotnym wydaje się być więc powtarzający się sen, w którym ktoś płacze nad bohaterem w hotelu Delfin. Mężczyzna odwiedził kiedyś ten podupadły pensjonat wraz z prostytutką, z która łączył go związek prywatny. Tam spotkał tajemniczego Człowieka Owcę. Postanawia wrócić do hotelu i dowiedzieć się, co może znaczyć scena ze snu. Na miejscu odnajduje jednak niezwykle nowoczesny budynek o tej samej nazwie. Prócz imienia nic nie wydaje się łączyć starego hotelu z nowym. Szukając informacji o poprzednim właścicielu, bohater nawiązuje znajomość z nerwową acz uroczą recepcjonistką, która w jego wyobrażeniu uosabia duszę hotelu. Dziewczyna zwierza mu się, że przypadkowo odkryła kiedyś piętro, które musiało należeć do jakiegoś innego wymiaru, a na nim dziwną istotę, która nie mogła być człowiekiem… Przerażona uciekła z miejsca wydarzeń, bohater natomiast, mimo lęku, poszukuje możliwości, by znaleźć się w tym samym miejscu, co ona.

To jednak właściwie jedynie wprowadzenie do wielowątkowej fabuły, gdzie rzeczywistość miesza się ze snem i magią, nie przestając być realna. Napotkani przez bohatera ludzie to galeria oryginałów, którzy pomimo wielu elementów komicznych lub wspaniale obyczajowych, w większości uosabiają problemy, z jakimi przyszło się mierzyć społeczeństwu. Mamy więc nad wiek dojrzałą nastolatkę, której nikt nie wysila się wychować, nie mówiąc o zrozumieniu. Jest artystka żyjąca poza społeczeństwem i go nie dostrzegająca, jest i aktor, któremu praca narzuca nie tylko role filmowe, ale i postępowanie według ich zasad także w życiu prywatnym, przez co staje się ono kolejną maską zakładaną do odegrania jeszcze jednej postaci, czy wreszcie choćby policjanci przywodzący mi natychmiast na myśl jedną ze sztuk Pintera. To tylko krótki wycinek bogatego zbioru oryginałów o jakże typowych problemach. W żadnym wypadku nie przekłada się to jednak na schematyczność lub banalność. Problem konsumpcjonizmu i jego bezdusznego rządzenia rzeczywistością rysuje się wyraźnie, ale pozostaje w tle i poza kilkoma dłuższymi wywodami nie jest czytelnikowi narzucany zbyt nachalnie. Pojawiają się też tajemnice, z których tylko nieliczne zostaną odkryte. Biorąc jednak pod uwagę atmosferę i styl książki, w niczym to nie przeszkadza, a nawet działa na plus. Losy bohatera rzeczywiście mnie obchodziły, tak samo w przypadku Yuki.

Najbardziej jednak podoba mi się u Murakamiego styl. Książka napisana jest w sposób wyważony, przemyślany i dopracowany, nie ma w niej jednak ciężkości obecnej często w powieściach pisanych z podobnym przywiązaniem do detali. Mimo wielu trudnych i przygnębiających wątków, „Tańcz, tańcz, tańcz” pozostaje lekkie w odbiorze, mimo naprawdę trafnych spostrzeżeń i nierzadko pesymistycznych refleksji. Mam na myśli to, że mimo treści oscylującej wokół smutnych i ciężkich tematów, efekt końcowy nie przygnębia, a raczej przynosi wyciszenie i refleksyjną ciszę. I tak jak już wspomniałam, szalenie podoba mi się estetyka Murakamiego, jego dystans równoległy z sympatią do opisywanych postaci, opisy codziennych czynności i magię unoszącą się nad tym zwyczajnym życiem. Lubię, kiedy pisarz opisując erotykę lub nawet czynności fizjologiczne robi to właśnie z dużą dawką naturalności i estetyki, nie uciekając w wulgarność lub (czego po prostu nie znoszę) w czułostkowość (zwłaszcza w kontekście wspomnianych czynności fizjologicznych). Murakami zachowuje równowagę, co do mnie przemawia. „Tańcz…” być może nie zapewnia wielkich wzruszeń i rozdygotanych emocji, pozostaje jednak niezwykle przyjemnym przeżyciem estetycznym właśnie, smakowitą lekturą, przy której umysł wypoczywa dzięki obcowaniu z harmonią.

Wciąż jeszcze nie doszłam do powieści uważanych za najlepsze w dorobku japońskiego pisarza („Norwegian Wood” w pewnych kręgach, „Kafka nad morzem” w innych) i jestem bardzo ciekawa, jakie będą moje wrażenia na ich temat. Na ten moment jestem zdecydowana, że za jakiś czas znów wrócę do Murakamiego i z pewnością będę dalej zapoznawać się z jego twórczością. Podoba mi się i po jego dalszych książkach obiecuję sobie kolejne pozytywne przeżycia czytelnicze.

Tytuł: Tańcz, tańcz, tańcz
Tytuł oryginału: Dansu, dansu, dansu
Autor: Haruki Murakami
Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
Wydawnictwo: Muza, 2008
Ilość stron: 536
Moja ocena: 5/6

Reklamy
  1. mag
    28/05/2011 o 11:12 am

    Ale mi narobiłaś smaka! Uwielbiam książki o nieprzystosowanych jednostkach. Lubię książki, w których nad historią unosi się duch oniryzmu. Murakami jest u mnie na liście lektur obowiązkowych :)

    • 30/05/2011 o 9:27 pm

      Jeśli lubidz takie klimaty, to „Tańcz, tańcz, tańcz” na pewno Ci się spodoba. Nie wiem, czy to najlepsza lektura na początek znajomości z tym pisarzem ale raz, że uważam ją za bardzo dobrą i na pewno zachęcającą do dalszych z nim spotkań, a dwa – że ja sama wciąż nie czytałam tych ponoć najlepszych jego powieści.

  2. 28/05/2011 o 4:59 pm

    Właśnie jestem po lekturze jego „Końca świata…” i jestem oczarowana. „Tańcz, tańcz, tańcz” też mi się podobało.

    • 30/05/2011 o 9:28 pm

      Ja „Końca świata…” jeszcze nie czytałam ale na pewno będę to z czasem nadrabiać. Która powieść Murakamiego jest Twoją ulubioną?

  3. 28/05/2011 o 9:32 pm

    jedna z moich ulubionych Murakamiego..

  4. 29/05/2011 o 1:16 pm

    „Przygodę z owcą” bardzo lubię, toteż po „Tańcz, tańcz, tańcz” też pewnie sięgnę :)

    • 30/05/2011 o 9:31 pm

      Z tego co wiem, „Przygoda z Owcą” jest chronologicznie przed „Tańcz, tańcz, tańcz”, ale chyba nieznajomość pierwszej nie umniejsza przyjemności czytania drugiej, przynajmniej ja nic takiego nie zauważyłam. Ciekawe, czy znajomość kontynuacji będzie wpływać na mój odbiór „Przygody…”.

  5. 30/05/2011 o 8:47 pm

    Mandzuria, na podstawie Twojego bloga mam już listę , co przeczytać po powrocie do PL : ) długą listę :) i wiesz co… Ty powinnaś podróżować! Podróżować i czytać… i pisać : )

    • 30/05/2011 o 10:37 pm

      Dziękuję, zrobiłaś mi wielką przyjemność tym komentarzem :) O podróżach właściwie dopiero uczę się pisać, póki co teksty wychodzą mi zbyt osobiste i nie zamieszczam ich na blogu, chciałabym znaleźć odpowiedni język, żeby pisać o swoich wrażeniach – bo podróżować uwielbiam! I cieszę się, że pomagam towrzyć listę :) Pozdrawiam ciepło!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s