Strona główna > książki > Między niebem a ziemią

Między niebem a ziemią

„Odkrycie nieba” Harry’ego Mulischa to książka niezwykła, powieść, chciałoby się powiedzieć, totalna. Zawieszam dłonie nad klawiaturą i zastanawiam się, co i jak o niej napisać, żeby nie brzmiało to banalnie, nie popadając przy okazji w przesadę. Na tytuł natrafiłam dzięki Chihiro, która podała tę książkę jako swoją ulubioną w Poniedziałkowym Gościu Padmy i jeszcze wcześniej, chyba u siebie na blogu, w którymś z czytelniczych łańcuszków. W każdym razie książka trafiła na moją listę, a będąc w bibliotece postanowiłam się za nią rozejrzeć. Miałam szczęście, książka była dostępna, wypożyczyłam ją i przeczytałam niemal jednym tchem. Odczekałam trochę z pisaniem tej recenzji, by lepiej ułożyć swoje myśli i odczucia, te kilka tygodni jednak nie pomogło. Mam ochotę napisać jedynie: „Przeczytajcie sami i się przekonajcie”, ale spróbuję sklecić kilka słów więcej.

Powieść Harry’ego Mulischa jest wielowątkowa i wielopłaszczyznowa, można jednak stwierdzić, że punktem wyjścia dla głównego obyczajowego wątku jest spotkanie dwóch młodych mężczyzn, prawdziwych indywidualistów. Pewna zimowa noc w Holandii roku 1967. Maks Delius, utalentowany astronom i zapalony kobieciarz, wracał od kobiety, z którą spędził część tej nocy, kiedy zobaczył wielką sylwetkę autostopowicza. Był nim Onno Quist, genialny filolog, który na swoim koncie miał odczytanie starożytnego i nieznanego do tej pory nikomu pisma, a tej nocy wracał z urodzin swojego ojca, twardego patriarchy rodu. Już po wymianie kilku pierwszych zdań odkryli, że połączyła ich niezwykła, jedyna w swoim rodzaju więź. Stali się nierozłączni, dyskutując, wymieniając poglądy i myśli nagromadzone od lat, które teraz dopiero zyskały godnego słuchacza i odbiorcę. Po pewnym czasie obaj poznają wiolonczelistkę Adę, dziewczynę zamkniętą w sobie lecz emanującą subtelnym magnetyzmem. Szybko staje się ona częścią relacji obu mężczyzn (między którymi, warto uściślić, nie pojawiła się ani jedna iskra romantyzmu czy erotyzmu), z obydwoma zwiąże ją inna, choć wiele znacząca relacja. Więcej zdradzać nie będę. Dodam jednak, że każda strona książki wypełniona jest treścią przykuwającą uwagę, wiele znaleźć można niezwykle trafnych obserwacji, a w całość zamieszane są pozaziemskie istoty, tytuł bowiem okazuje się być dużo bardziej dosłowny, niż początkowo może się wydawać…

Mulisch napisał swoją powieść w sposób niesamowity dlatego, że z jednej strony w całej historii wcale głównie nie chodzi o fabułę i „Odkrycie nieba” można nazwać wręcz traktatem filozoficznym, z drugiej jednak czytelnik może głęboko wczuć się w fabułę i przeżywać losy bohaterów. Ja wczułam się do tego stopnia, że całkowicie przejmowałam nastroje bohaterów, od radosnego podniecenia i pełnego nadziei spojrzenia w przyszłość, przez rozpacz i na melancholijnym pogodzeniu się z losem (coś, co mnie niesamowicie na tym etapie życia zasmuca, do tego stopnia, że musiałam na trochę przerwać czytanie, aż brakowało mi powietrza z przygnębienia) skończywszy – by zacząć cykl może nie od początku, ale z innej strony, z innym bohaterem w jego centrum. Idee przedstawianie przez Mulischa są przewrotne i pozwalające odnaleźć się w nich każdemu – bohaterowie spokojnie postulują śmierć Boga, z drugiej strony jednak ich życie to część boskiego planu. Muslich przedstawia za każdym razem, czasem w bardzo delikatny sposób, różny sposób patrzenia na omawiane przez siebie zagadnienia, nie podając żadnych podsumowań czy rozwiązań. To tylko jedne z wielu perspektyw, które przyjmują jego bohaterowie, nie są jedyne i niekoniecznie są tymi wartymi naśladowania. Bo czy takie w ogóle istnieją?

Książka zachwyca. Bogactwem treści, stylem i fabułą, odkładając ją miałam w myślach jedynie wielkie „och”. I nie mogłam przestać myśleć o zakończeniu. I wierzę, że dalszy ciąg tej historii przybrał bardziej optymistyczny obrót. Przeczytajcie, jest nad czym pomyśleć i czym się zachwycić.
Tytuł: Odkrycie nieba
Tytuł oryginału: De ontdekking van de hemel
Autor: Harry Mulisch
Tłumaczenie: Ryszard Turczyn
Wydawnictwo: W.A.B, 2006
Ilość stron: 782
Moja ocena: 6/6

Advertisements
  1. 08/05/2011 o 10:49 pm

    Czytałam ją ponad 10 lat temu i byłam oczarowana, planuję powtórzyć lekturę.

    • 09/05/2011 o 7:44 pm

      Ja się teraz zastanawiam, czy sobie tej książki nie kupić. Myślę, że chyba chciałabym mieć swój własny egzemplarz i do niego wracać…

  2. 09/05/2011 o 9:31 am

    Brzmi ciekawie. Od razu bym ją zamówiła w bibliotece, gdyby nie to, że akurat jestem teraz przygnieciona nowymi zdobyczami… Może kiedyś :)

    • 09/05/2011 o 7:45 pm

      Czaro, myślę, że by Ci się spodobała! Jak tylko odkopiesz się spod zdobyczy (a co to? :)), to rozejrzyj się za nią w bibliotece.

  3. 09/05/2011 o 11:46 am

    Napisałaś wspaniale o tej powieści, nie zdradzając za wiele, ale ten kto czytał, wie o co chodzi. I chyba wiem, które wydarzenia Cię zasmuciły, Mulisch był odważny, że tak pokierował całą „akcją”, prawdą? Ja przeżyłam wręcz szok, czytając o tym, co spotkało jednego z bohaterów, i to w połowie książki! A w takim domu, w jakim mieszkał Quinten, to sama mogłabym rezydować…
    Podziwiam Mulischa za stworzenie tej misternej układanki, w której wszystko ma swoje miejsce, a w której jednakże konfiguracje relacji międzyludzkich czy wydarzeń zmieniają się jak w kalejdoskopie, wskakując na nowe miejsce, nowy poziom. Niezwykły pisarz!

    • 09/05/2011 o 7:49 pm

      Ja też przeżyłam szok w wiadomym momencie, niedowierzanie i bunt wręcz. Ale najbardziej przygnębiły mnie chyba obrazki z czasu dojrzewanie Quintena, kiedy „wcześniejsi” bohaterowie znajdują się w momencie życia, kiedy koniec szczęścia przyjmują z lekkim wzruszeniem ramion – wiem, że to zakończenia to część życia i dobre ich przyjmowanie jest ważne, ale dla mnie teraz taka postawa kojarzy się z rezygnacją, a rezygnacja z bezsilnością i brakiem nadziei, a te właśnie nastrajają mnie depresyjnie wręcz. Ale na szczęście autor nie zakończył książki w takim momencie. Całość mnie poraziła i wciąż jestem pod wrażeniem i zachwycona. Dziękuję za polecenie mi tej książki!

  4. 17/05/2011 o 9:02 pm

    Nie słyszałam do tej pory o tej książce. Myślę, że warto jednak nadrobić i przy okazji poszukam jej na bibliotecznych półkach :)

    Pozdrawiam :)

    • 19/05/2011 o 10:36 pm

      Claudette, zdecydowanie warto! Ja ze swojej strony gorąco polecam. Jakkolwiek ten zwrot nie byłby już banalny, to książka z rodzaju tych, w ktorych każdy czytelnik znajdzie coś, co go może zainteresować.

  1. 01/01/2012 o 10:42 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s