Strona główna > książki > Czy wielkie dramaty da się wyrazić małymi słowami?

Czy wielkie dramaty da się wyrazić małymi słowami?

Dzięki dość głośnej ekranizacji i generalnie pozytywnemu odbiorowi samej książki, ciężko znaleźć kogoś, kto o „Lektorze” Bernharda Schlinka nie słyszał nic. Film jeszcze przede mną, natomiast na powieść natknęłam się w bibliotece i wypożyczyłam z ciekawością, ale i pewnym dystansem. Bo i jak tu dać się tak zupełnie ponieść fabule, jeśli się wie, o co będzie w książce chodziło? Tymczasem jednak, czy to z powodu inaczej rozłożonych akcentów w filmie, czy też może dzięki udanym recenzjom, nie znałam głównego wątku książki i zostałam zaskoczona. Co więcej, nie o zaskoczenie w tej historii głównie chodzi.

Zarys historii jest sugeruje, że czytelnik będzie miał do czynienia z kolejnym rozliczeniem z tragedią holocaustu i tak do pewnego stopnia jest w istocie. Powojenne Niemcy. Młodziutki Michael przypadkiem spotyka dużo starszą od siebie Hannę i nawiązuje z nią romans (inicjatywa wychodzi w dużej mierze od kobiety, choć chłopak jest nią zafascynowany i wręcz opętany fantazjami na jej temat). Trzymany w tajemnicy, wielomiesięczny związek wpływa na charakter i dalsze życie Michaela. Kiedy Hanna pewnego dnia znika bez śladu, Michael obwinia za to swoje zachowanie. Poszukiwania spełzają na niczym, więc choć nie jest w stanie zapomnieć o swojej byłej kochance, próbuje zaangażować się w dalsze życie. Kończy szkołę i zaczyna studiować prawo. Właśnie dzięki temu ponownie spotyka Hannę, choć Michael nigdy nie przewidziałby warunków, w jakich do spotkania dochodzi. Młody mężczyzna w ramach seminarium obserwuje proces wytoczony przeciwko byłym strażniczkom hitlerowskiego obozu pracy i właśnie tam, po wielu latach rozłąki, znów widzi Hannę.

Kiedy czytałam „Lektora” żałowałam, że znam te fakty. Wyobrażałam sobie swoje zaskoczenie, w które wprowadziłaby mnie przeszłość Hanny. Tymczasem historia kobiety przedstawiona jest z dystansem, bez nastawienia na zaskoczenie. Nie chodzi tu o szokowanie i nawet prawdziwej zagadki Hanny można się domyślić już na pewien czas przed jej oficjalnym wyjawieniem przez narratora. Powieść dotyczy bowiem głównie dylematu moralnego, przed jakim staje Michael i to nie tylko podczas rozprawy na sali sądowej, ale i później. Hanna stanowi przykład osoby, z jakimi społeczeństwo niemieckie nie potrafiło sobie poradzić w latach powojennych. Tuż po wojnie dawni oficerowie, żołnierze, strażnicy – stanowiący przecież pokaźny procent niemieckiej ludności – byli ich sąsiadami, współpracownikami, znajomymi. Dopiero w latach rozliczania się z przeszłością i procesów przyszło obywatelom stawić czoła pytaniom i szeptom własnego sumienia. Bunt młodych ludzi wiązał się nie tylko z typowymi różnicami pokoleń, ale podsycało go także rozczarowanie generacją rodziców, która tolerowała zbrodniarzy. Schlink obnaża jednak pewną młodzieńczą butę, każącą widzieć wszystko czarne bądź białe, nie tłumacząc zbrodni, ale przedstawiając historie pojedynczych jednostek. Czytelnik widzi wszystkie wydarzenia oczami Michael, który choć należy do młodej generacji, nie potrafi jednoznacznie przekreślić swojej własnej przeszłości, nierozerwalnie związanej z Hanną. Miłość do niej położyła się cieniem na jego życia, a jej sekret wpędził go w dodatkową rozterkę. Hanna okazała się być gotowa poświęcić życie dla ukrycia sekretu, który w porównaniu z innymi wydarzeniami z jej życia wydaje się nikły i pozbawiony głębszego sensu. Nie chcę zdradzić tej największej tajemnicy Hanny, przyznam jednak, że autor niezwykle umiejętnie poprowadził losy Hanny, tworząc z jej sekretu motor działania. Wyszło przekonująco i w sposób prowokujący dalsze rozmyślania nad treścią książki.

Pisząc o książce „Tysiąc żurawi. Śpiące piękności” wspominałam, że wolę niedopowiedzenie niż przegadanie. Wprawdzie Schlink nie pozostawia wiele miejsca na domysły, to jednak słowa traktuje niezwykle oszczędnie. Wydawać by się mogło, że spod jego pióra nie wydostaje się ani jedno słowo więcej, niż to potrzebne. Dzięki temu wzrasta jeszcze moc opowiadanej historii. „Lektor” bardzo mi się spodobał i choć nie czuję potrzeby, by sięgać po kolejne książki autora (choć jeśli zainteresuje mnie fabuła zrobię to z przyjemnością, bo styl wpasował się w mój gust), to cieszę się, że przeczytałam właśnie tę. Film także obejrzę i z ciekawością porównam oba dzieła. Tymczasem polecam Wam lekturę.

Tytuł: Lektor
Tytuł oryginału: Der Vorleser
Autor: Bernhard Schlink
Tłumaczenie: Karolina Niedenthal
Wydawnictwo: MUZA, 2009
Ilość stron: 168
Moja ocena: 5/6

Reklamy
  1. 11/04/2011 o 6:03 pm

    Czytałam tę książkę wiele lat temu, przygotowując się na studiach do egzaminu z niemieckiego. To było moje pierwsze i jak dotąd jedyne zetknięcie z prozą Schlinka. I pamiętam do dziś ożywione rozmowy z koleżankami australijskimi na temat powieści. Jedną szokował romans Hanny z Michaelem, inna nie mogła zrozumieć jego decyzji odnośnie sekretu Hanny. Na mnie największe wrażenie zrobiła rozmowa Michaela z ojcem i olśnienie (dla mnie wtedy odkrywcze), by nie decydować za innych, by nie uszczęśliwiać na siłę (mam nadzieję, że nie zdradzam za dużo z treści). Od tamtej pory staram się to stanowisko wcielać w życie.
    A same wydarzenia końcowe wzruszyły mnie ogromnie.
    Film widziałam kilka lat temu w kinie w San Francisco (piękne otoczenie, piękne kino) i już tak nie zachwycił, choć nie był zły. Za mały nacisk był, moim zdaniem, położony na ten sekret Hanny. I pamiętam, że kręciłam nosem na to, że Kate Winslet nominowana była do Oscara za ten film, podczas gdy „Droga do szczęścia” był zdecydowanie lepszym filmem i jej rola tam też o niebo lepsza.

    • 11/04/2011 o 9:31 pm

      Też zrobiła na mnie wrażenie ta rozmowa Michaela z ojcem – nie była wprawdzie olśnieniem, bo takie przekonanie zakorzeniło się w mojej głowie już jakiś czas temu, ale Schlink tak prosto i trafnie to ujął w tym dialogu. Mnie też końcówka wzruszyła, w ogóle to książka ogromnie dla mnie wzruszająca, choć ani trochę (mimo tematyki aż się o to chwilami proszącej) nie wpadająca w ton sentymentalny czy czułostkowy, nie epatuje też dramatem, który przecież (na kilku płaszczyznach) opisuje.
      Film chcę obejrzeć, ale z tego, co o nim czytałam, to właśnie nacisk położony jest głównie na romans i zaskoczenie związane z odkryciem przeszłości Hanny, co jest oczywiście ważne, ale sedno problemu leży gdzie indziej, w sekrecie, jakiego Hanna była gotowa bronić za wszelką cenę. Dlatego też nie spodziewam się po tym filmie zbyt wiele, może mnie przyjemnie zaskoczy :)
      „Droga do szczęścia” też wciąż przede mną!

  2. Slaviankaa
    11/04/2011 o 7:19 pm

    Konkretność, rzeczowość, brak zbędnych epitetów i opisów!To jest to za co najbardziej kocham jego prozę!! Szkoda ,że jego styl znajduje tak mało naśladowców……. :/

    • 11/04/2011 o 9:34 pm

      A które inne jego książki mogłabyś mi polecić? Chętnie dopiszę sobie na listę jeszcze jedną książkę autostwa Schlinka, jeśli tylko zainteresuje mnie fabularnie.

  3. Slaviankaa
    11/04/2011 o 9:50 pm

    Z innych jego książek poleciłabym zdecydowanie ‚Powrót do domu’, naprawdę przepiękna książka…

    • 13/04/2011 o 9:31 pm

      Zapisuję sobie na listę „Powrót do domu” i przeczytam na pewno, choć jeszcze nie wiem, kiedy to nastąpi…

  4. 13/04/2011 o 12:10 am

    Film widziałam, a książkę mam na półce, niech odczeka jeszcze trochę nim zasiądę do lektury.

    • 13/04/2011 o 9:32 pm

      Nie wiem, jaki jest film, ale z tego, co słyszałam, książka różni się od filmu jeśli chodzi o nastrój i rozłożenie akcentów. Pewnie dobrze będzie zrobić sobie między nimi dluższą przerwę.

  5. 13/04/2011 o 10:02 am

    Chętnie przeczytam, widziałam film, uważam, że jest dość dobry, nie wiem czy Kate Winslet była lepsza w „Drodze do szczęścia”, była dobra i tu i tu.

    • 13/04/2011 o 9:33 pm

      Niestety, żadnego z tych dwóch filmów jeszcze nie widziałam, ale mam zamiar zmienić to w obu przypadkach, wtedy będę w stanie się wypowiedzieć…

  6. varriora
    13/04/2011 o 7:55 pm

    nie czytałam książki, ale oglądałam film i muszę przyznać, że zrobił na mnie duże wrażenie. W tej historii nie tyle chodziło o kwestię holocaustu, co osobisty dramat głównej postaci. Zadziwiająca dla mnie była jej siła i determinacja w dążeniu do obranego celu. Tym, którzy nie ogladali gorąco polecam :).

    • 13/04/2011 o 9:37 pm

      Również w książce nacisk nie jest położony ani na holocaust, ani na dość kontrowersyjny romans. To właśnie decyzja Hanny, jej sekret i wszelkie konsekwencje stanowią najmocniejszy punkt opowieści. Filmu jestem ciekawa i na pewno go zobaczę, nie wiem jeszcze, kiedy.

  7. Slaviankaa
    13/04/2011 o 10:45 pm

    a mnie film TOTALNIE rozczarował… nie rozumiem jak brytyjska aktorka, w dodatku o brytyjskich rysach, grała Niemkę? Podziwiam grę Kate w tym filmie, jednak jej wystąpienie w tym filmie całkowicie zepsuło cały obraz….. :/

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s