Strona główna > książki, zabawa > Malarz słów z Japonii

Malarz słów z Japonii

Wielu jest pisarzy, którzy doskonale radzą sobie z językiem, wywołując w czytelnikach emocje, o które zapewne im chodziło, opisując miejsca i zdarzenia w sposób głęboko zapadający w pamięć. Jest jednak subtelna różnica między zdolnym pisarzem, a prawdziwym malarzem słów (z którym to sformułowaniem po raz pierwszy spotkałam się u Mizuu), który pisze tak piękne, że słowa właściwie przysłaniają treść. Takie poczucie miałam zamykając książkę Yasunariego Kawabaty pt. „Tysiąc żurawi. Śniące piękności”. Kryjące się pod tym tytułem dwie nowele japońskiego Noblisty uwodzą czytelnika delikatną i oniryczną atmosferą, poruszając przy okazji ważkie tematy.

„Tysiąc żurawi” to historia młodego mężczyzny imieniem Kikuji, której przełomowe momenty wiążą się z ceremonią picia herbaty. Kikuji trafia na ceremonię organizowaną przez Chikako, dawną przyjaciółkę swojego ojca, którą jako dziecko widział półnagą i zauważył wtedy szpecące znamię porastające jej pierś. Od tamtej pory przepełnia go pewien lęk do tej kobiety, ale i fascynacja zmieszana z odrazą. Sam nie wie, czemu daje się zaprosić na ceremonię, szybko jednak okazuje się, że Chikako zaplanowała na ten dzień wyswatanie młodego mężczyzny z dziewczyną, którą on sam zauważył podążając do herbacianego pawilonu. Dziewczyna zwróciła jego uwagę świeżą urodę oraz niebagatelnej urody kimonem we wzór tysiąca żurawi. Choć Kikuji przeciwstawia się swatce, nie może wyprzeć się zainteresowania Yukiko. Wszystko wydaje się prostą drogą prowadzić do szybkiego i szczęśliwego zakończenia, w drzwiach pawilonu pojawia się jednak pani Ota, kobieta bliska sercu zmarłego ojca Kikujiego, wraz z młodą córką. W herbaciarni zostaje więc Kikuji i cztery kobiety, z których każda będzie miała niebagatelny wpływ na jego losy.

Drugie opowiadanie błądzi na granicy realizmu magicznego i choć nietrudno wytłumaczyć je sobie racjonalnie, atmosfera niezwykłości nie opuszcza czytelnika do samego końca. Dzięki poleceniu znajomego starzec Eguchi trafia do tajemniczego domu, w którym można wynająć na noc dziewczynę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie dwie zasady obowiązujące w tym niepokojącym miejscu: klienci muszą być starcami, a dziewczyny uśpione są tak mocno, że nic nie jest w stanie obudzić ich przez całą noc. Pierwszej nocy Eguchi rozmyśla nad upokorzeniem i niedolą starców, którzy tylko w ten sposób mogą poczuć się jeszcze przez chwilę mężczyzną lub powspominać młodość i stare czasy. Sam nie włącza siebie do ich grona. Fakt, że wciąż jest w stanie uprawiać „prawdziwy” seks stawia go w jego odczuciu ponad staruszkami, do których czuje lekką pogardę zmieszaną ze współczuciem. Choć obiecuje sobie, że nie znajdzie się więcej w domu śniących piękności, za jakiś czas, wiedziony nagłą potrzebą i impulsem trafia tam znowu, chcąc rozwikłać zagadkę domu, poznając coraz to nowe specjalności domu w postaci uśpionych kobiet. Wspomina przeszłość i melancholijnie rozmyśla nad istotą męskości i niewinności. Dziewczęta śpią i nie chcą się obudzić, a sen coraz mocniej przypominać zaczyna śmierć…

Czytając „Tysiąc żurawi. Śniące piękności” smakowałam z przyjemnością słowa płynące spod pióra Kawabaty. Zwykła codzienność, opisy miejsc i przemyśleń bohaterów ocierały się o poezję, pozostając jasne i przejrzyste, nie przytłoczone ilością metafor i podwójnych znaczeń. Sama treść jest nastrojowa i przyciągająca uwagę. Jeśli miałabym znaleźć minusy książki, to w przypadku „Śniących piękności” chwilami odczuwałam pewien przesyt słów, powtarzające się myśli staruszka i jego obserwacje nie zmieniające się znacznie z nocy na noc wpasowywały się w senny klimat opowieści, mnie jako czytelniczkę chwilami nużyły – mając do wyboru przesyt lub niedopowiedzenie, z całą świadomością wybieram to drugie. Historie opisane w obu nowelach podobały mi się, ale nie zachwyciły, zwłaszcza w porównaniu z innymi czytanymi przeze mnie w ostatnich czasach książkami. Niemniej jednak była to świetna lektura i na pewno nie ostatnia książka Kawabaty, którą mam zamiar przeczytać.

Tytuł: Tysiąc żurawi. Śpiące piękności
Tytuł oryginału: Sembazuru. Nemureru bijo
Autor: Yasunari Kawabata
Tłumaczenie: Mikołaj Melanowicz
Wydawnictwo: MUZA, 2002
Ilość stron: 312
Moja ocena: 4/6

Książka przeczytana w ramach wyzwań literackich:


Reklamy
  1. 04/04/2011 o 2:45 pm

    Swego czasu przeczytałam „Dwie opowieści o miłości okrutnej” – od tego czasu ostrożnie podchodzę do literatury japońskiej, bo nasza i ich kultura rzeczywiście sporo się różnią…

    • 04/04/2011 o 7:09 pm

      Ja literaturę japońską bardzo lubię, a kultura choć może pod wieloma względami odmienna to i niekiedy zaskakująco wręcz bliska, kiedy poznać ją bliżej :)

  2. 06/04/2011 o 8:18 pm

    Nie przepadam za literaturą japońską, może dlatego, że Japonii nie rozumiem. Pierwszy krok poczyniłam, czytam „Tatami kontra krzesła” Rafała Tomańskiego. Nie twierdzę, że Japonii się nauczę, ale może inaczej spojrzę na „Kobietę z wydm”, którą przeczytałam z wewnętrznego obowiązku raczej.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s