Strona główna > książki > Historia pewnego listu i Żydzi w Afganistanie

Historia pewnego listu i Żydzi w Afganistanie

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o książce „Chicken Street” Amandy Sthers zapragnęłam przeczytać tę powieść. Afganistan, główne choć nie jedyne miejsce wydarzeń, działa na mnie w literaturze jak magnes. Kiedy jednak już sprawiłam sobie tę cieniutką objętościowo książkę, dopadły mnie wątpliwości. Bo jak osoba, która z tego, co podają internetowe źródła, nigdy w Afganistanie nie była, odda jego atmosferę i dramat się tam rozgrywający? Czy nie powieli schematów i nie wykorzysta tragedii jako siły napędowej banalnej historii? Czy nie będzie to aby schematyczna historia dla spragnionych egzotyki mieszkańców Europy spod znaku „dwa światy, jedna miłość”? (Który to motyw, przyznaję z pewnym zawstydzeniem, jest moim „guilty pleasure”) „Chicken Street” odleżało więc swoje na półce, choć i tak był to czas dość krótki ze względu na niewielką objętość (i co za tym idzie, wagę wprost do torebki). Zaczęłam czytać i moje wątpliwości szybko się rozwiały: niepozorne „Chicken Street” ma siłę rażenia bomby, mnogością subtelnie zarysowanych wątków mogłoby obdzielić kilka nowelek zbliżonej długości, wzrusza do łez, nie popadając przy tym ani na chwilę w wymuszoną łzawość.

Chicken Street to jedna z ulic w Kabulu, na której mieszka dwóch jedynych Żydów w Afganistanie – Szymon i Alfred. Nie są ze sobą blisko zaprzyjaźnieni, choć pozostają w pewien sposób od siebie zależni, nie tylko z powodu wspólnej tradycji i wyobcowania w muzułmańskim świecie. Obu zaprowadziły do Kabulu pokrętne ścieżki historii i osobistych przeżyć, kraj nieustannie targany przez konflikty stał się dla dwóch Żydów schronieniem, choć w radykalnym świecie tak naprawdę nigdy nie mogą czuć się do końca bezpieczni. Wiodą jednak spokojne życie – Szymon jest utalentowanym szewcem, Alfred to uliczny pisarz, znający kilka języków i piszący listy w imieniu niepiśmiennej ludności. Ta umiejętność doprowadza do sytuacji, która zmienia życie obu mężczyzn, a także kilku innych osób. Do drzwi Alfreda puka Naema, młoda dziewczyna pragnąca wysłać list do Ameryki. Jej życie znajduje się w niebezpieczeństwie i to nie tylko z powodu odwiedzin u starego mężczyzny niebędącego jej krewnym w towarzystwie jedynie upośledzonego brata. Naema skrywa tajemnicę – podczas pewnego bombardowania spędziła noc z amerykańskim reporterem i teraz spodziewa się jego dziecka. Zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie spotkają ją w momencie wyjścia sekretu na jaw, odpowiedź od Petera jest jej jedyną nadzieją na ratunek. List trafia do Ameryki, pierwsza jednak sięga po kopertę Jenny, żona Petera… Tymczasem w Kabulu Alfred przeżywa nieznane mu dotąd uczucia i jest gotowy zrobić wszystko, by uratować Naemę, która od życia zapragnęła jedynie odrobinę miłości…

Czy taka historia ma szansę skończyć się dobrze? W radykalnie urządzonym świecie nie ma miejsca na odstępstwa od przyjętych norm, twarde zasady nawet miłość są w stanie rozetrzeć na proch. A może właśnie miłość, czyta i prawdziwa jest w stanie zatriumfować nad brutalnym życiem? Amanda Sthers sięgnęła po uniwersalne tematy miłości, poświęcenia, zdrady, wierności, odwagi i samotności. W zwięzłej formie zawarła ogrom ich znaczeń, nie zakładając, że przedstawia całą ich treść, a jedynie wycinek. Nie brak jej słowom poezji, między nimi plączą się niedopowiedziane treści, napięcie przeplata się z łzami. Nie czułam się jednak zmuszana do przeżywania tak silnych uczuć przesadnie obrazowymi scenami, czego bardzo nie lubię. Opowiadający historię Szymon mimochodem niekiedy napomyka o największych dramatach, wracając do nich później, by zachować chronologię lub też zostawiając je wiszące w powietrzu, nie do końca opisane, wierząc w wyobraźnię czytelnika.

Ciężko pisać więcej o tej książce nie zabierając przyjemności czytania, choć nie o zaskoczenie tutaj chodzi. Raczej o olbrzymi ładunek emocjonalny, jaką historia ze sobą niesie, poruszając tematy, o których rzadko pomyślałoby się w kontekście jednej książki. A jednak Sthers dowodzi, że jest to możliwe z powodzeniem. Nie jest to książka przyjemna i odprężająca, warta natomiast każdej chwili spędzonej na czytaniu. Gorąco polecam Wam lekturę „Chicken Street”.

Tytuł: Chicken Street
Autor: Amanda Sthers
Tłumaczenie: Anna Michalska
Wydawnictwo: Noir sur Blanc, 2010
Ilość stron: 168
Moja ocena: 5+/6

Advertisements
  1. 25/03/2011 o 7:36 am

    Miałam bardzo podobne wrażenia i dziwię się, że tak mało osób sięga po tę książkę.

    • 27/03/2011 o 12:20 pm

      Pamiętam, czytałam Twoją recenzję. Może książka jest taka cienka, mała, tytuł nie wskazuje na nic „egzotycznego” i stąd ten brak zauważania? Ja w każdym razie uważam, że warto i to bardzo.

  2. 25/03/2011 o 1:40 pm

    Mam tę książkę na półce i wprost nie mogę doczekać się, kiedy ją przeczytam.

    Zamówiłam ją zachęcona pochlebnymi recenzjami, ale bez ogólnego wyobrażenia, jak może wyglądać. Zdziwiła mnie dosyć niska cena i dopiero, gdy odebrałam „Chicken street” ze sklepu zobaczyłam malutką książeczkę, której się nie spodziewałam.
    Aż dziwne, że takie maleństwo może pomieścić tyle ciekawej treści :)

    • 27/03/2011 o 12:23 pm

      Właśnie, jest malutka i kiedy odebrałam przesyłkę z nią, ta objętość mnie rozczarowała. Jednak naprawdę każde słowo ma tu swoje znaczenie, każdy obraz i wypowiedź, więc wrażenie jest jak najbardziej na plus. Zwłaszcza, że rozciągnięcie tej historii mogłoby niebezpiecznie zbliżyć się do granicy kiczu, a jeśli nawet nie kiczu, to stałoby się tak dramatycznie, że już ciężko byłoby to wytrzymać. Choć wciąż nie musiałoby to odbiegać od realizmu…

  3. 26/03/2011 o 5:46 pm

    O proszę, Afganistan też mnie przyciąga. Właśnie skończyłam „Frisztę”, której akcja dzieje się właśnie w tym kraju i wciąż próbuję poukładać myśli po lekturze. Nie wiem dlaczego, ale „Chicken Street” jakoś mnie nie przekonuje, skoro autorka nie była w kraju, o którym pisze, nawet jeśli mówisz, że książka pozbawiona jest schematów.

    • 27/03/2011 o 12:25 pm

      Ciekawa jestem „Friszty”, polecasz? Jeśli będziesz miała okazję, daj szansę „Chicken Street”. Rozumiem Twoje wątpliwości, bo sama je miałam, jednak książka je rozwiała.

      • 27/03/2011 o 2:54 pm

        Raczej polecam :) Mam wprawdzie wobec niej pewne zastrzeżenia, ale wciąż się zastanawiam, czy gdyby autorka rozwiązała inaczej kwestie, do których nie jestem przekonana, to czy nie powstałaby ckliwa powieść. Ckliwości tu brak, jest za to ciekawy obraz Afganistanu tuż po wkroczeniu armii amerykańskiej. I, co najważniejsze, autorka (Czeszka) nie ocenia, nie potępia różnych zachować, uniknęła pułapki opisywania obcego nam kręgu kulturowego z własnej zeuropeizowanego punktu widzenia. Czyli polecam jednak bardziej niż ‚raczej’ ;)

      • 28/03/2011 o 8:51 pm

        Czyli przeczytam ją, jak będę miała okazję :) Do „Friszty” mam taki sam stosunek jak na początku do „Chicken Street” – niby interesuje, niby przyciąga, ale nie na tyle, żeby ją sobie w ten czy inny sposób sprawić. Twoje zdanie jednak chyba mnie przekona, dzięki za te kilka słów!

  4. 26/03/2011 o 9:46 pm

    niedawno sobie ją kupiłam czytając gdzieś recenzję bardzo pozytywną. Często bywa tak, że dobra proza jest słabo promowana. Wydaje mi się że przeczytałam o niej u Chichiro ale głowy nie dam. A teraz dopiero widzę drugą opinię u Ciebie. No ale może się mylę.

    • 28/03/2011 o 8:50 pm

      Mary, myślę, że książka powinna Ci się spodobać. Jest mocna i emocjonalna, nie przekracza jednak pewnej granicy, za którą ta emocjonalność mogłaby się zrobić odrobinę ciężkostrawna. Polecam!

  5. 29/03/2011 o 6:57 pm

    Mary, nie czytałaś o niej u mnie, ja jej jeszcze nie czytałam. Natomiast wiem, gdzie mogłaś o niej czytać: w trzecim numerze Archipelagu, w wyliczance książek dotyczącej Kabulu :) Mandżuria ją układała i wtedy zapamiętałam sobie „Chicken Street”. To coś idealnego dla mnie, uwielbiam takie klimaty. Myślę, że dobry research może zastąpić samo bycie w danym mieście. W końcu można by do powieści historycznych też podchodzić z wątpliwościami, bo co ktokolwiek może wiedzieć np. o osiemnastowiecznym Londynie. A jednak takie powieści powstają i przecież wiele jest dobrych.
    Czytałam kiedyś felieton Kamili Shamsie, która akcję „Burnt Shadows” osadziła częściowo w powojennym Nagasaki, nigdy w życiu nie będąc w tym mieście. Google maps i Google Earth oraz internet generalnie uczyniły cuda :)

    • 30/03/2011 o 8:59 pm

      Myślę, że ta książka mogłaby Ci się bardzo spodobać, przynajmniej taką mam nadzieję. I prawdą jest to, co napisałaś o opisywaniu miejsc, w których się nigdy nie było. W dzisiejszych czasach, jeśli autor podejdzie do zagadnienia poważnie i poświęci mu sporo czasu i zaangażowania, jest możliwe takie pisanie bez uszczerbku na autentyczności. Może jedynie atmosfera danego miejsca jest mniej uchwytna, w końcu każdy może się czuć w tym samym miejscu inaczej, mieć inne skojarzenia i odbierać w inny sposób. To samo z książkami historycznymi, fakt.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s