Strona główna > książki > Historia pewnego diabła

Historia pewnego diabła

Rzadko zdarza się, by książka zaskakiwała mnie pozytywnie. Ma to dość prostą przyczynę: raczej nie sięgam po pozycje, co do których mam podejrzenia, że mogą mi się nie spodobać. Oczywiście, od reguł zazwyczaj zdarzają się wyjątki i tak właśnie było z książką „Diabeł. Autobiografia”, którą otrzymałam od wydawnictwa Initium do recenzji. Nie zgłaszałam się po nią, była więc dla mnie zaskoczeniem. Przeczytałam opis i udostępniony wcześniej fragment… i odłożyłam ją na dłuższy czas na półkę. Miałam wrażenie, że to kryminał bądź thriller z wplecionym w całość wątkiem diabelsko-anielskim, a na coś takiego zdecydowanie nie miałam ochoty. Czytałam już trochę powieści o diabłach i aniołach, mniej lub bardziej fantastycznych (niestety, piszę tu o gatunku literackim, nie walorach artystycznych…) i niestety w tej chwili nie jestem w stanie przywołać żadnego tytułu, który wywarłby na mnie zdecydowanie pozytywne wrażenie. Po pewnym czasie jednak poczucie obowiązku doszło do głosu i stwierdziłam, że dam „Diabłu” szansę, a jeśli mi się nie spodoba, przerwę czytanie i już do książki nie wrócę. I właśnie tu miało miejsce rzadkie pozytywne zaskoczenie.

Tosca Lee napisała powieść specyficzną, którą ciężko jest przyporządkować jednoznacznie do jakiegoś gatunku (czego generalnie nie jestem entuzjastką). Czytelnik zbiera tropy, po których ma nadzieję wreszcie odgadnąć, dokąd prowadzi go opowiadana historia, sama końcówka jest natomiast dość zaskakująca, choć docierając do niej wydaje się być jedynym oczywistym rozwiązaniem od samego początku. Na początku bowiem poznajemy głównego bohatera imieniem Clay, redaktora z nieźle prosperującego wydawnictwa w Bostonie. Mężczyzna niedawno rozwiódł się z ukochaną żoną, balansował na krawędzi uzależnienia się od alkoholu, odciął się od większości znajomych i mocno nadwątlił kontakty z rodziną. Pewnego dnia po pracy idzie do swojej ulubionej bośniackiej knajpki, gdzie gestem przyzywa go nieznany mu człowiek. Lucian, jak przedstawia się nieznajomy, prostolinijnie przedstawia swój plan: on opowie Clayowi swoją historię, a ten ją opublikuje. Mimo początkowej złości i niedowierzania, Clay stosunkowo szybko pojmuje, że wiedzący o nim wszystko mężczyzna jest tak naprawdę diabłem, a więc upadłym aniołem pamiętającym czasy sprzed stworzenia świata. I właśnie od tego punktu Lucian rozpoczyna swoją historię, a Clay wbrew własnej woli stwierdza, że staje się ona istotną treścią jego życia, z niecierpliwością czeka na kolejne fragmenty, nie potrafiąc poukładać sobie własnego życia. Nie wiedząc, dokąd zmierza, podąża ścieżką wyznaczoną przez diabła.

Początek powieści nie jest obiecujący, język pisarki jest poprawny, ale nie zachwyca. Szybko jednak czytelnik, tak samo jak bohater, ma okazję dać się uwieść słowom diabła i z niecierpliwością czekać na kolejne części jego opowieści. Clay to dość irytująca postać, tło obyczajowe również nie poraża głębią, choć jest przemyślane i zgrabnie wpasowane w całą historię. Książkę czyta się głównie dla magnetyzującej opowieści Luciana, która szybko okazuje się nie mieć wiele wspólnego z diabelsko-anielskimi historiami dla mrocznych nastolatków. To opowieść o… miłości Boga do ludzi. Nie przedstawia ona żadnych wymyślonych przez Lee faktów. To historia znana z Biblii, w każdym niemal szczególe, opowiedziana jednak z nowej perspektywy, która dobitnie podkreśla pewne kwestie i w tym jasnym, prostym przekazie działa niezwykle poruszająco. To nie moralitet, ani książka filozoficzna. Nie jest to także przypowieść… Tak jak sugeruje tytuł, poznajemy w niej życiorys pewnego stworzenia, który naświetla pewne znane od wieków wydarzenia nadając im znaczenie, które mimo swojej oczywistości może się łatwo wymknąć. Zakończenie pozostaje otwarte, a słowa Luciana wydają się być kierowane do czytelnika na równi z Clayem: masz wiedzę, drogi czytelniku, co z nią zrobisz, to Twoja sprawa.

Cieszę się, że sięgnęłam po tę książkę i ją przeczytałam. Naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła i mogę ją polecić z czystym sumieniem, o ile oczywiście nie macie nic przeciwko książkom mocno osadzonym w religii chrześcijańskiej, bo „Diabeł. Autobiografia” jest od początku do końca przesiąknięta chrześcijaństwem, co w tym wypadku jest istotne. Mnie naprawdę wciągnęła i wzruszyła.

Tytuł: Diabeł. Autobiografia
Tytuł oryginału: Demon. A memoir
Autor: Tosca Lee
Tłumaczenie: Monika Wyrwas-Wiśniewska
Wydawnictwo: INITIUM, 2010
Ilość stron: 280
Moja ocena: 4+/6

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa INITIUM, za co dziękuję.

Advertisements
  1. 10/02/2011 o 5:44 pm

    Mnie również bardzo się spodobała. Umieściłam ją nawet w 10 najlepszych czytanych przeze mnie w 2010 roku.:)

    • 10/02/2011 o 10:06 pm

      Tak, to było przyjemne zaskoczenie i cieszę się, że tę książkę przeczytałam :) Widziałam Twoje zestawienie za 2010, ciekawe!

  2. 10/02/2011 o 9:56 pm

    No nie powiem, zaintrygowałaś mnie, szczególnie, że napotykałam niezbyt pochlebne decyzje. Po opisie wydawało mi się to dosyć ryzykownym miksem „Wywiadu z wampirem” (czyli niejaka spowiedź kogoś ciekawszego niż człowiek) plus klasyk „Raj utracony” także ciekawa jestem teraz jeszcze bardziej!

    • 10/02/2011 o 10:08 pm

      Hmm, bo to jest w pewnym stopniu miks tych książek, ale nie jest to w tym wypadku wada. To nie jest wybitne dzieło i nie przedstawia rewolucyjnego spojrzenia na opisywaną sytuację. To po prostu dobra książka, pozwalająca sobie przypomnieć pewne ważne sprawy. Ja zaczynałam z bardzo niskimi oczekiwaniami i było to zaskoczenie na plus. Nie wiem, czy spełni wyższe wymagania…

  3. 11/02/2011 o 12:11 am

    A czy czytałaś może „Listy starego diabła do młodego”? Ja tak i szczerze polecam :)

    • 11/02/2011 o 11:01 pm

      Nie czytałam i nawet nie słyszałam o tej książce, ale sobie zapisuję i jak znajdę na pewno przeczytam :)

  4. 13/02/2011 o 2:48 pm

    Pierwszy akapit to jakby o mnie! Oprócz zakończenia, bo jeszcze nie sięgnęłam, wciąż czeka. :)

    • 14/02/2011 o 8:50 pm

      Mam więc nadzieję, że i dla Ciebie to będzie przyjemne zaskoczenie!

  5. 16/02/2011 o 2:29 pm

    A kto jest autorem okładki, bo jakoś nie umiem się doczytać? U mnie na półce stoi zupełnie zdobyczne The Handmaid’s Tale (i to we francuskim antykwariacie;) – nie wiesz czy warto dać jej odpocząć od tego stania?

    • 19/02/2011 o 3:11 pm

      Kiedy dostałam maila powiadamiającego o Twoim komentarzu od razu myślałam, że chodzi o „Rok Potopu”, nawet nie doczytałam, że zamieściłaś go tutaj :) Nic nie szkodzi, ja też odpowiadam już tutaj, żeby nie potęgować zamieszania ;) Jeśli chodzi o autorów okładki, to opracowaniem graficznym zajęła się Katarzyna Borkowska, ale autorką zdjęcia jest Elisa Lazo de Valdez (Corbis). Nie czytałam „The Handmaid’s Tale” (u nas „Opowieść podręcznej”) i nie wiem, czy warto skrócić czas jej oczekiwania na Twoje zainteresowanie ;) Słyszałam pochlebne opinie, ale nie mogę brać za nie odpowiedzialności, obawiam się ;)
      Pozdrawiam ciepło!

  6. 17/02/2011 o 12:42 pm

    Ups, dopiero teraz zauważyłam moje gapiostwo – to jest oczywiście komentarz do notki o Margaret Atwood! ;) Przepraszam za bałagan!

  1. 22/03/2011 o 9:51 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s