Strona główna > książki, zabawa > Fascynacja mordercą w norweskim wydaniu

Fascynacja mordercą w norweskim wydaniu

Postanowienia postanowieniami, a rzeczywistość nie zawsze daje się nagiąć do aktualnych zachcianek, w tym wypadku był to czas na opisanie przeczytanych przeze mnie ostatnio książek, a wbrew pozorom zdążyłam już trochę poczytać. Dziś po raz ostatni poszłam do starego miejsca pracy, tym samym kończąc uciążliwe zamykanie spraw i mocno stresujący okres (przede mną nowa praca, więc jak będzie z czasem – ciężko stwierdzić), nadrobiłam trochę zaległości w pisaniu listów, a przeczytanie książki pozostawione bez komentarza kłują mnie w oczy niczym wyrzuty sumienia. Zacznę odrobinę niechronologicznie, jednak po przeczytaniu „Nocy profesora Andersena” Daga Solstada układam sobie w głowie swoje zdanie na temat tej książki i muszę przyznać, że nie jest to łatwe zadanie. A jak wiadomo, takie lektury należą do tych najbardziej intrygujących.

Dag Solstad to pisarz budzący kontrowersje swoimi książkami, o czym dowiedzieć można się ze wstępu przygotowanego przez panią tłumaczkę. Tak samo jak w przypadku innych pozycji wydanych przez Smak Słowa, które miałam przyjemność czytać, wstęp jest jednym z najmocniejszych punktów książki – interesujący, bez psucia przyjemności w poznawaniu fabuły opisujący główne motywy, na które warto zwrócić uwagę czytając. Zastanawiam się, czy nie lepiej jeszcze byłoby umieszczać tego typu komentarze w posłowiu, aby nie sugerować czytelnikowi, którym torem mogłyby (nie chcę tu używać słowa „powinny”) zmierzać jego myśli podczas lektury. Na koniec jednak byłoby to fantastycznym dopełnieniem całości. W przypadku „Nocy profesora Andersena” krótki tekst Doroty Polskiej zawierający jej (tak myślę) interpretację zachęca do czytania i narobił mi dużo smaku na czytanie.

Opis na okładce i początek „Nocy…” sugeruje, że będziemy mieć do czynienia z kryminałem – oto samotnie spędzający Wigilię profesor Andersen obserwuje rozświetlone okna z budynku naprzeciwko. W jednym z nich dostrzega młodą kobietę, co nasuwa mu na myśl pozytywne refleksje. Niestety, urok chwili szybko zmienia się w koszmar – za kobietą pojawia się młody mężczyzna i na oczach Andersena dusi swoją towarzyszkę. Przerażony obserwator chowa się w cień zasłony i sięga po słuchawkę, aby zadzwonić po policję, jednak… odkłada ją bez wykonania obywatelskiego obowiązku. Od tej chwili jego spokojne i poukładane życie zmienia się w pasmo wyrzutów sumienia i prób zrozumienia własnej psychiki, które łączą się z refleksją na temat ludzkiej pamięci, sensu tworzenia i studiowania literatury, aż wreszcie – charakterystyką norweskich pięćdziesięciolatków żyjących w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Choć motyw tajemniczego mordercy, który przyprawia Andersena o niepokojącą fascynację przemieszaną z lękiem i ciekawością, rozmywa się w połowie książki, wraca jednak pod koniec, wywołując przyjemny dreszcz. Sam finał jednak nieco mnie rozczarował. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Solstad do niewielkiej objętościowo książki chciał na siłę wtłoczyć zbyt dużą liczbę tematów, żadnym z nich nie zajmując się jednak dogłębnie, upraszczając je, a przede wszystkim streszczając lub skracając tok myślowy bohatera. To, co wydawało się być nową odsłoną dylematu w skali „Zbrodni i kary” końcem końców wypadło blado.

Styl Solstada jest ciekawy, autor używa ładnego języka, pisząc długie, lekko chaotyczne zdania. Lubię taki rodzaj pisania, choć muszę przyznać, że wolę, gdy tego rodzaju wywody pochodzą z głowy bohatera, zahaczają o strumień świadomości, nie przeszkadza mi wtedy pewna histeryczność, która nierzadko łączy się z wyrzucaniem z siebie myśli jedna za drugą. Kiedy jednak pozwala sobie na to trzecioosobowy narrator – czuję się dziwnie. Beznamiętne opowiadanie, liczne powtórzenia i charakteryzowanie po raz wtóry pokolenia Pala Andersena w pewnym momencie podziałało na mnie nużąco.

Nie mogę odmówić Solstadowi talentu, nie mogę nie przyznać, że „Noc profesora Andersena” jest książką ciekawą i zajmująco, niestety nie trafiła ona jednak w mój gust. Może czas i nastrój nie był odpowiedni, jednak po inne dzieła norweskiego autora nie sięgnę, wybierając innych skandynawskich pisarzy. Nie chcę jednak zniechęcać Was do czytania „Nocy…”, która zbiera same pozytywne recenzje i niewątpliwie jest książką godną uwagi. Przekonajcie się sami, czy dacie się porwać surowemu urokowi tej prozy.

Tytuł: Noc profesora Andersena
Tytuł oryginału: Professor Andersens natt
Autor: Dag Solstad
Tłumaczenie: Dorota Polska
Wydawnictwo: Smak Słowa , Listopad 2010
Ilość stron: 112
Moja ocena: 3+/6

Bardzo dziękuję wydawnictwu Smak Słowa za udostępnienie mi książki do recenzji.

Książka przeczytana w ramach wyzwania:

Advertisements
  1. 14/01/2011 o 10:05 pm

    Po takiej recenzji nie przeczytałabym tej książki ;)
    Pozdrawiam

    • 17/01/2011 o 10:41 pm

      Nie chcę nikogo celowo zniechęcać, ale niestety nie przypadła mi ta książka zbytnio do gustu, więc musiałam o tym szczerze napisać ;) Ściskam!

  2. 14/01/2011 o 10:15 pm

    Czytam już którąś z kolei recenzję tej książki i nie mogę się oprzeć wrażeniu, iż nie wpasowała się ona do tej pory w niczyje gusta. Zastanawiam się, doo kogo może być zatem ta powieść skierowana i czy powinnam ją czytać…
    Ale spróbować chyba nie zaszkodzi?

    Pozdrawiam :)

    • 17/01/2011 o 10:44 pm

      Na pewno nie zaszkodzi, nie ma to jak wyrobienie sobie własnego zdania. Ja zapamiętałam głównie recenzję Moni i odebrałam ją jako pozytywną, choć rzeczywiście nie jest to raczej zachwyt… Solstad ma swoje grono wiernych wielbicieli, więc na pewno trafia do kogoś bez zastrzeżeń :)
      Pozdrawiam ciepło!

  3. 15/01/2011 o 10:17 am

    Dotychczas przeczytałam jedną recenzję tej książki i podobnie jak Twoja była mało entuzjastyczna. Nie jesteś odosobniona w jej ocenie.
    Nasze literackie upodobania są dość kompatybilne :), wstrzymam się więc z zakupem i przeczytam ją, jeśli spotkam w bibliotece.
    Pocieszę Cię, że ja również mam sporą kolejkę przeczytanych pozycji, które piętrzą się posępnie i oczekują na recenzje.
    Rzecz najważniejsza: kochana Mandżurio, mocno trzymam za Ciebie kciuki i mam nadzieję, że nowa praca da Ci nie tylko dużo satysfakcji, ale i czasu na czytanie! :)

    • 17/01/2011 o 10:47 pm

      Dziękuję za kciuki! Pierwszy dzień minął w miarę gładko i bezboleśnie, tylko jestem wykończona stresem, probą zapamiętania wszystkich i wszystkiego i tymi emocjami… Ale wszystko wskazuje na pozytywne rozwinięcie :) Tylko czasu na bloga będzie mniej :(
      Teraz o książce. Jeśli znajdziesz ją w bibliotece, myślę, że spokojnie możesz ją przeczytać. Ciekawi sam fenomen pisarza, warto więc mieć o nim jakieś zdanie (choć pewnie na podstawie jednej książki raczej ciężko je sobie wyrobić…). Natomiast nie mogę jej polecić z czystym sumieniem.

  4. 15/01/2011 o 11:14 pm

    ;) jezu, ja mam Patynozielone i trochę się boję lektury tego. Szczerze mówiąc nawet nie chce mi się po to sięgać. ;))

    • 17/01/2011 o 10:49 pm

      Ja na „Patynozielone” już się po „Nocy…” nie skuszę, ale mam nadzieję, że mimo wszystko Tobie się tamta książka spodoba (może jest dużo lepsza niż ta?) i miło spędzisz czas czytając. Ja z takich recenzyjnych książek mam na półce „Autobiografię diabła”, o którą wcale nie prosiłam i strasznie ciężko mi się za nią zabrać…

  5. 24/01/2011 o 1:45 am

    Jak zawsze bardzo rzetelna recenzja! „Noc” czytalam niedawno i musze przyznac, ze ksiazka mi sie bardzo podobala. Zgadzam sie jednak z Toba: informacja od wydawcy jest mylaca, bo zaden z tego kryminal. Kiedy akcja zaczela mocno odbiegac od zapowiadanego tak goraco na okladce morderstwa w noc wigilijna, moje czytelniczy nos zrobil sie czujny. Czy rzeczywiscie o morderstwo sie rozchodzilo? Czy ono naprawde mialo miejsce? Rozterki profesora i jego rozmyslania o roli literatury wydaly mi sie bardzo zajmujace, wiec szybko odpuscilam to poczucie straty sledzenia kryminalnej historii. W gruncie rzeczy to ksiazka bardzo automatyczna, o kryzysie literatury, pisania i wiary.

    • 25/01/2011 o 9:37 pm

      Dziękuję :) Ja właściwie nie nastawiałam się za bardzo na kryminał, a może inaczej – nie przeszkadzało mi wcale, że fabuła poszła w innym kierunku. Jednak wszystkie poruszone w książce wątki, choć same w sobie szalenie ciekawe, wydały mi się potraktowane za bardzo „po łebkach”, bez jakiejś głębszej, nowszej, bardziej intrygującej konkluzji. Albo nawet nie konkluzji, ale samego spojrzenia. Tu miałam wrażenie, że autor stwierdza „tak, takie zagadnienie istnieje, zastanawiam się nad nim, mam sporo przemyśleń, ale teraz przejdźmy do kolejnej kwestii, w końcu kończą nam się strony!” I stąd moje rozczarowanie.
      I dziękuję za pochwałę odnośnie wyglądu bloga :)

  6. 24/01/2011 o 1:46 am

    Ach, i zapomnialam dodac, ze szalenie podoba mi sie wyglad „Herbatnikow”. Swietna szata graficzna! Gratuluje!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s