Strona główna > książki, zabawa > Według babki, według matki i według córki

Według babki, według matki i według córki

Książkę Marianny Fredriksson „Anna, Hanna i Johanna” miałam od dość dawna na swojej liście pozycji do przeczytania, natrafiłam na nią kiedyś przy okazji przeglądania książkowych blogów. Motywacją końcem końców okazało się być jednak wyzwanie Kraje Nordyckie (które ukończyłam w terminie, ale wciąż mam dwie zaległe recenzje do napisania – tę oraz „Podróż na dźwiękach szamańskiego bębna”…) i fakt znalezienia tego tytułu w osiedlowej bibliotece. Miałam sporo szczęścia, ponieważ książka „Anna, Hanna i Johanna” nie są aktualnie dostępne w sprzedaży i nie słyszałam o planach dodruku. Szczęśliwie dla mnie się złożyło, że tuż po moim przeczytaniu trafiłam na aukcję, na której ktoś „Annę…” sprzedawał i jestem szczęśliwą posiadaczką swojej własnej kopii. Jest to bowiem jedna z najlepszych książek, jakie czytałam w tym roku! Choć fabuła nie jest szczytem oryginalności i powieści tego rodzaju powstało sporo, uwielbiam ten rodzaj książek – rodzinne sagi, głównie z punktu widzenia kobiet, pełne uczuć, analizy psychologicznej, rodzinnych tajemnic, a w tle zmiany społeczne i historyczne. Dodatkowo jesienna melancholia i ogarniające mnie ostatnio przygnębienie posłużyły za idealne warunki do czytania powieści Fredriksson.

Bohaterkami są trzy kobiety, przedstawicielki różnych pokoleń jednej rodziny. Babka, matka i córka żyły w różnych czasach, które w dużym stopniu determinowały ich wybory i sposób patrzenia na życie. Jednak zaskakująco dużo zdawały się mieć do powiedzenia geny lub przeznaczenie, w myśl którego czyny matek oddziaływały tak silnie na życie córek, że mniej lub bardziej świadomie powtarzały one część wzorców z życia starszych kobiet, które same krytykowały i od których chciały się odciąć. Skomplikowane relacje, w których żale i poczucie krzywdy mieszają się z poczuciem winy, miłością i czułością nie stwarzają odpowiednich warunków do szczerych rozmów. Fabuła powieści zawiązuje się w drugiej połowie XX wieku. Anna nie potrafi poradzić sobie z emocjami, gdy czuwa nad szpitalnym łóżkiem umierającej matki, Johanny. Stara się zrozumieć życie i przeszłość tej tak bliskiej jej kobiety, o nic już jednak nie może jej zapytać, bo Johanna rzadko kiedy odzyskuje świadomość. Anna szybko orientuje się, że by zrozumieć życie własnej matki, musi cofnąć się jeszcze jedno pokolenie wstecz i poznać babkę Hannę. Zdobywając informacje na temat przeszłości rodziny, składając je w jedną całość z rozsypki faktów, zasłyszanych gdzieś stwierdzeń oraz własnych domysłów, Anna tworzy portret niezwykłych kobiet, w międzyczasie wnikając też w głąb siebie. Autorka oddaje głos wszystkim trzem kobietom, czytelnicy otrzymują więc kompletny obraz rodziny, wzruszający i intrygujący, pełen mroku, ale i ciepła. W tle natomiast umieszcza Szwecję, pokazując zachodzące w niej przemiany. Podróż w przeszłość i obserwowanie zmian wraz z bohaterkami, uczestniczenie w części z nich jest fascynujące. Nie znałam szczegółowej historii Szwecji i choć nie ma tu historycznych wtrętów, politycznych dyskusji ani autentycznych biografii, Fredriksson zdołała subtelnie umieścić w swojej książce zmiany obyczajowe i społeczne, nie siląc się na ich ocenę. Hanna, Johanna i najmłodsza z nich Anna są dziećmi swoich epok, choć nie zawsze potrafią się dostosować do aktualnych wydarzeń i myśli, a historia ich nie oszczędza i puka do drzwi domów.

Nie chcę zdradzać zbyt wiele fabuły, choć jak już wspomniałam na początku, nie ma tu zaskakujących rozwiązań, zwrotów akcji i szokujących tajemnic. To książka na wskroś obyczajowa, przy czym w tym wypadku to określenie całkowicie pozytywne, nic powieści nie ujmujące (to chyba mój ulubiony rodzaj książek, ale często wrzucany do jednego worka z chick-litem i romansami nienajwyższych lotów może kojarzyć się negatywnie – nic z tych rzeczy!). Fredriksson pisze bardzo przyjemnym językiem, kreśli prawdopodobne portrety psychologiczne. Nie mogłam oderwać się od lektury i długo po jej zakończeniu wciąż o niej rozmyślałam. Wpasowała się idealnie w moje czytelnicze potrzeby, ale mogę ją także z czystym sumieniem polecić każdemu, kto lubi takie rodzinne sagi ze skandynawskimi krajami w tle. Ja już zdobyłam kolejną książkę Marianne Fredriksson, „Elisabeth i Katarina”, która wydaje się być zbliżona w treści do opisywanej przeze mnie powieści. Już cieszę się na lekturę!

Tytuł: Anna, Hanna i Johanna
Tytuł oryginalny: Anna, Hanna och Johanna
Autor: Anne Bishop
Wydawnictwo: Świat Książki, 1999
Ilość stron: 381
Moja ocena: 6/6

Reklamy
  1. 08/12/2010 o 1:39 pm

    Ja też uwielbiam sagi :) Poza tym miałam z tej serii „Uciekłam na wyspę” i bardzo mi się podobała, więc mam jakiś ciepły stosunek do wydanych w niej książek. A ta ma jeszcze sympatyczną okładkę.
    A teraz wykażę się postawą roszczeniową: poproszę o recenzję „szamańskiego bębna”, bo mam na nią ochotę, ale jej opisy są tak niejednoznaczne, że nie mogę się zdecydować. Po drugie poproszę recenzję „Namiotu Fatimy” (jak przeczytasz, ale szybko ;) ) -bo też mnie bardzo kusi :)

    • 08/12/2010 o 1:54 pm

      Myślę, że w takim razie Ci się spodoba. Ja czytałam wersję z inną okładką (ze zdjęciem trzech kobiet w różnym wieku), ale taką sobie zakupiłam, więc tę pokazuję :)
      Zbieram się i zbieram do recenzji „Podróży na dźwiękach”, mam nawet gdzies na komputerze początek i jakieś cytaty wypisane, ale chyba serca nie mam do pisania o tym – dzięki za mobilizację! Choć i moja recenzja nie będzie jednoznaczna, sama nie potrafię do końca zdecydować, czy mi się podobało. „Namiot Fatimy” jest natomiast pięknie napisany i bardzo poetycki, ale czytam go strasznie wolno (a książka jest niewielkiej objętości). Prawdopodobnie jednak recenzji „Namiotu” nie zamieszczę na blogu, ale pojawi się w wiosennym numerze Archipelagu.

      • 08/12/2010 o 5:13 pm

        No, trudno, niech będzie niejednoznaczna, byle była. Widać będę w końcu musiała sama przeczytać :) A co do Namiotu Fatimy – w Archipelagu niech sobie będzie, tam też zajrzę, ale jak to – we wiosennym numerze? Mam czekać do wiosny? No, nieeee ;) Dobrze, ze chociaż zdradziłaś, że poetycki język.

  2. 08/12/2010 o 1:40 pm

    Brzmi ciekawie, choć przyznam, że sam tytuł jest mało zachęcający, zwłaszcza w zestawieniu z tytułem jej kolejnej książki ;) Ale chętnie zaufam Twojej recenzji i jak tylko się natknę, to z przyjemnością pochłonę.

    • 08/12/2010 o 1:56 pm

      Chyba właśnie z uwagi na tytuł dość długo nie decydowałam się na lekturę książki (i teraz mam zbliżone odczucia co do tej drugiej! Choć w Polsce wydane są jeszcze dwie jej książki i już mają, na szczęście, inne tytuły), ale końcem końców bardzo mi się podobało. Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz, jesli zaczniesz w końcu czytać :)

  3. 08/12/2010 o 5:06 pm

    Jak już Ci pisałam, mam tę książkę po angielsku (tu nosi tytuł „Hannah’s Daughters”), okładka jest zupełnie inna, ale też ładna i kobieca. Zwiastuje też sagę, bo widnieje na niej stara fotografia młodej kobiety.
    Lubię bardzo sagi, stare (ale nie bardzo!) i współczesne z różnych stron świata. Do tych skandynawskich mam sentyment, one są z pozoru chłodne, ale gdy się wniknie w nie głębiej, aż kipi od emocji i żaru. No i lubię dobre powieści obyczajowe i także nie mylę ich z tandetnymi romansidłami czy prostymi czytadłami. Napisać dobrą powieść obyczajową to wielka sztuka!

    • 09/12/2010 o 9:37 am

      Mam nadzieję, że ta książka Ci się spodoba, kiedy do niej za jakiś, dłuższy lub krótszy, czas sięgniesz. Też wydaje mi się, że napisanie dobrej powieści obyczajowej jest trudne i wymagające sporego talentu pisarskiego. Myślę, że ta książka spełnia te warunki i naprawdę jest dobrą powieścią obyczajową… Ciekawa jestem, czy się ze mną zgodzisz :)

  4. 10/12/2010 o 3:08 pm

    Natychmiast po przeczytaniu Twojej opinii o powieści Fredriksson pomknęłam na Allegro i kupiłam tę książkę – niech to będzie krótką recenzją Twojej recenzji :)
    Żałuję tylko, że jest to wariant z brzydszą okładką, ale i tak bardzo się cieszę!

    • 13/12/2010 o 9:35 am

      No to mam wielką nadzieję, że Ci się spodoba, okładkę zawsze można obłożyć w coś innego… Zresztą, na szczęście nie jest jakoś wybitnie fatalna, da się znieść (też czytałam ten brzydszy wariant, kupiłam za to ten drugi). Oby treść Ci to wynagrodziła :)

  5. 10/12/2010 o 3:19 pm

    …ale za to mój egzemplarz powieści „Elisabeth i Katarina” będzie w tej ładnej serii :)

  6. 13/12/2010 o 3:40 pm

    Witaj. Ale mi narobiłaś ochoty… Pociąga mnie piękna okładka (ta w kwiatki), ale przede wszystkim hasła: saga, kobieca, z historią w tle, Skandynawia. Zapowiada się super. Będę polować na nią na aukcjach internetowych, może się uda. Pozdrawiam!

    • 14/12/2010 o 10:53 am

      Agussiek, witam na blogu :) Jeśli te hasła do Ciebie przemawiają, to tym bardziej polecam książkę. Fredriksson pojawia się na aukcjach dość często, choć w tej chwili, z tego co widziałam, nikt nie sprzedaje akurat tej powieści. Mam nadzieję, że Ci się uda ją upolować :) Pozdrawiam ciepło!

  7. 08/09/2011 o 10:52 am

    Książkę wygrałam kiedyś w konkursie. Stała na półce oczekując na zainteresowanie, aż w końcu sięgnęła po nią moja siostra. Pochłonęła ją w krótkim czasie i zachęciła mnie do jej przeczytania. Bardzo mi się podobała, parę razy do niej wracałam.
    Pozdrawiam

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s