Strona główna > książki > W świecie Krwawych raz jeszcze

W świecie Krwawych raz jeszcze

Anne Bishop, choć pozornie nic na to nie wskazuje, jest swojego rodzaju fenomenem. Autorka książek z serii „Czarne Kamienie” stworzyła serię tyleż irytującą, co wciągającą i nie pozwalającą się od niej oderwać. Jeśli przebrnie się przez pierwszą połowę pierwszego tomu (z czym ja miałam trudności i byłam bliska zarzuceniu lektury), czytelnik niepostrzeżenie wciąga się w świat Krwawych i nagle odwraca ostatnią stronę książki – to już koniec? Taka przynajmniej jest moja relacja z panią Bishop. Przy pierwszych dwóch tomach pomstowałam na jej styl i niektóre pomysły, przy trzecim wznosiłam oczy do nieba, przy czwartym zgrzytałam zębami, a przy wczoraj skończonym piątym – machnęłam ręką i kwitowałam uśmiechem co mniej udane fragmenty. Coś w tych książkach jest bowiem przyciągającego, skoro późno w nocy kończyłam drugą i trzecią część, czwartą przeczytałam w jedną noc, obiecując sobie, że już tylko jeden podrozdzialik i idę spać. Piątej natomiast nie skończyłam tego samego wieczoru, kiedy zaczęłam z prostej przyczyny – następnego dnia musiałam iść do pracy. Ale kończyłam ją właśnie w pracy, trzymając rozłożoną książkę na kolanach pod biurkiem. Co też o czymś świadczy. I tylko tak mi szkoda, że Bishop nie jest lepszą pisarką, że stylowo pozostaje w grupie przeciętnych autorów i zdarzają jej się tak irytujące fragmenty. I żal mi także, że traci energię i wyobraźnię na erotyczne koszmarki i wprowadzanie papierowych postaci drugiego planu, zamiast rozwinąć psychologicznie i fabularnie(!) tych bohaterów, których już opisała (jak choćby cały sabat Jaenelle)… Bishop stworzyła naprawdę ciekawy i spójny świat, zapełniła go wieloma postaciami wzbudzającymi sympatię i, co moim zdaniem wyjątkowo niełatwe, potrafiła opisać epickie starcie dobra ze złem z naprawdę satysfakcjonującym finałem. Stworzyła pierwsze w mojej karierze czytelniczej magiczne stworzenia, które udało mi się polubić i łączy fantastykę z powieścią obyczajową (popadając, niestety, w tani sentymentalizm co jakiś czas…). Gdyby więc była dobra pisarką, „Czarne Kamienie” mogłyby być cudowne. Albo może, gdybym przeczytała je te osiem lat temu, kiedy byłam dość mroczną nastolatką, czytałam książki o wampirach Anne Rice (wprawdzie już przez „Królową Potępionych” nie przebrnęłam…) i miałam dużo bardziej rozwiniętą tolerancję na takie „mało znaczące rzeczy”, jak styl… Byłabym pewnie Bishop zachwycona. A tak – przyznaję, że mi się podobało. I tyle, niestety.

Przejdźmy jednak do meritum tej recenzji, a więc piątego tomu cyklu pod tytułem „Splątane sieci”. Po wielkiej wojnie, w której część bohaterów straciła życie, inni swą moc, a inni wreszcie zdobyli rodzinne szczęście oraz po tomie opowiadań, w którym jedno z nich przedstawiło nam „krajobraz po bitwie”, przyszedł czas na bardziej kameralną przygodę, która dotknie rodzinę SaDiablo (no nie mogę, nie mogę się nie uśmiechnąć pisząc to nazwisko!). Jaenelle wpada na pomysł zbudowania Domu Strachów dla plebejuszy (Królestwa są strasznie kastowe i pełne uprzedzeń), wykorzystując ich wyobrażenia na temat Krwawych. Niewinną zabawę podłapuje jednak Krwawy, który dopiero niedawno dowiedział się o swojej mocy i poczuł się odrzucony oraz fatalnie potraktowany przez innych obdarzonych. Swoje animozje koncentruje na najbardziej prominentnej rodzinie w Kaeleer, zapraszając ich do swojego własnego Domu Strachów, który szybko okazuje się być śmiertelnie niebezpieczną pułapką.

Pierwsza na miejsce przybywa Surreal, która jest obok Daemona główną postacią „Splątanych sieci”, choć oczywiście nie zabraknie nikogo z ulubieńców czytelników (przynajmniej z pierwszoplanowych bohaterów). Akurat dla mnie Surreal jest chyba jedyną antypatyczną bohaterką wśród pozytywnych postaci, drażni mnie jej sposób bycia, fragmenty z nią, które prawdopodobnie mają bawić, ale nie bawią, wszechobecna wulgarność i ogólnie pojęty „marysuizm” do sześcianiu (owszem, wiem, że i Jeanelle ma cechy typowej Mary Sue w dość dużym natężeniu, ale przy tym wszystkim wzbudza moją sympatię, jest w niej coś uroczego i jest w ścisłej czołówce moich ulubionych bohaterów). O ile do Daemona się przyzwyczaiłam i polubiłam (choć wciąż moje pojęcie atrakcyjności rozmija się z tym prezentowanym przez Bishop), nie drażni mnie jego wieczna niepewność i odgrzewane co chwila na nowo dramaty, o tyle Surreal początkowo lubiłam, ale jej akcje spadały u mnie coraz niżej z każdym tomem. Mimo tego doboru głównych postaci, książkę czytało się rewelacyjnie szybko, a fabuła potrafi zaskoczyć (oczywiście pewne rzeczy wydają się już tak oczywiste i wykorzystane po kilka razy, że dziwne wydaje się zaskoczenie samych bohaterów). Generalnie, znajdziemy w tej części wątki i motywy, które uwiodły czytelników w poprzednich tomach.

Jeśli czytaliście poprzednie księgi „Czarnych Kamieni” i Wam się podobały, nie wahajcie się, by sięgnąć po „Splątane sieci”. W innym wypadku, radzę zacząć czytanie chronologicznie, ominie Was inaczej dużo zabawy. Ja natomiast ciekawa jestem kolejnych książek z tego świata. Wprawdzie w najbliższym czasie będziemy musieli pożegnać się z ulubionymi bohaterami, a ich miejsce zajmą nowi, ale autorka już pracuje nad kolejnym zbiorem opowiadań o rodzinie SaDiablo, który z wielką chęcią kiedyś przeczytam.

Tytuł: Splątane sieci
Tytuł oryginalny: Tangled Webs
Autor: Anne Bishop
Wydawnictwo: INITIUM, 2010
Ilość stron: 304
Moja ocena: 4/6

Książkę dostałam od wydawnictwa INITIUM

Advertisements
  1. JestemCzlowiekiem.Wordpress.Com
    02/12/2010 o 12:17 pm

    Fajny opis. Okładka z Kobietą wygląda trochę tandetnie, ale książka faktycznie może być ciekawa.

    • 02/12/2010 o 12:25 pm

      Dziękuję. Niestety, okładka tej części jest jak dotąd najbrzydzsza i rzeczywiście dość tandetna. A czy jest ciekawa – moim zdaniem jest i to bardzo, ale także specyficzna. Jak pisałam – mnie większość dwóch pierwszych tomów zajęło nauczenie się tolerowania stylu autorki.

  2. 03/12/2010 o 11:54 am

    Skończyłam niedawno czytać i również miałam problemy z tomem pierwszym, ale im dalej tym lepiej i niech tak już pozostanie :)

    • 06/12/2010 o 9:28 am

      Jeśli udało Ci się wciągnąć, to ciężko Ci będzie się oderwać i pewnie przeczytasz wszystkie tomy, mając przy tym sporo frajdy :) A przynajmniej taką mam nadzieję!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s