Strona główna > książki > O pomaganiu najbiedniejszym

O pomaganiu najbiedniejszym

Siostra Małgorzata Chmielewska, przełożona Wspólnoty „Chleb Życia”, to postać dość kontrowersyjna, ale przede wszystkim bardzo interesująca. Niewiele o niej wiedziałam przed ukazaniem się reportażu „Generał w habicie” autorstwa Stanisława Zasady. Pobieżnie zapoznałam się z jej życiorysem, kiedy zaproponowano mi tę książkę do przeczytania i napisania o niej kilku słów, uznałam wtedy, że zdecydowanie mam ochotę poznać siostrę, a przede wszystkim jej działalność bliżej. Wspólnota „Chleb życia” jest bowiem o tyle wyjątkowa, że nie tylko zajmuje się biedakami i bezdomnymi, ale żyje z nimi pod jednym dachem, dzieląc ich codzienny los. Przesłanie głoszone przez członków Wspólnoty zakłada, że nie wystarczy bezdomnemu dać talerza zupy, nowego ubrania i dachu nad głową, trzeba odnaleźć w tym człowieka Boga, pokochać go, co nierzadko przysparza trudności i być z nim w lepszych i gorszych chwilach. Czytając wypowiedzi i historie zarówno pracowników domów wspólnotowych, jak i ich mieszkańców, odnosi się wrażenie, że udało im się to niezwykle trudne zadanie.

Reportaż przybliża czytelnikowi historię Małgorzaty Chmielewskiej, wywodzącej się z inteligenckiej rodziny dziewczyny, która przez wiele lat poszukiwała swojego miejsca w życiu, starając się połączyć rozwój duchowy z pomocą potrzebującym. Próbowała swoich sił w zakonach, gdzie czuła, że wciąż robi za mało i niespecjalnie tam pasowała: ostry charakter, nierzadko brutalne słowa, papierosy palone jeden za drugim. Kiedy w końcu odnalazła Wspólnotę, która w tamtym okresie nie istniała jeszcze w Polsce, poczuła, że o to właśnie jej chodziło. Grupa (to słowo wydaje się bardziej adekwatne niż ‘organizacja’) „Chleb Życia” powstawała we Francji, z inicjatywy osób świeckich (choć po głębokim nawróceniu), które chciały żyć we wspólnocie zbliżonej do tej pierwszych chrześcijan, pomagając tym najbardziej potrzebującym i najsłabszym. Zasada przedstawia zwięźle początki Wspólnoty, opierając się jednak głównie na mieszkańcach i pracownikach polskich domów „Chleba życia”, ich decyzji o poświęceniu się pomocy ubogim, rozmowom o codziennym życiu i wspominaniu kamieni milowych w funkcjonowaniu polskiej odnogi Wspólnoty.

Jak nie trudno się domyślić, historie o poświęceniu i głębokiej potrzebie miłości i pomocy wzruszają i dają do myślenia. Autorowi udaje się uniknąć wyciskania ze swoich czytelników łez na siłę, niebezpiecznie jednak zbliża się do tej granicy, zwłaszcza w początkowej części reportażu. Powoduje to maniera pisania, w której myśl Zasada co i rusz przenosi do następnej linijki konkluzję lub robiącą wrażenie informację, podkreślając je dodatkowo. W pierwszych kilku rozdziałach nie sprawia to negatywnego wrażenia, później zaczyna irytować aż wreszcie czytelnik może się do tego sposobu opisu przyzwyczaić i nie zwracać na niego uwagi (autor też się opamiętuje). Bo choć forma jest ważna, nie może ona przyćmić samej treści.

Nie sposób bowiem zbagatelizować ogromu pracy, silnej woli i miłości (tak!), jaki w swoje działania wkładają ludzie prowadzący domy „Chleba Życia”. Codzienność przypomina nieustającą walkę: z przeciwnościami losu i ludzkimi słabościami. Właściwie ciężko ich działania nazwać pracą, to raczej sposób na życie, wymagający całkowitego niemal poświęcenia i rezygnacji z dotychczasowego życia, nie tylko jeśli o jego standard chodzi. Ta postawa wzbudziła we mnie wzruszenie i podziw, uświadamiając mi, że sama nie potrafiłabym raczej dobrowolnie wyzbyć się dóbr materialnych i poświęcić dla osób, które tak łatwo poddają się własnym słabością, często odwdzięczając się złem i zachowując postawę wybitnie roszczeniową. Podziwiam hart ducha siostry Małgorzaty i jej towarzyszy. A przy tym, wrażenie robią wyznania Siostry dotyczące jej wiary – dużo w nich zdrowego rozsądku i dystansu do siebie. Głęboka wiara nie przeszkadza Chmielewskiej krytykować moralnej zgnilizny, błędów w Kościele, ludzkiej hipokryzji. Nie przejmuje się krytyką pod adresem własnej osoby, na przykład w związku z jej adoptowanymi (jest prawną opiekunką) dziećmi. Szanuje inne wyznania, w domach Wspólnoty nikt nikogo nie próbuje nawracać, choć modlitwy i nabożeństwa odbywają się tam niemal codziennie – udział biorą tylko chętni. Siostra Chmielewska robi swoje i sądząc z wypowiedzi jej podopiecznych oraz przytaczanych przez Zasadę faktów – naprawdę dobrze jej idzie.

Lektura „Generała w habicie” wpłynęła na mnie inspirująco, dała do myślenia i ogromnie wzruszyła. Jeśli ktoś byłby zainteresowany taką lekturą, to polecam ją zwłaszcza na okres przedświąteczny, sprzyjający refleksji nad miłością do bliźniego i pomaganiem innym ludziom, a także własnej hierarchii wartości. Interesująca może być także lektura bloga Małgorzaty Chmielewskiej, który daje obraz jej działalności i światopoglądu, zdrowego i pełnego humoru.

Tytuł: Generał w habicie
Autor: Stanisław Zasada
Wydawnictwo: Znak, 2010
Ilość stron: 224
Moja ocena: 4/6

Książkę otrzymałam od wydawnictwa Znak, za co serdecznie dziękuję.

Advertisements
  1. 18/11/2010 o 11:33 am

    Podziwiam duchownych, ktorzy do serca biora sobie chrzescijanskie nauki pomocy bliznim i spelniaja sie w tej roli. Nie kazdy to potrafi. Nawet nie kazdy, ktorego misja zyciowa jest przekazywanie milosci boskiej, umie uczynic z tego styl zycia. Ciekawa postac ta Malgorzata Chmielewska, z pewnoscia niezalezna, chocby poprzez sam fakt zachowania w mediach imienia i nazwiska, a nie wystepowania jako „siostra jakastam”. Podoba mi sie tez, ze jest w stanie odroznic chrzescijanstwo od kosciola instytucji i widzi bledy, popelniane przez kosciol i jego wady.

    • 19/11/2010 o 9:33 am

      Zgadzam się z Tobą zupełnie, dlatego była to dla mnie również mocno refleksyjna i inspirująca lektura. To taki model osoby duchownej i spojrzenia na wiarę chrześcijańską, a i wiarę w ogóle, a wreszcie po prostu podejście do drugiego człowieka, które nie tylko nie jest lansowane (przynajmniej w Polsce), ale i dość rzadkie wśród „normalnych ludzi”. Chmielewska i jej towarzysze nie oczekują wiele w zamian, o ile w ogóle można mówić o jakichkolwiek roszczeniach. To trudny styl życia, a jednak wypowiedzi ludzi pełne były takiej spokojnej, dojrzałej radości. Ci ludzie patrzą na świat trzeźwo, to nie jest wyidealizowana wizja, a jednak potrafią znaleźć w nim pełno powodów do radości. To właśnie mi się podobało i przyćmiło nie tak znów udaną formę reportażu.

  2. 18/11/2010 o 6:12 pm

    To naprawdę musi być niezwykła osoba. I nawet bloga prowadzi ;) Mnie natomiast zainteresowała, ta książka po prawej w „Teraz czytam”. No to ja teraz czekam. ;)

    • 19/11/2010 o 9:35 am

      Też mnie zainteresowała :) Bloga czasem podczytuję i zawsze jakoś pozytywniej mnie nastraja do rzeczywistości.
      A „Miasta soli” czytam i czytam, niedługo skończę, więc recenzję na dniach napiszę ;) Może nawet w weekend się uda. Ale już teraz zdradzę, że warto przeczytać ;)

      • 24/11/2010 o 4:48 pm

        Warto przeczytać książkę, czy recenzję? ;) Już zatem wpisuję do karneciku! I wypatruję szczegółów :)

      • 24/11/2010 o 5:49 pm

        Zdecydowanie książkę :)

  3. 19/11/2010 o 8:15 pm

    Lubię takie biograficzne książki, więc jak się na nią gdzieś natknę to z chęcią przeczytam :)

    • 22/11/2010 o 9:36 am

      Witam na blogu :) „Generał w habicie” nie jest może książką typowo biograficzną, opowiada bardziej historię Wspólnoty w Polsce, przedstawiając wypowiedzi różnych ludzi. Myślę jednak, że i tak może Ci się spodobać.

  4. 20/11/2010 o 10:06 am

    Witaj! Trafiłam do Ciebie poprzez „kazachski blog” :) Z przyjemnością będę zaglądać i szukać u Ciebie literackich podpowiedzi :) Pzdr Aniado
    Ps. Wygląda na to, że będziemy mogły nadal „oglądać” Kazachstan oczami Kazaszy. Ja napisał dokładnie taki sam komentarz jak Ty, gdy wpadłam przypadkowo na jej blog :)

    • 22/11/2010 o 9:59 am

      Witam ciepło na blogu, miło mi, że to mnie trafiłaś! Cieszę się też, że nadal będziemy mogły śledzić kazahstańskie życie na blogu Kazaszy, trafiłam na niego niedawno i bardzo mnie wciągnęło, autorka ma talent do opisywania swoich przeżyć.

  5. 20/11/2010 o 10:10 am

    Jestem w trakcie czytania ksiązki „Generał w habicie” i muszę przyznać – zadziwia mnie to, że Małgorzata Chmielewska została siostrą. Szczególnie, dlatego, że jej wychowanie religijne w dzieciństwie nie było zbyt „bogate”. Pozdrawiam

    • 22/11/2010 o 10:02 am

      Witam na blogu. Myślę, że fakt zostania przez Chmielewską zakonnicą jest rzeczywiście dość zaskakujący, tym bardziej więc znaczący.

  6. 22/11/2010 o 9:07 pm

    Zarówno nazwisko Siostry Chmielewskiej, jak i jej dobroczynna działalność przypomniało mi o innej niezykłej postaci, jaką był brat Albert Chmielowski (Karol Wojtyła, zanim jeszcze został papieżem, poświęcił mu jedną ze swoich sztuk teatralnych.)
    Warto o nim pamiętać:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Albert_Chmielowski

    Pozdrawiam

    • 23/11/2010 o 9:36 am

      Słyszałam o tym panu, natomiast w pierwszej chwili nie potrafiłam sobie przypomnieć żadnych konkretów na jego temat, dziękuję więc za przypomnienie. Nie jestem wielką entuzjastką biografii, ale lubię czytać o inspirujących ludziach.
      Pozdrawiam!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s