Strona główna > książki, zabawa > O tym, jak duński młynarz szukał żony…

O tym, jak duński młynarz szukał żony…

Jak już wspominałam, wyzwania literackie potrafią wciągać. Sama bardzo chętnie biorę w nich udział, a proponowane listy książek skrzętnie notuję, by z czasem zapoznać się bliżej z interesującymi mnie pozycjami. Dzięki temu nierzadko trafiam na książki, które bardzo mi się podobają, a po które pewnie bym nie sięgnęła. Łącząc wyzwanie Projekt Nobliści z Krajami Nordyckimi postanowiłam przeczytać książkę duńskiego noblisty, Karla Gjellerupa. Wybór padł na „Młyn na wzgórzu”, uznawany za jedno z jego największych dzieł.

Żona Jakuba, właściciela pięknego młyna umiera, zostawiając mu pod opieką ich małego synka oraz wymuszając na nim obietnicę dokładnego przemyślenia powtórnego ożenku. W opisie przedstawionym przez umierającą Chrystynę Jakub rozpoznaje wieloletnią znajomą, siostrę jego przyjaciela leśniczego. Nie sposób przeciwstawić się takiej prośbie, z drugiej strony mężczyzna zdaje sobie sprawę, że dobro jego i dziecka jest tylko połową prawdy. Drugą stanowi całkowicie uzasadniona niechęć młynarki do służącej we młynie Lizy. Liza, prawdziwe dziecko natury, z naturalnym wdziękiem i bez skrupułów potrafi owinąć sobie mężczyzn wokół palca. Stopniowo zaczęła przejmować obowiązki gospodyni młyna podczas choroby młynarzowej, zawracając przy okazji w głowie wszystkim pracującym tam mężczyznom, nie wyłączając właściciela. Obawy Chrystyny są uzasadnione, Liza bowiem już widzi się na miejscu umierającej i po jej śmierci zaczyna dążyć do swego celu, nie szczędząc sił i wykorzystując wszelkiego rodzaju chwyty. Jakub, rozdarty między przysięgą daną żonie a magnetyzującą siłą i urodą Lizy, miota się nie potrafiąc podjąć ostatecznej decyzji. Sprawę komplikują jego delikatne uczucia dla leśniczanki, synek, który niczym czujne zwierzątko wyczuwa zagrożenie i wreszcie jego własny parobek Jorgen, powiernik Lizy i jej wierny wielbiciel, jako jedyny wtajemniczony w plany dziewczyny. Uczuciowa przepychanka, w której siły zmieniają się z każdą chwilą, a postronne osoby mieszają się mniej lub bardziej świadomie w konflikt głównych bohaterów, nieuchronnie zmierza ku tragedii.

Tłem dla wydarzeń staje się wnętrze młyna, niepokojąc hałasem i ewentualnym niebezpieczeństwem, które wyziera z wielu kątów, gdzie wystarczy tylko chwila nieuwagi… Przeciwwagą dla górującego na wzgórzu młyna jest las, równie niepokojący choć powód niepewności różni się od tego we młynie, gdzie krzywdę człowiekowi, choćby pośrednio, ale wyrządzić może jedynie drugi człowiek. Las zdaje się być zamieszkały przez nadnaturalne moce, ludzie przysięgają, że widzieli tam duchy i zjawy, nawet znając to miejsce bohaterowie nie czują się pewnie musząc przebyć leśną drogę w godzinach wieczornych. Tylko brat Lizy, osoba poza ramami społeczeństwa nie robi sobie nic z niebezpieczeństw, będąc jednym z zagrożeń. I on jednak nie bagatelizuje mocy lasu, zgadzając się z opowieściami sąsiadów. Przede wszystkim jednak autor rozpościera przed czytelnikiem obraz Danii, a dokładniej duńskiej wyspy Falster, codziennego życia mieszkańców ukazanego w realistyczny sposób wraz z pewną dawką tradycji i folkloru.

„Młyn na wzgórzu” jest bogatą kroniką destrukcyjnych związków międzyludzkich, Gjellerup snuje swoją historię nie szczędząc szczegółów, rozwija wątki poboczne, na koniec serwuje czytelnikom natomiast skróconą wersję „Zbrodni i kary”, z dużo mniej przekonującym bohaterem. Choć niewątpliwie jest to dzieło warte uwagi, nie odnalazłam w nim czegoś, co zachęcałoby mnie do zatracenia się w czytaniu, historia nie porwała mnie, a bohaterowie męczyli. Gjellerup pokusił się wprawdzie o oddanie portretów psychologicznych swoich postaci, dodając wyrachowanej Lizie także pozytywne uczucia, dzięki którym można odczuwać do niej cień sympatii a przynajmniej jej współczuć. Jednak ciężko oprzeć się wrażeniu, że Jakub staje się człowiekiem w obliczu odwiecznej walki dobra ze złem, gdzie obie wartości uosabiane są przez kobiety, mężczyźni zaś pozostają jednostkami niezdolnymi do jasnej oceny sytuacji, bezwolnymi i kierującymi się w życiu (może poza jednym leśniczym) własnymi ambicjami. Fatalistyczna wizja, według której człowiek skazany jest na zagładę, jeśli tylko choć raz zejdzie z praworządnej ścieżki również nie do końca do mnie przemówiła. Wszechobecny pesymizm i ciemność rządząca ludzkim losem przytłaczają, a książka zamiast mnie zafascynować, końcem końców znużyła. Być może „Młyn na wzgórzu”po prostu zestarzał się jako książka, trąci myszką i stracił uniwersalność, choć na pewno wciąż jeszcze potrafi coś zaproponować współczesnemu czytelnikowi. Muszę jednak podkreślić, że wpływ na mój odbiór książki mógł mieć okres, w jakim ją czytałam, być może niesprzyjający takiej lekturze. Nie sposób bowiem nie docenić scen obrazowanych przez autora, które natychmiast stają przed oczami czytelnika i mają wymowę wręcz metafizyczną. Szalenie mi się te fragmenty podobały, nie uważam więc czasu poświęconego na lekturę za stracony. Jeśli ciekawi Was życie w tym okresie, sama Dania lub obyczajowa powieść o żądzy i zazdrości, z metafizycznym akcentem, proponuję zapoznać się bliżej z „Młynem na wzgórzu”.

Tytuł: Młyn na wzgórzu
Tytuł oryginału: Mollen
Autor: Karl Gjellerup
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie, 2002
Ilość stron: 378
Moja ocena: 4/6

Reklamy
  1. 10/11/2010 o 1:35 pm

    Czytalam kilka starych ksiazek skandynawskich i niestety niemal zawsze mialam wrazenie, ze sie nieco zestarzaly. Nie maja tej sily razenia co wspolczesnie napisane. Nie wiem, czy to wina archaicznego nieco jezyka, sposobu opisywania zjawisk, czy – moi zdaniem – czasem zbyt uproszczone tlo psychologiczne i grubymi nicmi szyty moral. Religia miala kiedys wiekszy wplyw na zachowanie ludzi niz teraz i to widac w ksiazkach, widac tez za bardzo moralizowanie autorow. Ja sie juz od takich ksiazek trzymam z daleka.

    • 12/11/2010 o 9:55 am

      Ja też będę już uważniej wybierać starsze pozycje z literatury skandynawskiej, choć opis „Młynu na wzgórzu” wydał mi się naprawdę interesujący. I w sumie książka nie jest zła, ale gdyby napisał ją pisarz bardziej współczesny (tak mi się wydaje), mogłaby być dużo głębsza, robiąca mocniejsze wrażenie. Sama nie wiem, na czym to polega, czy to kwestia pewnego uproszczenia… W tej powieści znów miałam poczucie rozciągnięcia pewnych wątków do rozmiarów całkowicie zbędnych, jak gdyby autor nie potrafił się zatrzymać. Końcówka też do mnie nie przemówiła. Niektóre fragmenty natomiast były naprawdę magiczne.

      • 12/11/2010 o 6:57 pm

        Wiesz, to poglad bardzo niepopularny, wiec za glosno go nie wyglaszam, ale porownujac literature starsza (taka sprzed XX wieku) i wspolczesna dochodze do wniosku, ze teraz pisze sie lepiej. Niemal zawsze mam wrazenie, ze dawno pisarze bardzo upraszczali warstwe psychologiczna, zbytnio moralizowali, zbyt czesto postrzegali swiat czarno-bialy albo zbyt wprost pokazywali, ze wlasnie taki nie jest. Teraz pisze sie jakby subtelniej, wiecej pozostawia sie czytelnikowi do intepretacji, stara literatura to jakby wprawka. Sa wyjatki, oczywiscie, ale nieliczne. I stara literatura jest wartosciowa z innego wzgledu niz porzadna, wiarygodna historia z wielowymiarowymi psychologicznie bohaterami.

      • 14/11/2010 o 1:16 pm

        Mam wrażenie, że w przeszłości pisarze często chcieli, żeby z ich tworczości wypływał morał, dostosowywali więc treść swoich książek pod tę przyświecającą im myśl, okrajając lub spłycając pewne wątki. Teraz autorzy głównie przedstawiają rzeczywistość (takie mam wrażenie), starają się jak najdokładniej oddać pewne sytuacje i emocje, zazwyczaj bez oceniania i wykładania czytelnikowi, co powinien o tym myśleć. Więc zgadzam się z Tobą :) Nie wiem, czy nazwałabym nową literaturę lepszą, ale na pewno bardziej mi pasującą.

  2. 11/11/2010 o 12:07 am

    Podoba mi się Twoja faza na skandynawską lit dzięki temu wiem, co wypożyczyc w ciemno :) „Młyn na wzgórzu” nie wiem dlaczego, sugeruje się tylko twoją recenzją, jakoś tak mi naszych rodzimych „Chłopów” przypomina, może otoczenie i Liza, duńska Maryna?

    • 12/11/2010 o 9:59 am

      Raczej duńska Jagna :) Ale masz rację, coś w tym porównaniu jest, nawet sam styl i język chwilami „Chłopów” przypomina, choć generalnie są to jednak zupełnie inne powieści, także jeśli o narrację chodzi. Cieszę się, że moje recenzje Ci się przydają. Z literatury skandynawskiej mam jeszcze trzy zaległe książki do zrecenzowania i czytam teraz ostatnią, potrzebną mi do ukończenia wyzwania Kraje Nordyckie, potem chyba zrobię sobie przerwę z literaturą z tej części świata :)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s