Strona główna > książki > Po drugiej stronie torów

Po drugiej stronie torów

„Lecą wieloryby” to pierwsza książka Aleksandra Kościówa, jaką miałam okazję przeczytać i mam nadzieję, że z czasem przeczytam też dwie poprzednie, bo lektura pokazała mi autora jako pisarza panującego nad słowami, ich melodią i obrazami, które wywołują. Nie zdziwiła mnie informacja, że Kościów jest kompozytorem i wykładowcą w warszawskiej Akademii Muzycznej. Nie tylko muzyczność samego języka wpłynęła na to skojarzenie. Treść książki jest bowiem bardzo filmowa i czytając wręcz słyszałam w tle muzykę, nie trudno wyobrazić sobie cały soundtrack ilustrujący książkę. I to podobało mi się w „Lecą wieloryby” chyba najbardziej.

Fabuła książki nie należy może do najoryginalniejszych, zwłaszcza dla wielbiciela gatunku fantasy. Pełno jest książek (i nie tylko książek, komiksów na ten temat powstało pewnie jeszcze więcej), gdzie główny bohater (lub bohaterka) z tego czy z innego powodu trafia do innego świata, równoległego lub absolutnie oderwanego od znanej nam rzeczywistości, skąd następnie próbuje się wydostać, a za cel przyświeca mu misja do wykonania, tęsknota za ukochaną osobą lub zwyczajnie za domem. Nierzadko po drodze udaje mu się namieszać w lokalnej społeczności, zazwyczaj zbiera się także wokół niego grupka przyjaciół lub chociaż jeden przedstawiciel płci przeciwnej, aby dodać rumieńców całej akcji. Daleko nie szukając na podobnych schemacie oparte było choćby „Nigdziebądź” Gaimana. Kościów sprawnie wykorzystał ten motyw, wplatając go w historię Jona i Mai, którzy poznali się jako dzieci i od zawsze byli razem. W trakcie trwania głównej fabuły książki mają po dwadzieścia kilka lat i studiują w różnych miastach, co według ich założeń ma pogimnastykować „mięśnie uczucia”. I rzeczywiście, Jon opiera się różnym pokusom, niewiele zresztą jest w stanie zagrozić jego związkowi, który traktuje jako pewnik i wartość absolutnie stałą w swoim życiu. Natrafia jednak na dziewczynę zdeterminowaną, by dopisać Jona do swojej listy podbojów i choć ciężko uznać, że jej się to do końca udało, to jednak chwilę później Jon gnany poczuciem winy jedzie pociągiem do miasta ukochanej, aby wyjaśnić sprawę. Z paczką bez i bukietem kwiatów pędzi błagać o wybaczenie, pakując się pod koła samochodu. Po odzyskaniu świadomości ze zdziwieniem stwierdza, że oto znalazł się w Peronii, dziwnym świecie, gdzie jak okiem sięgnąć wszędzie znajdują się tory, a głównym zajęciem ludzi jest łapanie „poszynów”, samotnych pociągów pędzących nie wiadomo skąd i dokąd. Zanim Jon na dobre przyzwyczai się do nowych realiów, został wplątany w ciąg tajemniczych wydarzeń, które nie tylko przypomniały mu o tym, gdzie powinien zmierzać i co, czy raczej kto, jest jego celem na końcu drogi, a przy okazji wprowadził sporo zamieszania nie tylko na Peronii, ale i innych zakątkach tajemniczego świata. Zakończenie, choć pewne aspekty są przewidywalne i oczywiste, zdawałoby się, od początku niezwykłej przygody Jona, ma jednak zaskakujący potencjał i rozwiązanie nie tyle słodko-gorzkie, jak czytałam w kilku recenzjach, ale przerażające moim zdaniem. Jeśli wierzyć słowom Jona, rozpościerająca się przed bohaterem pustka wypełniona tęsknotą i wiecznym zawieszeniem wydaje mi się być niczym lepki marazm, zabierająca oddech wata, w której egzystencja szybko doprowadziłaby mnie do utraty zmysłów.

Jeśli oczywiście wierzyć słowom Jona. Mój największy problem podczas czytania polegał bowiem na tym, że nie potrafiłam uwierzyć bohaterom w to, co mówili o swoich uczuciach, najgorzej przychodziło mi to z… miłością między Jonem a Mają. Rozumiem, że byli ze sobą już bardzo długo, że uczucie między nimi przerodziło się w stałą, coś pewnego i niewzruszonego, nie potrafię jednak uwierzyć w miłość między dwojgiem dwudziestolatków niemal całkiem wyzbytą z jakiejkolwiek spontaniczności, czy zwyczajnie okazywania sobie uczuć. Owszem, Jon może po prostu nie dzielić się z czytelnikiem swoimi emocjami na tyle, by rozprawiać o swoim długoletnim związku, jednak o Mai nie dowiadujemy się właściwie niczego, poza tym, że uwielbiała bezy. Człowiek, który kocha i który tę miłość traktuje jako swój talizman i drogowskaz, mówiłby cokolwiek o tej osobie, tak mi się wydaje, wspominał ja konkretniej… Jako że mowa o uczuciach, taką chemię między bohaterami też można czuć bądź nie i ja jej dostrzegałam między Jonem a Mają, choć zazwyczaj jestem wrażliwa na takie wątki. Więcej w tym było przyzwyczajenia, niewzruszonej pewności i później poczucia winy, niż głębokiego uczucia (oczywiście w moim sposobie pojmowania go), co potem potwierdziły kolejne wydarzenia, zmierzając do finału.

Kościów pisze bardzo obrazowym językiem, radzi sobie zarówno z akcją jak i refleksjami i opisem uczuć bohaterów (stąd podejrzewam, że moje domysły dotyczące związku Jona i Mai nie są całkowicie przypadkowe i bezsensowne). Peronia i cały świat „po tamtej stronie” to miejsca pełne wyobraźni, gdzie autor symbolicznie odbija w krzywym różne kwestie dotyczące naszej rzeczywistości. Mnie jednak bardziej przypadły do gustu fragmenty dziejące się w naszym świecie, gdzie autor naprawdę wspaniale opisywał emocje bohaterów, używając subtelnych i niezwykle celnych metafor. Część „fantastyczna” była jak najbardziej udana, choć nie zaskakiwała oryginalnością. Niemniej jednak „Lecą wieloryby” czytało się bardzo przyjemnie i niektóre obrazy zawarte w powieści wciąż towarzyszą mi po skończeniu lektury.

Tytuł: Lecą wieloryby
Autor: Aleksander Kościów
Wydawnictwo: Znak, 2010
Ilość stron: 264
Moja ocena: 4+/6

Książkę otrzymałam do recenzji dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak, za co bardzo dziękuję!

Reklamy
  1. 26/10/2010 o 7:27 am

    Chyba masz rację, że między Jonem a Mają było przywiązanie, przyzwyczajenie, może i nieco nudne poczucie: „my przecież do siebie należymy”. Natomiast mam wrażenie, że faza namiętności i fascynacji zupełnie ich ominęła. A przecież to ona jest wstępem do dojrzałej miłości. Chyba zabrakło tych przysłowiowych „motylków w brzuchu” w opisie ich związku, wtedy może byłby on bardziej autentyczny.
    Zgadzam się, że muzykalność autora dawała się wyczuć w powieści.
    :)

    • 26/10/2010 o 8:24 am

      Miło mi bardzo, że mamy podobne zdanie, to samo odczułam czytając Twoją recenzję. Dla mnie zaskakujące było, że Jon (dwudziestokilkuletni chłopak przecież, nie poważny pan po czterdziestce, choć w sumie wiek nie musi grać tu najważniejszej roli) w żaden sposób nie ekscytuje się swoją dziewczyną. Nawet stawiając ją sobie za cel i to, co przyciąga go z powrotem do naszego świata, nie wspomina jej, nie tęskni za jej cechami, zachowaniami, czy nawet wyglądem. Dlatego Maja stała się dla mnie raczej personifikacją tej stałości, pewności pewnego schematu życia, do której człowiek może się niebezpiecznie przyzwyczaić i brać ją za oczywistość, podczas gdy na przyszłość nie ma się 100% gwarancji.

  2. 26/10/2010 o 7:02 pm

    z „muzy” do „znaku”, awans?

    • 27/10/2010 o 8:20 am

      Czy awans nie potrafię ocenić, bo nie mam jakiejś hierarchii wydawnictw ułożonych (no, oczywiście kilka oceniam wyżej od pozostałych), ale na pewno książka na przenosinach nie straciła – wydawnie jest bardzo estetyczne i bez błędów.

  3. 26/10/2010 o 7:08 pm

    Poruszył mnie mocno tytuł tej książki, trudno mi powiedzieć dlaczego… Chyba jej poszukam. Świetny post, czytało mi się wyśmienicie :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    • 27/10/2010 o 8:25 am

      Dziękuję za miłe słowa. Mnie też tytuł bardzo się podoba, bo raz – te wieloryby! Po drugie, tytułowy obraz to jeden z tych najpiękniejszych w książce, czysta magia. Książkę polecam, mogła być wprawdzie jeszcze lepsza w moim odczuciu, ale i tak warto. Pozdrawiam! :)

  4. nutta
    27/10/2010 o 9:11 pm

    Bardzo dobra recenzja:)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s