Strona główna > książki, zabawa > Norweskie lato i zima

Norweskie lato i zima

Skandynawia to jedna z krain zajmujących szczególne miejsce w moim sercu, choć nigdy tam nie byłam – jak i na pozostałych obszarach szczególnie oddziałujących na moją wyobraźnię. Do niedawna Skandynawia przegrywała właściwie tylko z Japonią, po drodze jednak zainteresowałam się wieloma krajami Dalekiego Wschodu i moja fascynacja Bliskim Wschodem rozrosła się do rozmiarów zaskakujących mnie samą. Północne kraje nie zostały jednak przeze mnie zapomniane, a wśród nich zawsze najbliższa mi była Norwegia. Utożsamiałam ją z tym, co w Skandynawii najmocniej mnie pociąga – obłędna przyroda, wielkie przestrzenie, fiordy, miasta o wyglądzie i charakterze małych miasteczek. Mroźne zimy i upalne lata o nieruchomym powietrzu znane mi z kart książek. I choć zdaję sobie sprawę, że Norwegia jak i każde inne państwo zaliczane w poczet krajów skandynawskich to nie tylko ten pocztówkowy widoczek, poza który staram się wyjść dzięki książkom, to jednak mam świadomość, że w pełni zrozumiem to wreszcie się tam w przyszłości wybierając. Póki co jako środek transportu muszą wystarczyć mi książki, dlatego z entuzjazmem zgłosiłam się do udziału w wyzwaniu Kraje nordyckie. Pierwszą książką, jaką w jego ramach przeczytałam było „Kradnąc konie” Pera Pettersona i był to strzał w dziesiątkę – idealna inauguracja skandynawskiego czytania.

Fabuła toczy się w Norwegii, w dwóch płaszczyznach czasowych. Trond w wieku sześćdziesięciu lat zamieszkuje w norweskich lasach. Wprawdzie jego nowy dom znajduje się nieopodal wsi, jednak blisko mu do pustkowia. Mężczyzna dobrowolnie i świadomie wybiera samotność, marzy o spokojnej egzystencji z samym sobą, chwilami jedynie tęskni za rodziną, o czym uświadamia sobie dopiero w momencie, kiedy rodzina sama o sobie przypomni. Jest mroźna zima, utrudniająca egzystencję śnieżycami i problemem ogrzewania, Trond jednak znajduje przyjemność w samodzielnym radzeniu sobie, starając się wykorzystać każdą chwilę i zapełnić ją wartościowym zajęciem. Ironicznym zrządzeniem losu okazuje się jednak, że jego jedyny bliski sąsiad jest jego dawnym znajomym z czasów, gdy wraz z ojcem spędzali lato w norweskich lasach. Wspomnienia Tronda przenoszą czytelnika w upalne lato, gdzie bohater ze swoim najlepszym przyjacielem, czy raczej osobą powoli się nim stającą, idzie kraść konie. Pada umówione hasło i Trond błyskawicznie jest gotów do wymarszu, przemierzają uśpiony jeszcze las w kierunku pastwiska najbogatszego człowieka w okolicy. Wydarzenie to, pozornie błahe, bo nie zmierzające do prawdziwej kradzieży, stanowi punkt wyjścia do całej lawiny zdarzeń, która powoli, czasem jak gdyby mimochodem, zmienia i kształtuje życie i postać Tronda. Piętnastoletni chłopak poznaje smak wolności, znaczenie przyjaźni i odwieczną prawdę o tym, że niełatwo jest poznać drugiego człowieka i nawet bliska nam osoba posiada swoje tajemnice i życie, choćby wewnętrzne, o którym możemy nie mieć bladego pojęcia. Trond poznaje wycinek prawdy o swoim ojcu, przechodząc całą gamę uczuć względem niego, aż uczy się, że nie znając całości historii ryzykownie jest oceniać drugiego człowieka. „Kradnąc konie” to opowieść o dojrzewaniu i podejmowaniu cichych, acz niezwykle ważnych decyzji określających nie tylko przyszłe wydarzenia, ale i kształtowanie się własnego charakteru. Bez moralizatorstwa i silenia się na sentencjonalność, Petterson wkłada w usta swoich bohaterów wiele celnych uwag na temat życia, niekiedy dość niewygodnych, bo wymagających wysiłku i braku użalania się nad sobą.

Spotkałam się z wieloma słowami krytyki odnośnie stylu Pettersona w tej powieści, o akcji, w której nic się nie dzieje i braku emocji. Ja odebrałam „Kradnąc konie” zupełnie inaczej. Owszem, narracja jest niespieszna, refleksyjna i nastawiona na odmalowanie tła dziejących się wydarzeń, zyskując dzięki temu impresjonistyczne walory. Każdą stronę przewracałam z prawdziwą przyjemnością, delektując się stylem, dla mnie była to jedna z książek, które czyta się nie tylko dla zajmującej fabuły, ale dla samej przyjemności czytania. Petterson potrafi niezwykle sugestywnie opisać lasy i inne miejsca, w których znajdują się bohaterowie, dokładnie widziałam chatę Tronda i jego ojca, a potem zaśnieżony domek w oddaleniu od innych ludzkich siedzib. Sposób opisu uczuć emocji, których w książce pełno, odpowiadał mojej wrażliwości i przeżywałam niepewność i emocje targające bohaterami. Prawdą jest jednak, że Petterson nie pisze o tym wprost, niekiedy wyczytać je można tylko z wydarzeń, w których bohaterowie biorą udział, co nie każdemu może pasować (piszę to absolutnie bez jakiegokolwiek wartościowania). Do mnie styl Pettersona przemówił i odnalazłam się w nim bez problemu, fundując sobie tym samym przyjemne godziny spędzone na lekturze. „Kradnąc konie” ma w sobie atmosferę mojej wymarzonej Norwegii, jest sprawnie skonstruowaną powieścią o przemijaniu i czasie w ogóle, refleksyjną historią o akceptacji siebie i świata. I choć może pozostawić niedosyt, bo czytelnik wciąż jest na etapie, kiedy życie i przeznaczenie nagina dla własnych potrzeb, to przynosi wiele czytelniczej satysfakcji. Polecam gorąco.

Tytuł: Kradnąc konie
Tytuł oryginału: Ut og stjœle hester
Autor: Per Petterson
Wydawnictwo: WAB, 2008
Ilość stron: 284
Moja ocena: 5/6

Advertisements
  1. 16/10/2010 o 1:57 pm

    Brzmi ciekawie! Ja z literatury norweskiej znam lepiej chyba tylko Christensena, chetnie bym poszerzyla ten krag. A Norwegie odebralam dokladnie tak jak piszesz… Jedyne co mnie zawiodlo to kuchnia… Ale wszechobecny losos lagodzil i ten bol ;)

    • 16/10/2010 o 10:44 pm

      Ja Christensena jeszcze nie znam, ale słyszałam same pozytywne opinie, więc z chęcią zmienię ten stan rzeczy. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się skonfrontować moje wyobrażenie Norwegii z rzeczywistością, cieszy mnie to, co napisałaś, że Twoje wrażenia nie były odległe od tego, co powstało w mojej wyobraźni :) Na kuchnię jakoś się nie nastawiam, nawet nie wiem, czego by się spodziewać. No, chyba że łososia właśnie, którego lubię i śledzi, których nie jadam :)

  2. mag
    16/10/2010 o 10:59 pm

    Ostrzę sobie ząbki na tę książkę. Czytałąm „Przez rzekę ” tego autora i pamiętam,że był dobry czas spędzony z książką. Gorąco polecam

    • 18/10/2010 o 9:46 am

      Dziękuję za polecankę, choć przyznam, że pozostałe książki Pettersona nie zaciekawiły mnie po przeczytaniu ich opisów i recenzji. Obawiam się troche popsucia sobie dobrego zdania o autorze… Choć z drugiej strony, może się kiedyś skuszę, żeby mieć szersze zdanie, nie oparte jedynie na jednej pozycji. „Kradnąc konie” polecam raz jeszcze!

  3. nutta
    17/10/2010 o 2:21 pm

    Mam na półce. Czytałam entuzjastyczne recenzje, ale też i diametralnie różne. Pewnie trzeba się samej przekonać. Może mi się spodobać, bo niespieszna fabuła nie jest mi straszna.
    Pozdrawiam niedzielnie:)

    • 18/10/2010 o 9:49 am

      Ja też czytałam negatywne opinie i muszę przyznać, że z wieloma rzeczami w nich zawartymi musiałam się zgodzić. Tyle tylko, że dla mnie niekoniecznie były one negatywne, a czasem nawet własnie one mi się podobały. Kwestia gustu :) Mam nadzieję, że Ci się spodoba, tym bardziej, skoro już masz książkę na półce. Pozdrawiam poniedziałkowo, dziś pracy już zdecydowanie więcej i pewnie tendencja wzrostowa się utrzyma…

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s