Strona główna > książki > Japonka w Ameryce

Japonka w Ameryce

Po udanej lekturze „Klubu Radości i Szczęścia” Amy Tan, opowiadającej o zderzeniu kultury chińskiej z amerykańską, w bibliotece wpadła mi w oko pozycja traktująca o zbliżonym temacie autorstwa Etsu Inagaki Sugimoto. Tym razem czytelnik ma szansę przyjrzeć się zderzeniu rzeczywistości amerykańskiej z japońską, na początku XX wieku. Wcześniej jednak zapozna się z życiem w Japonii u schyłku XIX wieku, tuż po upadku szogunatu, gdy Japonia „zrezygnowała” ze stanowiska samurajów i otworzyła granice nie tylko na handel, ale i wpływy innych kultur.

Etsu, zwana przez rodzinę w sposób typowy raczej dla chłopców Etsu-bo, przyszła na świat w 1876 w rodzinie samuraja, który choć stracił swoją pozycję i zubożał, wciąż kultywował tradycje i zwyczaje typowe dla tej grupy społecznej. Autorka dorastała w otoczeniu nauk, wierzeń i obyczajów głęboko zakorzenionych w narodzie japońskim, żywych tym bardziej w odległości od wielkich miast, jako że Etsu dzieciństwo spędziła w rodowej siedzibie w prowincji Echigo. Wspominając dzieciństwo autorka nie pozwala sobie na przesadną ckliwość i choć ze stron wyłania się obraz szczęśliwego życia w kochającej rodzinie, Sugimoto nie pomija wydarzeń przykrych lub budzących kontrowersje w jej młodym umyśle. Przedstawia swego ojca-samuraja jako człowieka niezwykle wymagającego i oddanego honorowi, ale także otwartego na nowe doświadczenia i zwyczaje napływające go Kraju Kwitnącej Wiśni zza dotąd zamkniętych granic. Sugimoto oddaje swoją książką hołd przemijającej Japonii, świetności i zwyczajom samurajów. Nie ocenia nowego porządku, nie sili się na opiniotwórcze konkluzje. Przedstawia natomiast ludzi ze swojego otoczenia odnajdujących się lub nie w nowej rzeczywistości, pozwalając czytelnikowi na wyciągnięcie własnych wniosków i wybranie z obu sposobów życia jak najwięcej pozytywnych czynników i postaw. Te proste opisy wzruszają portretami ludzi o wyrazistych charakterach i nietuzinkowych biografiach.

Mała Etsu miała zostać kapłanką, w wyniku splotu okoliczności została jednak wysłana do Ameryki, gdzie została żoną japońskiego handlarza. Swoje przeznaczenie, jak na córkę samuraja przystało, zaakceptowała i zrobiła wszystko, by odnaleźć się w nowej, zaskakująco dla niej odmiennej rzeczywistości. Pozostając Japonką wychowaną w ideale systemu feudalnego z zaskakującą spostrzegawczością opisuje swoje nowe życie, szybko nawiązuje przyjaźnie i z niezwykłą wręcz subtelnością opisuje różnice między swymi dwiema ojczyznami, unikając krytyki i delikatnie przemycając swoją ocenę między wierszami. Nie wynika to jednak z wyrachowana, bo Sugimoto skupia się przede wszystkim na samym pojęciu różnic kulturowych – tak jak ją zaskakuje i dziwi okazywanie sobie uczuć przez aktorów w teatrze, tak jej amerykańskich znajomych zastanawiają typowo japońskie zwyczaje, których Etsu się nie wyrzeka. Autorka podkreśla, że ludzie są tacy sami w każdym zakątku świata, a kultura i zwyczaje w głównej mierze opierają się na przyzwyczajeniach i kwestią czasu pozostaje, kiedy dwa narody poznają się na tyle, by w pełni akceptować własną odmienność.

„Córka samuraja” zachwyciła mnie i głęboko poruszyła. Na pierwszy rzut oka są to po prostu dość krótkie fragmenty wspomnień, prosto napisana autobiografia kobiety o ciekawej biografii. Teksty te ukazywały się początkowo w amerykańskim magazynie, co w dużej mierze tłumaczy ich formę. Uważna lektura pozwala docenić niezwykłe wręcz bogactwo tej prozy, poetyckość połączoną z rzeczowym opisem tradycji, porównanie dwóch kultur, z których każda stała się ojczyzną Etsu. To także piękna opowieść o wychowaniu, ideałach i ich miejscu w życiu człowieka, końcu pewnej epoki i początku nowej rzeczywistości, w której wciąż znajduje się miejsce dla tradycyjnych wartości, jeśli tylko obie strony wykażą minimum dobrej woli. Głęboko zapadł mi w pamięć fragment, w którym mowa jest o pogrzebie członka rodziny Etsu, która przyjęła chrześcijaństwo (nie pisze o tym wiele, jako że generalnie stroni od opisywania osobistych uczuć, zwłaszcza wprost), bez zastanowienia jednak decyduje się na wyprawienie tradycyjnego japońskiego pogrzebu w obrządku szintoistycznym. Konfrontując wątpliwości chrześcijańskich przyjaciół stwierdza, że gdyby ona sama umarła w dzień po przyjęciu nowej religii, jej matka dołożyłaby wszelkich starań, by została pochowana zgodnie ze swoimi nowymi zasadami, nie pomijając najdrobniejszego szczegółu. I właśnie nawet nie tolerancja, ale całkowita akceptacja odmienności, otwartość na nowe i nieznane przy jednoczesnej wierności własnym zasadom i przekonaniom poruszyła mnie do głębi, wzruszyła i zachwyciła. Bardzo chciałabym mieć tę książkę we własnej biblioteczce. Polecam gorąco każdemu, nie tylko wielbicielom japońskiej kultury i historii, choć dla nich „Córka samuraja” będzie podwójną gratką.

Tytuł: Córka Samuraja
Tytuł oryginału: A Daughetr of the Samurai / Bushi-no musume
Autor: Etsu Inagaki Sugimoto
Wydawnictwo: Diamond Books, 2006
Ilość stron: 280
Moja ocena: 5+/6

Reklamy
  1. 14/10/2010 o 7:29 am

    Mandżurio przypomniało mi to książkę Ostatnia konkubina, która nie ma wątków biograficznych ale jest równie ciekawa i kolorowa, pomimo ckliwego tematu romantycznej miłości. Jednak fakt, że można z niej dowiedzieć się dużo o zwyczajach shogunów i japońskich zwyczajach w ogóle (szczególnie tych wojskowych, w obliczu wojny i śmierci) czyni książkę ciekawszą. Pisałam troszkę o niej na blogu i jeśli miałabyś chęć zajrzeć, to tu jest link http://moni-libri.blogspot.com/2009/11/japonska-wersja-przemineo-z-wiatrem.html

    Miłego dnia:)

    • 14/10/2010 o 8:21 am

      Moni, dziękuję, że przypomniałaś mi o tej książce! Upolowałam ją (już będzie kilka lat temu!) na Allegro, ale wciąż leży na mojej półce, przysłonieta innymi tomami… Odkąd ją kupiłam z przyjemnością czekam na moment przeczytania, czuję, że mi się spodoba. Nawet ckliwy wątek miłosny mnie nie przeraża, jeśli tylko nie przekroczy pewnej granicy może mi się również podobać, moja wytrzymałość w tym względzie ma dość szerokie granice ;) Dzięki za link do recenzji, zaraz przeczytam! Ja ze swojej strony z czystym sumieniem polecam „Córkę samuraja”, uważam ją za książkę niemal doskonałą.

  2. 14/10/2010 o 10:41 am

    Już sobie zamówiłam w bibliotece – pzeczytam z przyjemnoscią, bo muszę przyznać, ze z Japonią i kulturą orientalną mam problem, są mi kompletnie obce, nie poruszają mnie i mimo obejrzanych kilku (kilkunastu?) wysmakowanych plastycznie filmów i przecztaniu X książek, nie mogę się tej podszytej niechęcią obojętności wyzbyć. A chciałabym, bo to przebogata, pasjonująca kultura, patrząc obiektywnie. Moze po prostu trzeba tam pojechać, żeby zrozumieć i zaakceptować?:)

    • 14/10/2010 o 10:49 am

      W takim razie mam nadzieję, że ta książka „pomoże” :) Ja kulturą Japonii jestem zainteresowana od dziecka, kiedy to pragnęłam mieć kimono i wachlarz z kwiatem wiśni – taki jak dziewczynka w mojej ukochanej książeczce z ilustracjami z tamtych czasów. Potem oczywiście zainteresowanie rozwijało się w różne kierunki, słabło i nasilało się do olbrzymich rozmarów, ale zawsze mi towarzyszyło… Może powinnaś spróbować na początek czytania lub oglądania tych bardziej „popularnych” pozycji i potem przejść do tych „artystycznych”? Myślę, że ta książka może Ci się spodobać mimo obojętności na kraj i kulturę, są w niej wartości uniwersalne i wierzę, że potrafiłaby poruszyć nawet anty-japonistów :) Jeśli przeczytasz – koniecznie napisz, co o niej myślisz!

  3. 15/10/2010 o 10:26 am

    Ciekawa ksiazka, nie slyszalam o niej nigdy. Mam inna dotyczaca takze styku kultur, ale z czasow powojennych. Japonczycy w USA poddani byli strasznej amerykanizacji, obozy przejsciowe dla imigrantow byly dla wielu rodzin i jednostek traumatyczne, wiele osoby zmuszonych bylo (ech, ta „cudowna” polityka imigracyjna Amerykanow…) wyzbyc sie szczatkow swojej kultury. Ksiazka, ktora posiadam, to „Turning Japanese”, autorem jest David Mura, ktory odkrywa swoje japonskie korzenie – ale przyznam, ze stoi na polce jeszcze nieprzeczytana.

    • 15/10/2010 o 10:54 am

      Jeśli będziesz miała okazję ją przeczytać, nie wahaj się! Tutaj jednak Japończycy w Ameryce są traktowani dobrze, a przynajmniej takie traktowanie spotyka autorkę, żonę dobrze sytuowanego kupca. Nie czułam też także amerykanizacji (może jeszcze nie prowadzono tej polityki, a może autorka była tam za krótko), jej zdobywanie wiedzy o Ameryce wynika raczej z ciekawości świata. Myślę, że z czasem było coraz gorzej, a już obozy przejściowe dopełniły obrazu tej polityki… Książka, o której wspominasz wydaje się być bardzo ciekawa i jak tylko ją (kiedyś) przeczytasz, koniecznie skomentuj w choć kilku zdaniach!
      A przy okazji od dwóch dni się cieszę – brytyjski Amazon wysyła książki do Polski za darmo! Oczywiście trzeba kupić książki za odpowiednio wysoką cenę, ale to chyba jest ok. 120zł, co raz na jakiś czas można wydać, a biorąc pod uwagę, ile tam jest cudowności, z wyborem nie byłoby problemu… Oferta dotyczy wprawdzie produktów wyłącznie „amazonowych”, co jeszcze nie wiem, co do końca oznacza (używane książki się nie liczą? Są tak wspaniale tanie!), no i póki co nie mam jak płacić, bo nie akceptują przelewu. Ale coś wymyślę :)

  4. 15/10/2010 o 11:46 am

    Na pewno skomentuje, a raczej zrecenzuje „moja” ksiazke. A „Twojej” tez poszukam.
    Tak, to znaczy, ze uzywane sie nie licza, bo pochodza od prywatnych sprzedawcow. Takze w obrebie UK placi sie stala oplate £2.75 za przesylke uzywanych (albo nowych, ale nie amazonowych) ksiazek, co i tak czesto sie oplaca, bo zdarzalo mi sie nie raz kupic ksiazke doslownie za pensa, a doliczywszy koszty przesylki wychodzilo zaledwie £2.76 – super okazja!
    A nie masz karty platniczej, ktora moglabys placic? Karty debetowe wydawane przez polskie banki powinny byc uznawane. A jesli nie, to mozna chyba bez problemu dostac karte kredytowa? Przelewow sie tutaj wlasciwie w ogole nie uzywa poza placeniem rachunkow na zasadzie „direct debit”, czyli automatycznych, comiesiecznych platnosci, ktore ustala sie raz i ma sie z glowy. Nawet czeki wychodza wlasciwie z uzycia, juz malo kto je przyjmuje w duzych miastach, choc na prowincji wciaz jeszcze funkcjonuja.

    • 15/10/2010 o 12:08 pm

      Ale za przesyłkę używanych książek płaci się raz £2.75, czy za każdą książkę osobno?
      Nie mam jeszcze takiej karty płatniczej. Mój bank (mbank) kilka razy mi taką proponował, ale do tej pory odmawiałam, bo zwyczajnie nie była mi do niczego potrzebna, a trzeba za nią uiszczać jakąś tam opłatę (za zwykłą bankomatową w tym banku nie trzeba). Teraz jednak muszę sprawę przemyśleć raz jeszcze :) Czy posługiwanie się taką kartą do internetowych zakupów jest proste?

  5. 15/10/2010 o 12:49 pm

    Brzmi smakowicie, ta recenzja. Wrzuciłam książkę do schowka. Japonia jest na tyle odległą od naszej kultury, że jest źródłem nieustających przyjemności odkrywania czegoś nowego.

    • 15/10/2010 o 2:59 pm

      Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz przy czytaniu. Japonia fascynuje mnie od lat, staram się sporo czytać o Japonii oraz książek japońskich pisarzy (choć ostatnio niestety jest tego zdecydowanie mniej, kiedy patrzę na listę przeczytanych przez siebie książek), a jednak każda pozycja potrafi mnie zaskoczyć. Zresztą, pomijając wciąż mocno niekompletną wiedzę, nawet punkt widzenia potrafi wnieść sporo nowego. Pozdrawiam!

  6. 15/10/2010 o 2:49 pm

    Niestety za kazda ksiazke placi sie £2.75, nawet jak kupuje sie kilka ksiazek od tego samego sprzedawcy. Mysle, ze w ten sposob dostaja czesc kosztow ksiazki, bo czasem za pensy mozna kupic nowiutkie pozycje (a oplata pocztowa standardowa jest nizsza generalnie).

    To jest niesamowite, ze polskie banki kaza sobie placic za posiadanie karty! Mozesz placic zwykla bankomatowa (debit card), ja z reguly place wlasnie zwykla karta. Robienie zakupow za jej pomoca jest banalnie proste, a w Amazonie dodatkowo detale karty sa zapisane w systemie (bezpiecznie), tak ze nie trzeba ich wpisywac za kazdym razem. Ja za wszystko tak place: bilety do kin, teatrow, ksiazki, czasem kosmetyki zamawiam przez internet, plyty muzyczne, place council tax (podatek gminny, ktorego nie ustawilam automatycznie), kupuje bilety lotnicze itp.

    A z ksiegarni internetowych Padma np. zawsze korzysta z Book Depository, oni juz od dawna wysylaja ksiazki do Polski za darmo.

  7. 15/10/2010 o 3:03 pm

    Powiem Ci szczerze, że już się pogubiłam, jeśli o te karty i banki chodzi. Nigdy nie czułam się pewnie w tym temacie… Może inne banki nie wymagają tych opłat, tylko ten mój? To internetowy bank, gdzie prowadzenie konta jest darmowe i może dorabiają sobie kartami kredytowymi? Za kartę do bankomatu nie muszę nic płacić. Tylko obawiam się, że nie da się nią kupować nic za granicą (ani w ogóle przez internet, tak jest z biletami lotniczymi np). Może jutro przejdę się do ich punktu informacyjnego i dopytam się o wszystko. Być może jak się już ma u nich konto, to te opłaty są niewielkie lub ich nie ma? Nie wiem, wiem tyle, że już zupełnie się pogubiłam ;)
    Do Book Depository na pewno zajrzę, dziękuję za wiadomość!

  8. 16/10/2010 o 11:27 am

    Mam tę książkę, więc na pewno przeczytam (pewnie później, niż wcześniej, bo w pierwszej kolejności zawsze książki z bibliotek^^”). Tym bardziej się cieszę, że „Córka Samuraja” spodobała Ci się i ją polecasz xD Dziękuję za recenzję!

    Pozdrawiam serdecznie^^

    • 16/10/2010 o 10:36 pm

      Myślę, że książka Ci się spodoba! Sama też bardzo chciałabym ją mieć, ale nie widziałam w żadnej księgarni ani antykwariacie. Muszę zapolować na nią na allegro, może tam się uda :)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s