Strona główna > książki > Konflikt pokoleń z chińską nutą

Konflikt pokoleń z chińską nutą

Relacja pomiędzy córką i matką to jeden z wdzięczniejszych, choć pewnie także trudnych do uchwycenia i szczerego sportretowania wątków w literaturze. Mam do niego słabość i zawsze stanowi on dla mnie ważny element powieści, choć z reguły autorzy nie stronią od pokazania mrocznej strony tego związku, w realistyczny sposób oddając konflikt pomiędzy miłością, a częstymi żalami, zawiedzionymi nadziejami, brakiem zrozumienia i różniącymi się oczekiwaniami. Nie inaczej jest w powieści „Klub radości i szczęścia” Amy Tan, gdzie do odwiecznego i uniwersalnego wątku nici łączącej córkę z matką, dochodzi jeszcze konflikt typowo emigrancki, gdzie pokolenie dzieci od urodzenia wyrasta w nowej ojczyźnie przyjmując jej nowe zasady, rodzice natomiast wciąż zdają się tkwić jedną nogą w poprzedniej rzeczywistości.

Cztery chińskie kobiety mieszkające na stałe w USA spotykają się co tydzień na partyjce madżonga i plotkach, tworząc w ten sposób swój Klub Radości i Szczęścia, tradycję zapoczątkowaną przez jedną z nich jeszcze w Chinach. Po śmierci założycielki, wszyscy oczekują, że to jej córka zajmie miejsce przy kwadratowym stole. Przy pierwszej już grze okazuje się jednak, jak niewiele córka wie o zwyczajach matki, a co więcej, jak mało znała tę kobietę. Spotkanie to staje się punktem wyjścia do rozważań, w których trzy matki i cztery córki wspominają przeszłość, analizują swoje życie, jak gdyby pragnęły wytłumaczyć się sobie nawzajem i znaleźć zrozumienie. Różnice kulturowe i pozornie całkowicie odmienny bagaż doświadczeń utrudnia komunikację w większym jeszcze stopniu, niż subtelne różnice wynikające z dwujęzyczności młodszego pokolenia i ograniczonej umiejętności posługiwania się angielskim przez matki.

Matki młodszych bohaterek pochodzą z różnych rejonów Chin, ich życia to przekrój przez chińską kulturę i sytuacje, w których mogła znaleźć się kobieta w pierwszej połowie ubiegłego stulecia. Powody, dla których znalazły się w Ameryce również pozostają różnorodne, inne jest także ich podejście do nowego życia i wychowywania dzieci. Jest to również punkt wyjścia fabuły: Jing-Mei „June” Woo poznaje wstrząsającą prawdę o swojej zmarłej matce Suyuan: zanim wyemigrowała z Chin, musiała porzucić swoje małe córeczki z pierwszego małżeństwa, bliźniaczki będące starszymi siostrami June, do tej pory przekonanej o byciu jedynaczką. Okazuje się, że Suyuan mieszkając w Stanach wciąż poszukiwała swych dzieci, głęboka przekonana, że musiało udać im się przeżyć. Śmierć nie pozwoliła jej na dokończenie dzieła, które ma teraz przejąć June.

„Klub radości i szczęścia” to wyśmienita lektura, refleksyjna i dobrze napisana. Amy Tan z wyczuciem łączy melancholijne, wręcz poetyckie fragmenty z wartko opisanymi wydarzeniami. Potrafi wzruszyć, daleko jednak „Klubowi” do wyciskacza łez i prostej opowieści o konflikcie i radosnym pojednaniu na koniec. Problemy tak głęboko wpisane w sytuację życiową stanowią przepaść, która nie może się tak po prostu zrosnąć i zniknąć. Jedyne, co pozostaje, to zapełnić ją miłością i próbą zrozumienia, która nierzadko stanowi nie lada wysiłek, uderzając w podstawowe pojęcia i wierzenia. Konflikt kulturowy opisany w książce, choć głęboko osadzony w kontekście życia emigrantów skłania do uniwersalnych refleksji i pytania o źródło kultury i jej związek z krajem zamieszkania.

Za kanwę tej debiutanckiej powieści posłużyły własne doświadczenia Amy Tan, na kartach książki odnaleźć można wątki z życia jej matki jak i samej pisarki. Tan jest autorką kilku powieści (jak choćby „Żona kuchennego boga” lub „Córka nastawiacza kości”), wspomnień („Przeciwieństwo losu”) oraz książek dla dzieci. Pisarka prowadzi bujne życie, gra w zespole złożonym z publikowanych autorów (gra tam także np. Stephen King lub Barbara Kingslover). „Klub Radości i Szczęścia” to moje pierwsze spotkanie z tą amerykańską pisarką chińskiego pochodzenia, ale już wiem, że nieostatnie. Zwłaszcza, że z półki zerkają kolejne trzy książki jej autorstwa, na które już się cieszę.

Tytuł: Klub Radości i Szczęścia
Tytuł oryginału: The Joy Luck Club
Autor: Amy Tan
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2001
Ilość stron: 300
Moja ocena: 5/6

Reklamy
  1. nutta
    12/10/2010 o 7:11 pm

    Kiedyś czytałam tę książkę. Dzięki Tobie przypomniałam ją sobie. Posobną przyjemność sprawiło mi czytanie „Dziewcząt z Szanghaju” Lisy See.

    • 13/10/2010 o 8:51 am

      Cieszę się, ponieważ „Dziewczęta” czekają na swoją kolej na półce, razem z innymi książkami Amy Tan. Mam nadzieję, że wszystkie będą równie przyjemną lekturą.

  2. 12/10/2010 o 9:03 pm

    Jestem ciekawa książek tej pisarki, choć opinie o jej prozie słyszałam już różne. Będę musiała kiedyś na sobie przetestować którąś z jej powieści w końcu :) Może i od „Klubu…” zacznę, jeśli gdzieś go wytropię.

    • 13/10/2010 o 8:54 am

      To ciekawe, a pamiętasz może, co zarzucano tej książce lub mogłabyś mi podać jakiś adres z negatywną recenzją? Ciekawią mnie często opinie sprzeczne z moimi, pozwalają spojrzeć na daną rzecz z obu stron, co czasem bywa ciekawe. Chyba, że to zwyczajna różnica gustów, na to niewiele się poradzi. Ja w każdym razie „Klub…” polecam!

  3. 15/10/2010 o 10:21 am

    Wiesz, ze ja bylam fanka pisarstwa Amy Tan :) Choc w pewnym momencie znudzilo mi sie i juz np. po jej ostatnia ksiazke nie siegnelam. Ale wszystkie poprzednie przeczytalam wiele lat temu, a „Zona kuchennego Boga” najbardziej mi sie podobala (moze teraz wybralabym inna pozycje, nie wiem). „Corka nastawiacza kosci” jest tez bardzo ciekawa, o porusza problem choroby Alzheimera, a relacje matka-corka sa wciaz i wciaz przedstawiane na rozne sposoby.
    Jesli bedziesz miala okazje, polecam obejrzenie filmu „Klub radosci i szczescia” Wayne’a Wanga – znakomite dopelnienie ksiazki, wszystkie obrazy zyskuja dzwieki i kolory :)

    • 15/10/2010 o 10:58 am

      O filmie dowiedziałam się dopiero podczas pisania recenzji i bardzo mnie zainteresował! Mam nadzieję, że nie będzie problemów ze zdobyciem go, bo jestem zaciekawiona. Ciekawa jestem, czy znudził Ci sie powtarzany przez Tan motyw, czy też ogólnie „wyrosłaś” z jej pisarstwa? Ja po tej pierwszej książce mam dużą ochotę na dalsze zapoznawanie się z Amy Tan, mam jeszcze jej trzy książki.

  4. 15/10/2010 o 11:40 am

    Chyba raczej „wyroslam”, jesli mozna tak to okreslic. Wydaje mi sie, ze powielajac podobny schemat i piszac o tej samej problematyce Tan nie jest w stanie powiedziec juz nic nowego. Co nie znaczy, ze sama tematyka mnie nudzi, zupelnie nie, tylko ze Tan juz wyczerpala swoj potencjal w czterech ksiazkach (bo jest jeszcze przeciez rownie ciekawe „Sto tajemnych zmyslow”). Jednakze uwazam, ze jej wklad w opisywanie zderzenia kulury chinskiej z amerykanska jest bardzo cenny, jesli chodzi o sytuacje lat 80. i 90. XX wieku. Teraz sytuacja wyglada troche inaczej, pozycja Chinczykow jest inna, inni sa sami chinscy imigranci w USA i nowe glosy pobrzmiewaja glosniej. Ale koloryt lokalny Chinatown w San Francisco udalo sie Amy Tan oddac znakomicie (oczywiscie ciekawilo mnie tez to, co pisala o Chinach, gdy pojawiaja sie w ksiazkac wspomnienia), bedac w tym miescie i spacerujac po Chinatown myslalam o jej ksiazkach :)

  5. 15/10/2010 o 11:52 pm

    Muszę koniecznie przeczytac, już „Córką nastawiacza kości” byłam zahcywcona i właśnie ten konflik między starą tradycją a nowymi warunkami, nowym wychowaniem, najbardziej mi się podoba.

    • 16/10/2010 o 10:55 am

      W takim razie gorąco Cię zachęcam. Ja z kolei mam nadzieję niedługo przeczytać „Córkę nastawiacza kości”, mam nadzieję, że znajdę tam wiele dla siebie.

  1. 13/10/2010 o 9:53 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s