Strona główna > książki > O Bożym Narodzeniu w sierpniu

O Bożym Narodzeniu w sierpniu

Richard Paul Evans, amerykański autor bestsellerów, napisał krótką opowieść o Bożym Narodzeniu i emocjach, które powinny temu świętu towarzyszyć. „Stokrotki w śniegu” to już kolejna z jego powieści, traktująca o tym właśnie okresie. Z reguły nieufnie podchodzę do takich publikacji, przeczuwając, że autor na siłę będzie próbował mnie wzruszyć, co drugie zdanie wtrącając jakąś życiową mądrość, w sam raz do zapisania w pamiętniku dojrzewającej panienki. Nie przeczę, że książki tego rodzaju są sympatyczne i nierzadko pełne ciepła, wolę jednak dostarczać sobie pozytywnych wzruszeń inną lekturą. Ponieważ jednak książka sama wpadła mi w ręce, z chęcią do niej zajrzałam i muszę przyznać, że dość pozytywnie mnie zaskoczyła.

Przede wszystkim autor jest z czytelnikiem szczery i już we wstępie stwierdza, jakiej książki może oczekiwać. Evans, natchniony przez pracę domową z dawnych, szkolnych lat, pragnął napisać książkę o sytuacji, w której żywy człowiek miałby szansę przekonać się, co powiedzieliby o nim otaczający go ludzie, gdyby byli przekonani o jego śmierci. Dodatkowo autor jest wielbicielem „Opowieści wigilijnej” Dickensa i marzyło mu się napisanie nowej powieści osadzonej w tej tradycji, choć dziejącej się w nowoczesnych czasach. Historii o przebaczeniu i odkupieniu w scenerii padającego śniegu i zawieszonych tu i ówdzie bożonarodzeniowych lampek. Zwierzając się z tych pragnień, autor jasno określił swojemu czytelnikowi, jakiego rodzaju powieści ma się on spodziewać po „Stokrotkach w śniegu”. I te oczekiwania spełnia co do joty.

James Kier jest bardzo bogatym przedsiębiorcą zajmującym się handlem nieruchomościami. Swoje interesy prowadzi z zimną bezwzględnością, nie zważając na los ludzi, których bez mrugnięcia okiem wykorzystuje w swoich, nie zawsze do końca uczciwych, przetargach. Jak można się spodziewać, sukcesy zawodowe nie idą w parze ze szczęściem osobistym. Kier spotyka się z młodą i zachwyconą nim Traci, ale jest to powierzchowny związek, niepokojąco często dotyczący zarobków Kiera. James jest w trakcie rozwodu z żoną, śmiertelnie chorą Sarą, którą porzucił pomimo wiadomości o jej stanie zdrowotnym. Od dawna nie rozmawiał z własnym synem. W wyniku nieporozumienia i dziwnego splotu wydarzeń, pewnego dnia gazety informują o śmierci Jamesa Kiera. Wiadomość ta wywołuje lawinę komentarzy, z których Kier dowiaduje się, jak źle wygląda w oczach ludzi. Postanawia rozpocząć prawdziwą krucjatę, żeby zmienić ten stan rzeczy. Po drodze odkrywa najważniejsze dla siebie wartości, poznaje siłę przebaczenia, a wreszcie odkrywa, jak bardzo był samotny i spragniony dawania i doznawania miłości.

Oczywiście, jestem przekonana, że każdy czytelnik od początku zdaje sobie sprawę, jak powieść się zakończy. Nie chodzi tu jednak o element zaskoczenia. To historia z gatunku tych grzejących serce, bez kompleksów i zadęcia opowiadająca bardzo amerykańską przypowieść o bogaczu, który musiał sobie przypomnieć, że same pieniądze szczęścia nie dają i wszystkich problemów nie rozwiążą. Autor nie sili się na wtrącanie aforyzmów, jego bohaterowie dają się lubić mimo kategorycznego podziału na dobrych i złych, a całość czyta się błyskawicznie. Niewątpliwie mamy do czynienia z wyciskaczem łez, ale jak wspomniałam, od początku czytelnik wie, na co się porywa. I jeśli lubi tego rodzaju historie, to myślę, że „Stokrotki w śniegu” będą naprawdę sympatycznym prezentem pod choinkę. Ja sama naliczyłam w swoim otoczeniu trzy osoby, które książka zdecydowanie by ucieszyła, więc może i Wam nada się na prezent, choć myślenia o Bożym Narodzeniu w sierpniu jest dość abstrakcyjne…

Moja ocena: 3+/6 (głównie dlatego, że nie przepadam za tym rodzajem książek… Jednak myślę, że w swojej kategorii „Stokrotki” radzą sobie dobrze)

Richard Paul Evans, „Stokrotki w śniegu” (Znak, 2010)

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa Znak, za co serdecznie dziękuję.

Advertisements
  1. 18/08/2010 o 7:20 am

    Na sierpniowe upały taki bezpretensjonalny kompresik ze śnieżnych stokrotek może okazać się strzałem w dziesiątkę :) Zapowiada się sympatycznie.

  2. nutta
    18/08/2010 o 8:41 am

    Też tę książkę przeczytałam, ale na razie wstrzymuję się z zamieszczaniem recenzji, poczekam do premiery.

  3. 18/08/2010 o 2:44 pm

    No ja się podpisuje pod komentarzem nutty… zresztą o to wstrzymanie prosiło wydawnictwo.

  4. Mary (2lewastrona)
    21/08/2010 o 7:30 pm

    tez czytałam, dostalam od wydaw. ale poczekam do listoipada, bardziej wpasuje sie w klimat :) Taka histroia z gatunku pokrzepiających, ale napisana sprawnie i tak jak powinna byc napisana. Dobra pozycja na Swieta :)

  5. 22/08/2010 o 5:00 pm

    Lirael, dokładnie tak jest. Przy mojej całej nieufności do książek pisanych w tym stylu, uważam, że jest to bardzo sympatyczna i bezpretensjonalna pozycja. Na mnie podziałała relaksująco i nastroiła optymistycznie, słowem osiągnęła swój cel.

    Nutta, ja się trochę pospieszyłam z tą recenzją i trochę mam do siebie żal, że nie pomyślałam wcześniej o dacie premiery. Następnym razem będę mądrzejsza ;)

    Mary, zdecydowanie dobra jako prezent świąteczny i taka właśnie – akuratna :)

  6. 22/08/2010 o 5:30 pm

    Ktrya, z nieznanych mi przyczyn Twój komentarz znalazł się w spamie i dopiero teraz go odnalzłam i mogłam zatwierdzić. Jeśli chodzi o datę pokazania się recenzji, mnie wydawnictwo o to nie prosiło i nie ma z tym najmniejszych problemów :)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s