Strona główna > książki, zabawa > Krótka powieść o przemocy

Krótka powieść o przemocy

Gdyby nie wyzwanie dotyczące nagród literackich i fakt, że przez różne złośliwości losu nie zdążyłam zdobyć „Jadąc do Babadag” Stasiuka, pewnie długo jeszcze nie sięgnęłabym po „Gnój” Wojciecha Kuczoka. Nie stronię od książek opisujących ludzkie tragedie, ciężkie tematy mnie nie zniechęcają, obawiam się jednak znaleźć w książkach nadmierne epatowanie się danym problemem. Nie lubię książek, którą jedyną wartością ma być szokowanie brutalnością i wzruszanie dramatyczną historią, nierzadko wyeksponowaną do przesady. Nie twierdzę, że książki takie nie powinny powstawać, jeśli ktoś je czyta i daje mu to do myślenia lub chociaż stanowią swoistą terapię dla piszącego – niech powstają, ja jednak staram się je omijać i to dość szerokim łukiem. Nie lubię czuć się wykorzystywana przez autora, czuć, że zmusza mnie on bądź ona do negatywnych emocji, do płaczu prostymi zabiegami, nagromadzeniem patologii i odpowiednio dramatycznym tłem. Oczywiście, jeśli taki motyw (tak samo jak np. choroby małych dzieci) stanowi część składową książki, nie ma być jej jedyną „zaletą” i sensem, to nie zgłaszam żadnego sprzeciwu. Pomijając wszystko inne, chodziłam do podstawówki i gimnazjum (tak, byłam pierwszym rocznikiem uszczęśliwionym tym wątpliwej jakości tworem) o mocno średniej renomie, gdzie uczęszczało sporo dzieciaków z rodzin, które spokojnie można by uznać za patologiczne. Słuchając niektórych z ich historii doszłam do wniosku, że prawdziwe życie wystarcza i nie muszę jeszcze posiłkować się lekturą. Tym samym starałam się ‘takie’ książki omijać.

Cały ten przydługi wstęp służy wyjaśnieniu podstawowego faktu: owszem, „Gnój” Kuczoka opowiada o przemocy w rodzinie i poza nią. Przedstawia sytuację małego, samotnego chłopca, który jest bity i poniżany przez własnego ojca o wątpliwej stabilizacji psychicznej (lub też dokładniej: całkowitym jej braku). Poza historią głównego bohatera, narratora książki, poznajemy pobieżnie losy jego rodziny, a w większości nie są to historie zbyt wesołe. Nie mniej jednak „Gnój” nie jest wyciskaczem łez, podstępnie zmuszającym człowieka do płaczu. Zdecydowanie nie.

Przede wszystkim Kuczok pisze wspaniałym językiem, chwilami wręcz poetyckim, z dużym wyczuciem i subtelnością kreuje atmosferę oraz sylwetki bohaterów. Nie ubiera przemocy w płaszczyk pięknych słówek, ale i nie epatuje brutalnością, naturalistycznym językiem nie podkreśla tragedii i okropieństw przez siebie opisywanych. Stara się natomiast przedstawić mechanizmy kierujące przemocą, potencjalne przyczyny i skutki. W tle kreśli obraz kilku pokoleń rodziny w jednym ze śląskich miast – starającej się podnieść poziom życia, który wydarzenia bądź oni sami co i rusz obniżają. „Gnój” to powieść konkretnie osadzona w czasie, a na bohaterów mają wpływ wydarzenia historyczne, nierzadko w sposób zaskakujący (jak choćby radość bohatera z wprowadzenia stanu wojennego). Dla mnie jednak najważniejszym wątkiem książki jest samotność i brak zrozumienia, która łączy wszystkich bohaterów pomniejszych opowiadań, wplecionych w główną historię, a członków jednej rodziny. Sama przemoc rodzinna pokazuje wyobcowanie dziecka, które już wszędzie uważane było za inne – dzieci zawsze wyczuwają takie rzeczy sobie tylko znanym zmysłem.

Dotąd te sześcioletnie istoty nie wiedziały, co czują, nie potrafiły tego nazwać, potrzebowały wzoru, reguły, przykładu, dotąd ich przeczucie było od pełni świadomości równie dalekie jak malowane w zeszytach szlaczki od pisma; dotąd, do tego balu czuli, że jestem inny, ale nie wiedzieli, co to znaczy ani co z tego wynika, ani co się robi, jak się mówi, jak się wymawia słowo „inny”. (s. 92)

To samotność, która sprawia, że ludzie desperacko trwają przy innych ludziach, mimo krzywd i wzajemnej nienawiści nie potrafią od siebie odejść i całkowicie zrezygnować. Samotność, która sprawia, że chłopiec wciąż ma nadzieję, gdzieś podświadomie i po dziecinnemu wierzy, że jego ojca stać na normalne, ciepłe odruchy (np. woła go do telewizora, żeby razem oglądali zawody sportowe), a wreszcie łapie się na tęsknocie nawet za tym właśnie tyranem, kiedy jest bardzo daleko, bez rodziny.

Wojciech Kuczok napisał przekonujące stadium patologicznej rodziny. Jest to lektura bolesna, smutna, zmuszająca do myślenia. Płakałam nad nią, ale i zachwycałam się psychologicznymi umiejętnościami, a także stylem i konstrukcją. Polecam tę książkę gorąco. Nie dziwi mnie, że „Gnój” dostał nagrodę Nike w 2004 roku. Jako ciekawostkę dodam, że na motywach powieści Kuczok napisał scenariusz do nagradzanego filmu „Pręgi”, którego jeszcze nie widziałam, ale teraz jestem go bardzo ciekawa.

Moja ocena: 5/6
Wojciech Kuczok, „Gnój” (WAB, 2003)

Advertisements
  1. 02/07/2010 o 8:39 pm

    Mnie też strasznie podobała się ta książka właśnie dlatego, że nie była ckliwa, nadmuchana i epatująca grozą. Kuczok w dosyć nietypowy i chwilami nawet zabawny opisywał losy głównego bohatera. Bo tak chyba jest w rodzinach, w których dochodzi do przemocy – na ogół miło, sympatycznie, czasami nawet wesoło i nagle…

    A „Pręgów” też jeszcze nie widziałam, choć podobno warto :)

    pozdrawiam!!!

  2. 03/07/2010 o 10:30 am

    Tak, „Gnój” jest bardzo dobrą książką. Polecam również „Widmokrąg” (wydaje mi się, że opowiadania w „Widmokręgu” są lepsze niż „Gnój” – przynajmniej tak odbierałam to, będąc w liceum).
    „Pręgi” to dobry film, może nie jakaś rewelacja, ale dobry. Agnieszka Grochowska – jak dla mnie – najlepsza i mile zaskoczył mnie Żebrowski – zwykle w filmach (nie mówię o teatrze) jest nijaki, niknie i bladnie, a w „Pręgach” pokazał, że jest dobrym aktorem.

    A tak przy okazji – to chyba zależy od gimnazjum, do którego się trafiło po nagłej i niespodziewanej reformie (też jestem pierwszy rocznikiem gimnazjum ; )). Ja akurat oceniam najlepiej tamten czas.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia^^

  3. mandżuria
    05/07/2010 o 11:45 pm

    Paideia, dokładnie miałam takie odczucia – przy takich tematach nie trudno uciec w banał, bo nierzadko wydaje się, że historia broni się sama. I może czasem tak jest, z drugiej strony autor bazuje wtedy właśnie na wymuszaniu emocji, którego nie lubię i tylko czasem mi nie przeszkadza, potrafię się w daną książkę wczuć. Kuczok poradził sobie bez tego i całe szczęście. Pisze wspaniałym językiem, ciekawa jestem, jak to wygląda w innych jego pozycjach. Pozdrawiam serdecznie!

    Luiza, „Pręgi” wciąż jeszcze przede mną. Nie nastawiam się na coś bardzo dobrego, ale jestem ciekawa i na pewno obejrzę, bo rodzice mają na DVD, jest więc w zasięgu :) „Widmokrąg” również mnie interesuje i na pewno prędzej czy później przeczytam.
    Oj, o gimnazjum można by pisać długo… Oczywiście, jeśli chodzi o sam czas, może być dobry lub gorszy (dla mnie zdecydowanie gorszy), ale edukacyjnie jest to wykreślenie trzech lat z rozwoju. Zwłaszcza „za naszych czasów”, teraz trochę nad tym pracują, ale wciąż jest to klapa moim zdaniem. A wychowawczo – bardzo ciężki orzech do zgryzienia dla nauczycieli…
    Pozdrawiam!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s