Strona główna > książki, muzyka, wydarzenia, zabawa > Ludzkie oblicze terroryzmu?

Ludzkie oblicze terroryzmu?

„Belcanto” Ann Patchett to moje pierwsze zetknięcie z nagrodą Orange Prize, przyznawaną pisarkom wszelkich narodowości za najlepszą powieść napisaną w języku angielskim. Muszę przyznać, że po lekturze mam trochę mieszane uczucia, z chęcią sięgnę więc po inne książki nagrodzone Orange Prize, żeby mieć porównanie i móc wyrobić sobie jakieś zdanie na temat tej nagrody. „Belcanto” bowiem jest książką dobrą, ale naprawdę zastanawiam się, co poza ciekawym pomysłem świadczy o jej wybitności…

Ubogie państwo Ameryki Południowej usiłuje zachęcić japońską firmę Nansei do poczynienia inwestycji na swoich terenach. Z tego względu organizuje urodzinowe przyjęcie dla prezesa firmy, pana Katsumi Hosokawy, na które zaproszona zostaje sławna na całym świecie diwa operowa, Roxane Coss. Wielu gości pojawia się na imprezie właśnie po to, by posłuchać anielskiego głosu śpiewaczki. Wśród gości zabrakło natomiast samego prezydenta kraju, który pomimo wcześniejszych planów końcem końców nie był w stanie zrezygnować z oglądania swojej ukochanej telenoweli w domowym zaciszu. Nie wiedzieli o tym miejscowi terroryści i przyjęcie Hosokawy zostało wybrane jako idealny moment na porwanie prezydenta i przehandlowanie go na więźniów politycznych oraz uzyskanie kilku innych przywilejów i spełnienie żądań. Pojmując swoją pomyłkę, wojsko kapitana Benjamina i jego dwóch towarzyszy, w całości złożone z dzieciaków wychowanych w dżungli i szkolonych do partyzanckich akcji, bierze wszystkich gości i personel domu wiceprezydenta Iglesiasa (u którego w mieszkaniu odbywało się owo przyjęcie) w niewolę jako zakładników. Nie bardzo wiedząc, co z nimi dalej począć, terroryści na dobre rozgaszczają się w domu wiceprezydenta, a ich początkowo przerażeni zakładnicy powoli przyzwyczajają się do zaistniałej sytuacji, odnajdując w niej nie tylko spokój i ucieczkę od codzienności, ale i własne pragnienia i potrzeby. Pomaga w tym niezwykły śpiew Coss oraz, w niektórych przypadkach, miłość. Cały czas jednak nad mieszkańcami tego niezwykłego gospodarstwa ciąży smutna prawda – taki stan nie może trwać wiecznie, a zakończenie, w kierunku którego zmierza fabuła może być tylko jedno.

„Belcanto” czyta się bardzo szybko, strony po prostu migają przed oczami. Bohaterowie są sympatyczni i wielu z nich szybko daje się polubić. Sytuacja w oblężonym przez policję domu, w którym rządzą porywacze nieźle prezentuje ludzkie zachowania w sytuacjach stresowych, a także proces adaptacyjny w warunkach ekstremalnych. Istnieje jednak poważne „ale”, a nawet kilka. Czytałam wiele bardzo pozytywnych recenzji tej książki i mogę zrozumieć, że czytelnik może odnaleźć w „Belcanto” wiele powodów do wzruszeń, moje wrażenia po lekturze były jednak całkowicie letnie. I to jest chyba najlepsze słowo, określające tę książkę. Lubię książki o miłości, ale tutaj wątki romantyczne wydały mi się mocno schematyczne, nie wywołały we mnie wzruszenia, były zbyt przewidywalne. Dużo chętniej poczytałabym o wszystkich lokatorach domu, niestety autorka tylko w kilku przypadkach posunęła się dalej poza komediowe sceny oparte na znanych stereotypach związanych z narodowościami mieszkańców domu (a mamy tu prawdziwą mieszankę).

Sam pomysł autorki wydaje mi się naprawdę godny uwagi, niestety wykonanie zawodzi. Istnieje w tej powieści kilka wspaniałych scen przedstawiających ludzkie charaktery i mechanizmy kierujące zachowaniem (jak na przykład moment, w którym Gen opuszcza na chwilę dom…). Głównie rozczarowuje chyba sam styl Patchett. Gdyby nie opisywała wnikliwie (acz bez poetyki, bądź chociaż jakiegoś powiewu świeżości) każdego uczucia i emocji bohaterów, może te przeżycia robiłyby większe wrażenie. Gdyby pozostawiła czytelnikowi trochę miejsca na interpretację, domysł lub dopowiedzenie, na pewno łatwiej byłoby zaangażować się w losy mieszkańców tego niezwykłego miejsca. Na szczęście wciąż jeszcze pozostaje pewne pole do popisu dla czytelnika, ale jak na tak emocjonalną powieść jest tego zdecydowanie za mało… Ciężko także tak do końca traktować poważnie cały ów zamach terrorystyczny. Nie jestem zwolenniczką brutalności w książkach lub filmach i wcale nie uważam, że nie można się bez nie obejść. Rozumiem też zamysł, w myśl którego terroryści to dzieci, niby okrutne i napawające się cudzym strachem, ale też i niegroźne, jeśli dobrze traktowane. Tyle że w „Belcanto” już od początku nie ma tej atmosfery grozy, którą może powodować władza i broń w rękach nieletnich.

Książka ta nie ma pazura, czegoś, co naprawdę wyróżniałoby ją na tle innych powieści. Choć szybko się czyta i zaskoczenie może być zaskakujące – ale to z epilogu, które wprawdzie mi się nie podobało, ale uważam, że było ciekawe i jako jedno z nielicznych rozwiązań zostawiało pole dla wyobraźni czytelnika. Zakończenie „głównej” książki jest przewidywalne i chyba jedyne realistyczne, niestety. Chętnie przeczytałabym pomysł Patchett zrealizowany przez kogoś innego… Nie mogę powiedzieć, że jest to zła pozycja, bo mimo wszystko jest to dobra książka. Ale mogła być jeszcze lepsza, zdecydowanie i to zawodzi. A także zastanawiam się – czy to naprawdę najlepsza kobieca powieść 2002 roku…?

Moja ocena: 4-/6
Ann Patchett, „Belcanto” (Rebis, 2008)


Kontynuując temat muzyki, dziś miałam ogromną przyjemność znaleźć się na koncercie pt. „Zmierzch”, gdzie Bogdan Hołownia zagrał 18 piosenek Kabaretu Starszych Panów. Koncert prowadziła Magda Ummer, która swoim delikatnym głosem zaśpiewała kilka utworów. Gościnnie wystąpiły także Ewa Bem i Lora Szafran, porywając słuchaczy jazzowym wykonaniem utworów. Nigdy właściwie nie słuchałam (przynajmniej tak świadomie, bo oczywiście znam je z radia czy telewizji, ale nigdy sama z siebie ich sobie nie puszczałam i nie wsłuchiwałam się w te kompozycje) piosenek napisanych przez Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przyborę, ale koncert szalenie mi się podobał. Same melodie grane przez Hołownię były po prostu przepiękne, przenoszące w krainę marzeń. Na stronie filharmonii przeczytać można, że zaprezentował utwory w stylu „impresjonizmu jazzowego” – na jazzie się nie znam, więc wierzę na słowo i zdecydowanie się zachwycam.

Advertisements
  1. 15/03/2010 o 10:59 am

    A dla mnie ta książka była metaforyczna, i ten dorbiozgowy opis mi nie przeszkadzał, a wręcz przeciwnie, wpisywał się w ten nierzeczywisty styl przepowieści. Dlatego bardzo mi się ta książka podobała, chociaż też chętnie przeczytałabym podobną historię opisaną inaczej, ale tylko dla porównania, dla mnie bowiem „Belcanto” było książką idealną:)

  2. 15/03/2010 o 1:26 pm

    Książkę mam na półce i jest teraz pierwsza w kolejności po Grishamie, którego pewnie łyknę szybciutko.
    Nie czytałam jeszcze nic Patchett, ale nie nastawiam się na wielką literaturę (czytałam już rozliczne recenzje i wiem mniej więcej czego mogę się spodziewać).

    Na pewno za niedługo będę mogła skonfrontować me odczucia, co mnie też niezmiernie cieszy.

    Pozdrawiam.

  3. 15/03/2010 o 9:11 pm

    Oj wnikliwe opisywanie uczuć to nie dla mnie:)
    Widzę, że czytamy teraz tą samą książkę – Kiedy umiera lato.
    Pozdrawiam!

  4. 15/03/2010 o 11:10 pm

    Mnie „Belcanto” w ogóle się nie podobało, czułam się z tym jak odmieniec, ponieważ w czasie, kiedy czytałam tę książkę, na blogach pojawiało się mnóstwo pozytywnych recenzji.
    Irytowała mnie nierzeczywista atmosfera tej historii i właściwie jedyne, co do mnie przemówiło to właśnie epilog, jakiś taki bardziej ludzki i słodko-gorzki, bardziej wyrazisty niż cała reszta książki.
    Ale inną sprawą jest, że nie umiałam potraktować „Belcanto” metaforycznie, jak czyni to padma. Może w takim ujęciu książka faktycznie robi się piękna? Pamiętam, że moja matka mówiła o niej coś podobnego, o właśnie metaforycznym przesłaniu.

  5. Ysabell
    17/03/2010 o 12:37 am

    O „Belcancie” się nie wypowiem, bo nie czytałam i jakoś mnie tematyka nie zachęca, a Twoja recenzja też sugeruje, że to książka nie dla mnie.

    Za to straaaasznie zazdraszczam Starszych Panów. Nie mogłam być na koncercie w niedzielę w Łodzi, bo miałam w ten weekend studia w Warszawie i nie zdążyłabym. Co prawda za jazzowymi interpretacjami nie przepadam, ale kocham Magdę Umer i ubóstwiam wprost Kabaret Starszych Panów. Od najwcześniejszego dzieciństwa, bo tych piosenek słuchałam zanim jeszcze nauczyłam się czytać…

    Pozdrawiam.

  6. mandżuria
    19/03/2010 o 6:28 pm

    Padma, podoba mi się bardzo idea odczytania książki jako historii całkiem metaforycznej, choć taka myśl przyszła mi do głowy dopiero po skończeniu lektury, kiedy myślałam o niej już „na zimno”. W trakcie czytania przeszkadzał mi właśnie ten styl, nie trafia do mnie po prostu zupełnie… Ale cieszę się, że Tobie się książka podobała, to też stanowi jej zaletę, że może być tak różnie odbierana :)

    Claudette, bardzo jestem ciekawa Twoich odczuć odnośnie „Belcanto”, ja właściwie natykam się na tak sprzeczne recenzje, że to aż fascynujące. W sumie to dobrze świadczy o książce, gdyby budziła tylko umiarkowanie pozytywne recenzje, to przeszłaby bez echa. Z drugiej strony wciąż nie rozumiem, za co dostała Orange Prize…

    Tucha, i jak Ci się „Kiedy umiera lato” podobało? Ja wkrótce napiszę recenzję :)

    Liritio, myślę, że do „Belcanto” można mieć bardzo różne podejście, wiele chyba zależy od nastroju i aktualnych potrzeb czytelniczych osoby – jeśli książka się w nie wstrzeli, to może nawet i zachwycić, ale jeśli nie… to choć nie uważam, że była zła, dziwię się, że dostała nagrodę. Styl Patchett zniechęcił mnie do sięgnięcia po inne jej powieści. Może to błąd? Ale z tego, co czytałam, „Belcanto” jest jej zdecydowanie najlepszą pozycją, a skoro nawet ona do mnie nie przemawia…

    Ysabell, jaka szkoda w takim razie, że nie udało Ci się przybyć na łódzki koncert! Był naprawdę wspaniały. Ja wielką miłośniczką, a tym znawczynią jazzu nie jestem, a tymi aranżacjami byłam zachwycona. Bogactwo melodii i nieoczekwianie dla mnie piękne słowa bardzo mnie zachęciły do słuchania Starszych Panów w ogóle.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s