Strona główna > książki, o sobie > O Księżniczce-Rycerzynce

O Księżniczce-Rycerzynce

Nota okładkowa „Choroby szalonych słów”:

Agnieszka Gorońska potrafi jak nikt zrozumieć środowisko rówieśników. Ona nie jest obserwatorem z boku, ona w tym środowisku aktywnie się obraca. Sieje w różnych naczyńkach słowa i czeka aż dojrzeją. Pióro i aparat fotograficzny rejestrują życie. Pęcznieją albumy ze zdjęciami i katalogi rozmów z ludźmi. Autorka przegląda te materiały i szuka dla siebie miejsca w dorosłym, odpowiedzialnym życiu – „chciałabym tłumaczyć z języka na język z serca na serce”. O potrzebie znajomości języków nie trzeba nastolatkom przypominać, to wiedzą doskonale i szlifują swoje umiejętności, gdzie tylko można. Sztuka tłumaczenia z języka na język jest prostsza do osiągnięcia niż tłumaczenie „z serca na serce”.

Książka to zbiór wierszy i bajek, gdzie w postacie wcielają się znajomi, przyjaciele, najbliżsi autorki. Jak łatwo się domyślić, całość jest niezwykle symboliczna, metaforyczna i bez znajomości tła… wydaje mi się być niezrozumiała. Lub też – wiele tracąca.

Ciężko mi opisać książkę Agnieszki „Mizuumi” Gorońskiej. Ciężko mi zdobyć się na obiektywizm i ocenić tylko to, co rzeczywiście znalazło się na papierze, bo autorkę znam osobiście (na tyle, na ile Internet pozwala na osobiste znajomości) i w czasach, kiedy ta króciutka książeczka powstawała, byłyśmy dość bliskimi koleżankami – z poprawką na bliskość liczoną w impulsach przesyłanych przez modem. Czytałam jej bloga, na którego podstawie powstała książka, dostawałam umieszczone tam wiersze na gadu-gadu, wymieniałyśmy się mailami. Znałam tło powstawania książki, historie przedstawionych tam bohaterów, inne bajki i opowiadanka, które w zbiorku się nie znalazły… I mam bardzo mieszane uczucia. Wiersze mi się podobają. Może dlatego, że przynoszą na myśl różne wydarzenia i odczucia sprzed tych kilku lat? Minęły zaledwie cztery, a ja mam wrażenie, że to cała epoka… Trochę inaczej wtedy myślałam, trochę inaczej czułam, poezja Mizuumi bardziej do mnie trafiała, bo i ona wtedy była inną osobą, gdzie indziej. Jednak wciąż te drobinki uczuć u wzruszeń pozostały w napisanych wtedy tekstach i wciąż potrafią poruszyć.

Gorzej rzecz ma się z opowiadankami, czy raczej bajkami. Zastanawiam się, czy autorką kierowała chęć zostawienia części swojej prywatności, opowiedzenia swojej historii bez podania jakichkolwiek faktów (choć przecież wszyscy główni zainteresowani wiedzieli, że o nich mowa). Dziwi mnie trochę dobór tekstów, bez znajomości całości wydałyby mi się płytkie i przepełnione symbolami bez większego sensu. Nie ma w nich tej uniwersalności, bo Agnieszka sama w sobie jest nietypową osobowością, a historia Mizuu i Księcia to nietypowa historia o miłości bez miłości. Za mało w „Chorobie” uczuć, za mało prawdziwego życia. Może za mało poezji we mnie? Wolałabym jednak poczytać o Księżniczce-Rycerzynce obserwującej pociągi, które nie przyjechały dla niej…

A Mizuumi nadal pisze. Gdzie indziej, jako inna już osoba (tylko cztery lata? Ciekawe, czy ona w to wierzy…?). Dokładnie: tutaj.

Moja ocena: 4/6
Agnieszka „Mizuumi” Gorońska, „Choroba Szalonych Słów” (Kontekst, 2006)

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s