Strona główna > książki > „Szkarłatny płatek i biały” Michel Faber

„Szkarłatny płatek i biały” Michel Faber

Jestem tuż po skończeniu lektury książki „Szkarłatny płatek i biały” Michela Fabera i mam trochę mieszane uczucia względem tej powieści. Kierując się niezwykle entuzjastycznymi recenzjami na blogach i portalach, nastawiłam się na coś naprawdę niezwykłego, a książka mnie nie zachwyciła… Z drugiej strony, nie wiedząc kiedy, wciągnęłam się w tę historię i porzuciłam inne zajęcia na rzecz dokończenia lektury.

„Szkarłatny płatek i biały” toczy się w wiktoriańskim Londynie, który mamy okazję zobbaczyć w prawdziwym przekroju – od najniższej warstwy uliczników, aż po arystokrację. Powieść opowiada historię inteligentnej i ambitnej prostytutki Sugar, która poznaje i szybko staje się kochanką nieudacznika mającego przejąć olbrzymi rodzinny interes, Williama Rackhama. Sugar zrobi wszystko, by wyrwać się ze swojego nieszczęsnego położenia, Rackham natomiast pragnie być z młodziutką prostytutką na tyle, że gotów jest wziąć w swoje ręce własne życie i interesy. W między czasie usiłuje poukładać sobie życie domowe – żonę, u której wszyscy podejrzewają chorobę psychiczną oraz nieposłuszną służbę. Poznajemy także brata Williama, Henry’ego, który pragnie zostać pastorem, jednak nie potrafi poradzić sobie z wątpliwościami i własną niewinnością, czy może bardziej naiwnością, nie wspominając o uczuciu do swej przyjaciółki, wdowy imieniem Emmeline Fox… Każda postać posiada ciekawie skonstruowany charakter oraz całkiem interesujący życiorys, z którym niespiesznie będziemy zapoznawać się przez prawie 850 stron…

„Szkarłatny płatek i biały” łączy w sobie pastisz powieści wiktoriańskiej z powieścią obyczajowo-psychologiczną. Jest to historia ciekawie skonstruowana, a jednak moim zdaniem rozciągnięta do granic przyzwoitości. Faber pisze ładnym językiem, niektóre porównania i zwroty są po prostu fantastyczne, ale giną w morzu fragmentów pozbawionych uroku. Gdyby tak wyciąć te wszystkie nic nie wnoszące, a nużące opisy, jakże „Płatek” by na tym zyskał! Niestety, śledząc powtarzające się do znudzenia wątpliwości i użalanie się nad sobą Rackhama (którego nie zdołałam polubić na choćby jedną stronę powieści), czytelnik łatwo może się zniechęcić i odłożyć książkę, co byłoby jednak stratą, a to głównie ze względu na wspaniałe tło obyczajowe. Wiktoriański Londyn został opisany przez Fabera wspaniale, z dbałością o szczegóły, z uroczymi wzmiankami o ówczesnej obyczajowości. Bohaterowie są postaciami, co do których nie ma wątpliwości, że żyły właśnie w tamtych czasach.

Dużo w tej powieści seksu i przemocy, zwłaszcza w barwnym i tętniącym życiem języku, którym posługuje się autor. Niestety, nasycenie treści erotyzmem do tego stopnia w pewnym momencie przestaje szokować czy choćby nadawać groteskowe wrażenie, a zwyczajnie, znowu, nużyć. Bo doprawdy, czy wszystkie płyny muszą kojarzyć się z nasieniem? Samemu Faberowi też się chyba w pewnym momencie to epatowanie seksem znudziło, bo im dalej, tym mniej owych porównań (i tak w drugiej części książki usta Agnes przypominają pączek róży, a nie jak na początku „małą pochwę”), bardziej natomiast widać zabawy z formą, jak zmniejszanie czcionki, gdy ktoś szepcze, czy zmienianie kroju liter, żeby pokazać, np. wyryte na drzewie hasła (czego w pierwszej części powieści nie uświadczymy). Moim zdaniem wychodzi to „Płatkowi” na zdrowie, bo zagęszczenie wszystkich porównań, odwołań i opisów seksu nie jest już niczym kontrowersyjnym, a bez wdzięku i delikatności po prostu zniesmacza. Wulgaryzmy nie pomagają wczuć się w opisywaną epokę, wydają się być więc zupełnie zbędne i wciskane na siłę, jak gdyby autor chciał zaszokować czytelników, którzy od dawna przywykli do tego typu języka w książkach. Na szczęście, autor nadrabia wieloma innymi porównaniami, widać, że wspaniale umie posługiwać się językiem i jest prawdziwym mistrzem słowa. W tym miejscu należą się także słowa uznania dla tłumacza, choć znalazło się kilka zabawnych błędów (przy okazji: może się czepiam, ale co złego jest w poczciwych „ciasteczkach” lub „herbatnikach”, że trzeba je zamieniać na upiorne „biskwity”, które wcale nie muszą mówić czytelnikowi, czym są…?).

Pomijając trochę marudzenia, wynikłego za pewnie z wysokich oczekiwań, „Szkarłatny płatek i biały” to książka warta przeczytania. Czytadło, ale napisane barwnym językiem i dziejące się we wspaniale oddanej scenerii. Sama natomiast zastanawiam się, czy sięgać po inne pozycje Fabera, skoro ta aż tak mnie nie zachwyciła. Chyba wystarczy mi już znajomości z tym autorem, choć była to znajomość przyjemna, książkę przeczytałam bardzo szybko, mimo nużących fragmentów. Słyszałam, że w „Jabłku” dowiadujemy się, co dalej działo się z bohaterami „Płatka”, warto tę książkę przeczytać?

Moja ocena: 4/6
Michel Faber, „Szkarłatny płatek i biały“ (WAB, 2007)

Reklamy
  1. 15/01/2010 o 6:47 pm

    Niestety, często pisarz myśli, że rzuci „mięsem”, zamieści kilka erotycznych, pikantnych opisów i tłumy będą szaleć. A tu taka niespodzianka, nikt nie mdleje ;-)

  2. 16/01/2010 o 12:44 am

    Moja książka roku :))

  3. mandżuria
    20/01/2010 o 8:18 pm

    Joanna, otóż to. Te „szokujące” teksty, filmy, spektakle… Większość z nich jest powtarzana do obrzydzenia do tego stopnia, już już tylko nuży…

    Aerien, wiem :) Ja sama stwierdzam, że chyba jednak losy bohaterów „Płatka” zaciekawiły mnie bardziej niż myślałam, bo coraz większą mam chętke na wypożyczenie „Jabłka”…

  4. 16/04/2010 o 11:11 am

    Dość dawno czytałam tę książkę, ale pamiętam, że nie mogłam się od niej oderwać. Ale pamiętam też, że raziły mnie wulgarne opisy.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s