Strona główna > książki > „Penelopiada” Margaret Atwood

„Penelopiada” Margaret Atwood

Kiedy miałam 10 lat, bardzo emocjonowałam się mitologią grecką. Czytałam mity, ze szczególnym naciskiem na Parandowskiego oraz oczywiście „Iliadę” i „Odyseję”. Czytając to ostatnie, nie mogłam nie polubić Penelopy, takiej dobrej i uczciwej. Podobała mi się jej postawa i było mi przykro, że Odyseusz, zamiast czym prędzej wracać do swej pełnej cnót małżonki, romansował po drodze z nimfami czy innymi boginkami i w ogóle zachowywał się tak, jakby do domu wcale mu się nie spieszyło! Nie mogłam tego zrozumieć, bo oczywistym wydawało mi się, że kochał Penelopę ponad życie – któż by jej nie kochał? Z czasem straciłam zainteresowanie tą mitologią na rzecz tych bardziej dla mnie egzotycznych, choć system oświaty co i rusz o greckich mitach mi przypominał (dzięki czemu niemalże zostały mi obrzydzone, na szczęście w porę przeszliśmy do omawiania czegoś innego). Po liceum nie sięgnęłam do nich ani razu, aż wreszcie ostatnio u przyjaciółki na półce zobaczyłam „Penelopiadę” Margaret Atwood. Oczywiście, musiałam ją przeczytać.

Jak wskazuje tytuł, jest to reinterpretacja mitu o Odyseuszu i Penelopie z punktu widzenia tej drugiej postaci. Penelopa pierwszy raz dostaje prawo głosu i snuje swoją historię, wiele lat po własnej śmierci. Od narodzin, aż po koniec znany nam z Odyseji, „wierna do obrzydliwości” małżonka przedstawia swojego małżonka, syna oraz całą sytuację, z jaką przyszło jej się zmagać spod innego kąta, z kobiecej perspektywy. Odys nie jest już wybrańcem bogów, chodzącą cnotą i wzorem. To przede wszystkim człowiek o niesamowitej charyzmie, której potrafił używać do owijania sobie wszystkich wokół palca i wmawiana im swoich kłamstw tak zręcznie, że byli gotowi wierzyć we wszystko, co chciał im wmówić. Autorka jednak nie koncentruje się wyłącznie na odbrązowieniu postaci mitycznego herosa, nie jest to jedynie feministyczny manifest, przewrócenie mitu do góry nogami. Na pierwszy plan wysuwają się bowiem służki Penelopy – dwanaście młodych i ślicznych dziewcząt, które po powrocie zostały powieszone przez Odyseusza pod zarzutem cudzołóstwa z niegodziwymi zalotnikami Penelopy. To one stanowią chór, który używając różnych stylów i form toczy własną opowieść. I chyba głównie o to w „Penelopiadzie” chodziło – aby dać głos niemym, najbardziej poszkodowanym, najsłabszym, nad którymi wzrusza się ramionami, bo przecież nie były nikim ważnym. Czy tak nie dzieje się zawsze podczas wojny? Czy dziewczyny zawiniły czymś „poza byciem zgwałconą”? Czy nawet jeśli pokochały, dopuściły się przewiny? Czy winę za to ponosi Odys, czy może jego żona? Nawet jeśli nie znajdziemy odpowiedzi na te pytania, warto się nad tym zastanowić, bo temat wydał mi się wciąż aktualny, tak smutnie prawdziwy. To samo tyczy się małżeństwa Penelopy, jej rozterek – czy mało jest żon wiecznie czekających na mężów (zresztą, zjawisko to może być i odwrotne)?

To moja pierwsza książka autorstwa Atwood, więc nie mam porównania. Książka przypadła mi do gustu, czyta się ją szybko i przyjemnie. Podobały mi się zwłaszcza wypowiedzi chóru, stylizowane w różny sposób. Szkoda, że autorka nie zagłębiła się w opowiadaną historię jeszcze bardziej. Odrobinę zgrzytały mi odwołania do współczesnego świata, choć są uzasadnione przez treść. Humor też nie porwał mnie zbytnio, ale ogólnie język powieści jest ładny. Polecam.

Moja ocena: 4/6
Margaret Atwood, „Penelopiada” (Znak, 2005)

Advertisements
  1. 05/01/2010 o 11:48 pm

    Znakomita seria, mam wszystkie te książki z serii „Mity”, a „Penelopiada” jest jedną z najlepszych.

  2. 06/01/2010 o 10:55 am

    Ta książka czeka na mojej półce. Jeśli chodzi o Atwood to polecam „Opowieści podręcznej” – byłam tą książką zachwycona. Inne powieści Atwood już nie zrobiły na mnie tak ogromnego wrażenia.

  3. mandżuria
    06/01/2010 o 1:57 pm

    Agnes, ja z serii Mity przeczytałam właśnie tylko „Penelopiadę” i zachęciła mnie do sięgnięcia po resztę. Zwłaszcza Pielewin mnie ciekawi.

    Sylwia, mam „Opowieść podręcznej” na swojej liście, chętnie więc sięgnę! „Penelopiada” to dobra książka, zastanawiająca, ale nie robi aż takiego wrażenia według mnie… Najbardziej poruszające są fragmenty o dwunastu służkach. Ciekawa jestem Twojej opinii :)

  1. 14/02/2011 o 11:36 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s