Strona główna > muzyka, wydarzenia > Koncert Tori Amos

Koncert Tori Amos

tori

Wielbicielką talentu amerykańskiej piosenkarki stałam się, z właściwą sobie spostrzegawczością, tuż po jej koncercie W Polsce w 2003. To nie była wprawdzie miłość od pierwszego wejrzenia, bo kilka lat wcześniej mój Tata próbował zachęcić mnie do jej muzyki, ale wtedy wydawała mi się nudna. Na szczęście dorosłam do niej, choć szkoda, że za późno by udać się na ów koncert… Niemniej jednak moja fascynacja rozkwitała, przechodząc w uwielbienie, bo Tori ma w sobie coś takiego, że im więcej się jej słucha i poświęca czasu na zapoznawanie się z jej tekstami, tym bardziej oddanym fanem człowiek się staje. Mogłabym tu pisać długie strony wstępu o moich ulubionych płytach, utworach i moim stosunku do rudowłosej artystki, ale ograniczę się do stwierdzenia, że jej twórczość odegrała swoją rolę w moim życiu i będę słuchać jej już zawsze. Kiedy więc zawitała do Polski w 2007, radnośnie udałam się na koncert. Było to niesamowite przeżycie, muzyczna uczta. Tori potrafi nawiązać niezwykły, intymny wręcz kontakt ze słuchaczami i po wyjściu z Sali Kongresowej byłam pewna, że to najlepszy koncert, na jakim w życiu byłam. Tymczasem po sobotnim koncercie, ponownie w Sali Kongresowej, stwierdzam, że było jeszcze lepiej. Mimo moich ciepłych uczuć do Tori Amos mimo wszystko nie zaliczam się do jej wyznawców, a trzeba przyznać, że ma chyba jednych z najbardziej oddanych fanów w światku muzycznym, ale jednak podczas koncertu nie sposób nie dać się ponieść emocjom, zwłaszcza, że w pewnym momencie wszyscy wstają i biegną pod scenę. I ja tam byłam, z łokciami na samej scenie, klaskałam i śpiewałam, czułam się jak na czysto rockowym koncercie i było cudownie.

Jak to kiedyś powiedziała moja siostra, zapewne anioły mają głos zbliżony do Tori. Dodatkowo, jest to artystka niezwykle różnorodna, każda jej płyta zahacza a trochę inny gatunek muzyczny, a Amos dostraja swój głos do potrzeb każdego utworu. Potrafi być słodka, melancholijna, drapieżna, ostra, smutna, zmysłowa… Gdybym miała użyć jednego słowa, żeby określić jej muzkę, byłoby to – kobieca. Oczywiście, do tego dochodzą także słowa, znów wpasowujące się w klimat danej piosenki. Nowa płyta, „Abnormally Attracted to Sin”, jest trochę bardziej elektroniczna niż poprzednia i to dało się odczuć na koncercie. Tori grała nie na dwóch, lecz czterech instrumentach klawiszowych podczas koncertu (gra czasem na dwóch na raz, co powoduje istną ekstazę na sali). Było trochę utworów z nowej płyty, ale z każdej znalazła się właściwie choć jedna piosenka, więc myślę, że każdy powinien być po koncercie zadowolony. Tak oto prezentowała się setlista:
Give
Hotel
Cornflake Girl
Icicle
Concertina
Flavor
Space Dog
Spark
Welcome To England
Girl
Bells For Her
Graveyard
Upside Down
Gold Dust
Hey Jupiter
Jamaica Inn
Talula
Precious Things
Strong Black Vine
Raspberry Swirl
Tear In Your Hand
Bliss
Big Wheel
Cieszę się, że zaczęła od „Give”, bardzo chciałam usłyszeć je w wersji koncertowej. „Hotel” było prawdziwie hipnotyzujące, a do tego pochodzi z mojej najukochańszej płyty, więc tym lepiej. „Cornflake Girl”, jedna z najbardziej znanych, jeśli nie najsławniejsza piosenka Tori, jest akurat moim zdaniem przeciętna w porównaniu z jej innymi utworami i choć zagrana została, jak wszystkie, świetnie, to była to dla mnie przerwa w przeżywaniu wyższych emocji. I chyba dobrze, bo kolejne „Icicle” wbiłoby mnie w fotel, gdybym nie siedziała na doczepianym do rzędu foteli zydelku bez oparcia. Do tej pory nigdy nie miałam jakiejś szczególnej sympatii do tego utworu, ale zmieniło się po wysłuchaniu go w sobotę. Podobne odczucia miałam przy „Spark”, które doprowadziło mnie niemal do łez, ale ta piosenka od lat należy do moich ulubionych utworów Tori (She’s convinced she could hold back a glacier, but she couldn’t keep baby alive, czy też if the divine master plan is perfection maybe next i’ll give judas a try). Ludzie bardzo entuzjastycznie reagowali na świetne „Welcome to England”, czyżby do głosu dochodziły osobiste przeżycia? „Precious Things” wciąż jest tą specjalną piosenką, a „Hey Jupiter” niezwykle smutne. „Strong Black Vine” natomiast poderwało wszystkich, Tori wykonała je ostro i charyzmatycznie, a publiczność naprawdę dała się ponieść, jeszcze chwilę i niektórzy zaczęliby pogo, przynajmniej tak mi wyglądali. Utworem, który zrobił na mnie jednak największe wrażenie było nowiutkie „Flavor”, po prostu odpłynęłam… To trzeba usłyszeć. Żal mi kilku piosenek, które Tori zagrała dzień wcześniej w Zabrzu, ale nie można mieć wszystkiego.

by Ilona

by Ilona

Jednak muzyka, to wbrew pozorom nie wszystko na koncertach Tori, bo ta mała kobietka to po prostu wulkan energii, który nie tylko gra i śpiewa, ale jeszcze robi wokół tego prawdziwe show. Nie tylko utrzymuje kontakt wzrokowy z publicznością, ale non stop się uśmiecha, czaruje i uwodzi słuchaczy. Widać, że gra sprawia jej dużo radości, artystka śmieje się, reaguje na reakcje fanów, rozbawia (choćby graniem na leżąco), a do tego nie potyka się w powłóczystych szatkach na wielkich szpilkach, za co szczerze ją podziwiam. Tak więc poza niezwykłymi doznaniami muzycznymi, z koncertu wróciłam naładowana radością i pozytywną energią. I już bym chciała kolejny koncert…

Advertisements
  1. 17/10/2009 o 10:26 am

    O proszę! Nie wiedziałem, że też jesteś fanką Tori! Nie ukrywam, że bardzo mnie to cieszy. Bardzo trafnie opisałaś piosenki z koncertu, choć może nie do końca zgodziłbym się co do „Cornflake Girl”, ale to może dlatego, że mam bardzo duży sentyment do tego utworu. Ciekawe, że zacytowałaś moje ulubione wersy ze „Spark”, które zawsze mocno mnie poruszają.

    Ja słucham Tori od samego początku, tzn. od płyty „Little Earthquakes”, chociaż tak do końca „wsiąknąłem” w jej twórczość od płyty kolejnej, tj. „Under the Pink”.

    Jeśli Cię to interesuje, zapraszam na mojego bloga. To wpis ogólnie o Tori: http://bryka-brak.blogspot.com/2008/12/troch-idolatrii.html

    a to o ostatnim koncercie: http://bryka-brak.blogspot.com/2009/10/sinful-attraction.html

    Pozdrawiam!

  2. 17/10/2009 o 12:42 pm

    OMG! Byłaś na koncercie Tori! Bardzo chciałam się na niego wybrać, ale jak przyszło co do czego to nic z tego nie wyszło :(

  3. liritio
    17/10/2009 o 1:49 pm

    Zazdroszczę koncertu! Ja – trochę głupio się przyznać – dopiero od jakiegoś roku zachwycam się jej głosem i piosenkami, wcześniej mnie irytowała i nie pasowała w ogóle. A potem usłyszałam jej wykonanie „Famous Blue Raincoat” Cohena i się zakochałam, nie wiedząc nawet, że to ona. A od tego czasu poznaję jej płyty coraz lepiej, ale jeszcze długa droga przede mną :)

  4. mandżuria
    20/10/2009 o 3:05 pm

    Snoopy, jak zawsze miło spotkać kolejnego fana Tori :) No to rzeczywiście jesteś w temacie od bardzo dawna, ja fopiero te kilka lat temu dorosłam do jej muzyki. Z „Cornflake Girl” chyba tak właśnie jest, że głównie docenia się jej wartość sentymentalną (choć oczywiście może się podobać i najbardziej, kwestia gustu), ale wydaje mi się, że Tori ma wiele więcej lepszych kompozycji i ciekawszych tekstów. Sama też lubię tę piosenkę, ale jest mnostwo, które lubię zdecydowanie bardziej :) Dzięki za linki, zaraz tam zajrzę.

    Zosik, jeśli tylko Tori znów nas odwiedzi, koniecznie się wybierz na jej koncert – po stokroć warto :)

    Liritio, bo z Tori to tak jest, że czasem trzeba dłużej się do niej przekonywać, ale jak się wpadnie, to już raczej po uszy. Też lubię jej wykonanie „Famous Blue Raincoat”. Z płyt polecam Ci moją ukochaną „From Choirgirl Hotel”, co druga piosenka tam jest moją ukochaną :)

  5. 20/10/2009 o 3:51 pm

    Pozwolę się wtrącić. “From Choirgirl Hotel” jest płytą rewelacyjną (przez wielu uważaną na najlepszą), ale jest płytą trudną i nie wiem, czy najlepszą na pierwsze spotkanie z Tori. Według mnie najlepiej zacząć swoją przygodę z tą artystką od „Scarlet’s Walk”, która jest płytą piękną, liryczną i bardzo przystępną.

  6. 21/10/2009 o 12:42 pm

    Ciekawie napisalas o muzyce Amos i koncercie. Ja wlasciwie lubie tylko kilka jej piosenek, probowalam sie wciagnac, ale cos mi nie lezy (a moze nie sluchalam jej wystarczajaco duzo). Przyznaje jednak, ze to piosenkarka absolutnie unikatowa, niezwykla, o wielkiej charyzmie, choc patrzac na nia mozna sie tylko tego domyslac.
    Ciesze sie, ze koncert Cie nie zawiodl :)

  7. mandżuria
    21/10/2009 o 8:06 pm

    Snoopy, to już chyba zależy od gustu (choć rozumiem, co masz na myśli jeśli chodzi o przystępność danej płyty). Ja wciągnęłam się w Tori właśnie przez „From Choirgirl”, a dokładniej przez „Spark” (oraz moją najukochańszą piosenkę Tori, „Butterfly”, ale to niestety tylko na soundtracku).

    Chihiro, muzyka Tori jest taka, że nie każdemu przypadnie do gustu i choć pewnie nie ma co się zmuszać do dalszego słuchania, jeśli nie leży, to jednak myślę, że warto jej posłuchać więcej, wsłuchać się w słowa i dać drugą szansę ;)

  8. 21/10/2009 o 9:34 pm

    Tori to tez nie moj gust, choc, przyznaje glos ladny, postac inspirujaca, no i ta piekna rudosc :)

  9. mandżuria
    21/10/2009 o 9:37 pm

    Tori = rusałka :)

  10. 04/11/2009 o 5:59 pm

    Z ciekawości poszukałam ją na youtube i nawet nie wiedziałam, że to ona śpiewa te znane kawałki ( mam na myśli ‚Crucify’, ‚Spark’) tak więc order dla ciebie za tą notkę, bo ta wokalistka czaruje głosem :)

  11. mandżuria
    07/11/2009 o 10:36 pm

    Och, zgadzam się, Tori to prawdziwa czarodziejka, polecam całą jej twórczość!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s