Strona główna > film, książki > Cedry pod śniegiem – książka i film

Cedry pod śniegiem – książka i film

snow is falling...b

Na „Cedry pod śniegiem” natknęłam się kiedyś w księgarni i opis mnie zaciekawił. Japończycy w Stanach Zjednoczonychpo ataku na Pearl Harbour? No właśnie! Do tej pory nie spotkałam chyba z żadną powieścią traktującą o tych wydarzeniach, tymbardziej pióra amerykańskiego pisarza. Chciałam przekonać się, jak przedstawi ten niechlubny epizod w najnowszej historii Stanów i tym sposobem natrafiłam na naprawdę wciągającą i dobrą lekturę.

W 1954 roku, na niewielkiej wyspie San Piedro, gdzie właściwie wszyscy się znają, w dość tajemniczych okolicznościach ginie rybak, Carl Heine. Miejscowy szeryf prowadzi dochodzenie, które prowadzi go do Japończyka urodzonego już na terenie Stanów Zjednoczonych, Kabuo Miyamoto. Człowiek zostaje oskarżony i dochodzi do procesu. Wysłuchując poszczególnych świadków, czytelnik nie tylko ma okazję śledzić kryminalną intrygę, ale poznać społeczność zamieszkującą wyspę. Od wielu już lat zamieszkiwali ją Japończycy, których zachęcała możliwość zarobku przy uprawie i zbiorze truskawek, głównym zajęciem mieszkańców San Piedro, poza rybołóstwem. Obie grupy, Japończycy i Amerykanie, współistniały całkiem zgodnie i choć nie można było mówić o zbytniej integracji, panował względny szacunek i praca układała się pomyślnie. Wszystko zmieniło się w dniu ataku Japończyków na Pearl Harbour, kiedy nawet uważająca się za mieszkańców, a nawet obywateli, japońska społeczność San Piedro została obwiniona za zło tego świata i potraktowana jak zdrajcy. Choć wiele osób, jak na przykład miejscowy dziennikarz, Arthur Chambers, pozostało im życzliwych i próbowało wspierać, strach i agresja Amerykanów doprowadziła do wielu przykrych sytuacji, a ostatecznie Japończycy zostali przewiezieni do specjalnych obozów. Po wojnie wrócili do swych dawnych domów, ale niewiele spraw toczyło się jak dawniej. Przekonał się o tym także Ishmael Chambers, weteran wojny amerykańsko-japońskiej, który przed zostaniem żołnierzem zaprzyjaźnił się i zakochał w ślicznej Hatsuo. Ishmael jako dziennikarz stawia się codziennie na rozprawie o morderstwo i wspomina swój związek z Japonką, dziś żoną oskarżonego…

Fabuła jest dość mocno poszatkowana i przedstawia wydarzenia z różnych okresów i z różnych perspektyw. Nie ma w niej jednak chaosu. To bardziej rozmaite obrazki, mozaika, która składa się w spójną całość. Wątek kryminalny jest interesujący, choć intryga nie należy do głównych motywów książki i jest potraktowana dość marginalnie – dużo istnotniejsze jest psychologiczne tło procesu. Choć powieść posiada także wątek miłosny oraz wojenne wspomnienia, jest to przede wszystkim książka psychologiczna, starająca się wniknąć w umysły mieszkańców San Piedro. Porusza problem tożsamości narodowej, który bardzo mnie interesuje, człowieczeństwa, umiejętności wybaczenia sobie samemu i światu, a także poszukiwaniu swojego miejsca. Przedstawia niezwykle trafną refleksję nad wyborami tego, co jest dla nas dobre, rozczarowaniami dorosłego życia. Nie ma w niej sentymentalizmu, ładnie opowiada o uczuciach, a bohaterowie są różnorodni i sprawnie nakreśleni. Najbardziej spodobała mi się sama Hatsuo, silna i odważna młoda kobieta.

Guterson wspaniale tworzy klimat sennej wysepki, mroźnego portu i bujnego lasu cedrowego. Język powieści jest prosty, ale na tyle obrazowy, że opisywane miejsca po prostu pojawiają się przed oczami. Autor opisuje swoich bohaterów bez upiększeń, chwilami niemal naturalistycznie. Nie kryje swojego zdania i choć cały proces jest swojego rodzaju rozrachunkiem z całą ówczesną sytuacją, to Amerykanie nie są kreowani na bezmyślnych okrutników – zdarzają się wśród nich jednostki wybitnie dobre i złe, jak wszędzie.

snow is falling...

Ponieważ książka zdecydowanie przypadła mi do gustu, postanowiłam obejrzeć także film zrobiony na jej podstawie. Moje ogólne uczucia są raczej pozytywne, choć zastanawiam się, czy osoba nie mająca wcześniej kontaktu z powieścią jest w stanie połapać się we wszystkim. Miałam wrażenie, że gdybym nie znała historii kilku bohaterów, film mógłby mnie znudzić na dłuższą metę. Dlatego radzę najpierw zapoznać się z wersją książkową. Filmowe „Cedry pod śniegiem” są przepiękną wizaulizacją tekstu. Zdjęcia, zwłaszcza zimowe, niemalże zapierają dech w piersiach, muzyka ładnie się z nimi komponuje. Fabuła pozostaje wierna oryginałowi, poza lekko udramatyzowanym zakończeniem, które reżyser chciał uczynić chyba bardziej „filmowe”, zupełnie niepotrzebnie moim zdaniem. Więcej nacisku jest położone także na rolę Ishmaela jako spadkobiercy swojego ojca – dziennikarza i humanisty. Oczywiście, pewne wątki zostały usunięte, wiele spłyconych, a Hatsuo stała się odrobinę histeryczna, a nie miałam takiego odczucia co do niej w książce. Niemniej jednak, jeśli komuś spodobała się powieść, film nie będzie stratą czasu, ogląda się go naprawdę przyjemnie, choć nie trzyma w napięciu i raczej nie porywa.

David Guterson, „Cedry pod śniegiem” (Albatros, 2001)
Cedry pod śniegiem, reż. Scott Hicks (1999)

A przy okazji zapytam: czy ktoś może umie na wordpressie wstawić sobie tzw. „star ratings” i byłby tak miły, żeby mnie oświecić? Znalazłam nawet jakieś potrzebne plug-iny, ale pojęcia nie mam, gdzie można je wstawić. Trochę bawi mnie fakt, że wszystkie te specjalne „ułatwienia” na wordpressie wydają mi się czarną magią i wiele bym dała, żeby sobie móc stronę edytować w najprostszym htmlu… Z drugiej strony, wordpress ma swoje plusy, więc o przeprowadzce nie myślę. Chciałabym wrócić do ocen, w sumie to całkiem wygodne przy recenzjach, ale zanim skończy się to na wklejaniu obrazków za każdym razem, pomyślałam o jakiejś bardziej profesjonalnej metodzie ;)

Advertisements
  1. clevera
    10/10/2009 o 10:50 pm

    Baaaardzo dawno czytałam tę książkę, aż miło było sobie ją przypomnieć.:)

  2. 11/10/2009 o 3:14 pm

    no fabuła brzmi zachęcająco
    i okładka też całkiem ładna :P co do samej sytuacji to tak było też po zamachu na WTC wobec emigrantów, wszyscy są podejrzliwie nastawieni nawet do ludzi długo tam mieszkających

  3. 11/10/2009 o 7:06 pm

    Podobnie jak clevera czytałam ksiazke dosć dawno, ale zapada w pamięć. Podobała mi się i chętnie do niej wrócę; czasem warto sobie coś przypomnieć. A przed nami długie wieczory.

  4. 13/10/2009 o 5:05 pm

    A co ma do tego Ben Affleck wyzierający z okładki?;-) Niezły efekt prowokacyjny…

  5. 13/10/2009 o 5:06 pm

    A nie, to Ethan Hawke! Ale jakież podobieństwo!;-)

  6. mandżuria
    13/10/2009 o 7:25 pm

    Clevera, myślę, że też będę do niej wracać… Jak przeczytam ten stos nieprzeczytanych ;)

    Papierowa latarnia, oczywiście, zazwyczaj tak się dzieje w przypadku konfliktów. Niemniej jednak, za mało się o tym mówi. Książkę polecam :)

    Szamanka, dokładnie, a ta książka wydaje się idealna na dlugie, jesienne wieczory.

    Eruana, tak to Hawke, bo to taka filmowa okładka. Ale rzeczywiście do Afflecka podobny… :)

  7. 21/10/2009 o 8:00 pm

    Nie dodam od siebie nic wiecej ponad to, ze podobala mi sie zarowno powiesc, jak i film. I tez uwazam, ze zdecydowanie lepiej jest najpierw przeczytac ksiazke, bo inaczej moze byc trudno sie chwilami polapac w fabule.

  8. 17/11/2009 o 3:40 pm

    Ja też dziękuję za przypomnienie tej dobrej lektury sprzed lat (niestety filmu nie widziałam). To była ciekawa i wartościowa książka i bardzo dużo wyciągnęłam z niej dla siebie.
    Pozdrawiam,
    czara

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s