Strona główna > film > Maboroshi no hikari, reż. Hirokazu Koreeda

Maboroshi no hikari, reż. Hirokazu Koreeda

maboroshi

Bardzo chciałam napisać w miarę „na gorąco” recenzję filmu „Maboroshi no hikari” (znanego także pod tytułem „Maborosi”), ale kiedy otworzyłam notatnik, nabrałam powietrza w płuca, dłonie zawisły nad klawiaturą i… I teraz zastanawiam się, jak ująć swoje odczucia i przemyślenia na temat tego filmu. Nie jestem znawczynią kina azjatyckiego, nie znam się na reżyserach dalekowschodniego pochodzenia, ale mam wyrobioną opinię, że tego rodzaju filmy bardziej odbiera się zmysłami, niż rozumiem. Nie jestem pewna, czy to brzmi sensownie, mam na myśli to, że często w filmach azjatyckich nie chodzi o samą fabułę i dialogi, ale o wrażenia wywierane na widzu, pewne obrazy, dobór barw i kadrowania. Takim filmem jest japoński „Maboroshi no hikari”.

maboroshi1

Nastoletnia dziewczynka, Yumiko, obwinia się o śmierć swojej babci, której nie udało się zatrzymać, kiedy postanowiła wybrać się na piechotę do swojego domu. Choć nikt jej o to nie obwinia, Yumiko nie potrafi pogodzić się z tą stratą. Mijają lata, Yumiko mieszka z mężem Ikuo i maleńkim synkiem w niewielkim mieszkaniu. Jej życie wydaje się dość monotonne, ale Yumiko jest szczęśliwa i zakochana. Wciąż jednak wspomina swoją zmarłą babcię, a w snach widzi swojego męża jako jej reinkarnację. Pewnego dnia Ikuo wraca się do domu po parasol, a następnie długo nie wraca z pracy. Do drzwi Yumiko puka policjant i powiadamia ją o śmierci męża. Co więcej, nie ma wątpliwości, że było to samobójstwo. Kobieta popada w depresję. Pięć lat później ponownie wychodzi za mąż, ale jej życie naznaczone jest cieniem przeszłości, a Yumiko wciąż zmaga się codziennością, próbując odpowiedzieć sobie na dręczące ją pytania i znaleźć miejsce dla siebie

maboroshi2

Akcja toczy się bardzo wolno, na ekranie niewiele się dzieje. Miałam wrażenie, że reżyser daje widzowi czas do namysłu, nie chodzi tu tylko o śledzenie wydarzeń w filmie, ale o własne przemyślenia, wywołane obrazami i słowami. Zdjęcia są przepiękne, dość mroczne, tajemnicze i chwilami niepokojące. Wspaniale został oddany klimat nadmorskiego miasteczka i pokazane zwyczajne życie mieszkających tam ludzi. To tak, jakby widzowi dane było zobaczyć po prostu wycinek z czyjegoś życia, zobrazowany w sposób poetycki i symboliczny. Nie można też nie zwrócić uwagi na nastrojową muzykę autorstwa Ming Chang Chen. Wiele bym dała za ten soundtrack.

„Maboroshi no hikari” jest filmem, który docenia się tym bardziej, im więcej się o nim myśli po obejrzeniu. W moim odczuciu jest to opowieść o samotności, poszukiwaniu swojego miejsca na świecie, ulotności szczęścia i bezradności. Yumiko zaznaje szczęścia w nowym związku, kocha także swojego syna, ale to nie zapełnia pustki po stracie Ikuo. Jej spokój i szczęście są ulotne, wystarczą pojedyncze wspomnienia bądź obrazy, by wszystko popadało w ruinę i trzeba swój spokój budować od nowa. Czas może i leczy rany, ale niekoniecznie przynosi odpowiedzi na pytania, a ze swoimi najgłębszami uczuciami człowiek zazwyczaj jest sam, niezrozumiany, bo tak głębokie zajrzenia w czyjąś psychikę wydaje się być nieosiągalne. W głębi duszy Yumiko pozostaje samotna, samotny musiał być Ikuo, skoro nikt nie miał pojęcia, czemu popełnił samobójstwo. Taka samotność staje się udziałem każdego, każdy przez to przechodzi, jak stwierdza w pewnym momencie mąż Yumiko. A może chodziło mu o coś innego? Myślę, że jest to film, który można zrozumieć na wiele sposobów. Wspaniały na jesienny wieczór. Gorąco polecam każdemu, kto lubi niespieszne, azjatyckie kino.

Maboroshi no hikari, reż. Hirokazu Koreeda, 1995.

Advertisements
  1. 09/10/2009 o 11:18 am

    Wiem, że widziałam, ale nie jestem w stanie sobie przypomnieć o czym był…

  2. litera
    09/10/2009 o 7:36 pm

    Nie słyszałam jeszcze o tym filmie, tym bardziej dziękuję za recenzję:)

  3. mandżuria
    09/10/2009 o 10:23 pm

    Zosik, jesień wydaje się być idealnym czasem na powtórzenie tego filmu, jeśli tylko Ci się podobał :)

    Litera, polecam, myślę, że Ci się spodoba.

  4. 10/10/2009 o 12:44 am

    Dzięki za recenzję :) Też nie słyszałam o tym filmie.

  5. 12/10/2009 o 7:42 pm

    Już za kilka dni dzięki zaradnemu koledze ten film będzie w moim posiadaniu – wtedy przeczytam Twoją recenzję i porównam wrażenia ;)

  6. mandżuria
    13/10/2009 o 7:22 pm

    Polecam i chętnie poczytam recenzję! Bo to film, który naprawdę można różnie interpretować, a przynajmniej tak mi się wydaje…

  7. 21/10/2009 o 12:52 pm

    Oj tak, zgadzam sie ze wszystkim, co napisalas. Zaraz po obejrzeniu nie bylam pewna, czy podobal mi sie sam film, czy tylko obrazy i pewne sceny. Do tego filmu sie dojrzewa, a raczej on dojrzewa w nas, wymaga czasu i cierpliwosci. Ciesze sie, ze o nim napisalas :)

  8. mandżuria
    21/10/2009 o 8:09 pm

    Cieszę się, że miałyśmy podobne odczucia, bardzo ciekawa jestem opinii innych osób na temat tego dzieła. Przy okazji zapytam, jak rozumiesz scenę z autobusem i Yumiko czekającą na przystanku? Bo ja zupełnie tego nie pojęłam, choć i tak bardzo mi się sama scena podobała ;)

  9. 21/10/2009 o 10:17 pm

    A to mi zadalas cwieka… Nie pamietam! Nie pamietam tej sceny :(

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s