Strona główna > książki > „Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg

„Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg

smażone zielone pomidory

„Smażone zielone pomidory” Fannie Flagg przypominają trochę amerykański serial obyczajowy. Nie taki nowoczesny, z gatunku tych, które opowiadają o sukcesach młodych prawników w wielkich miastach, ale taki o trochę sennym miasteczku gdzieś na amerykańskim końcu świata, gdzie wszyscy się znają, przeżywają swoje małe radości i dramaty, a każdy odcinek poza historią głównych bohaterów opowiada też o jakimś incydencie z życia ich rodziny, przyjaciół bądź wrogów. Może taki opis nie brzmi zbyt obiecująco, jednak choć nie zachwyciłam się książką Fannie Flagg (a trochę miałam nadzieję, że spodoba mi się naprawdę mocno po tym, co o niej słyszałam), to jednak chwile spędzone na lekturze mijały mi szybko i bardzo przyjemnie.

Początek nie jest zbyt obiecujący: w latach 80. zakompleksiona czterdziestolatka razem z mężem, z którym zupełnie nie potrafi znaleźć wspólnego języka, odwiedza jego matkę, która nigdy nie jest z niej zadowolona, w domu spokojnej starości. Nie mając ochoty na wspólne oglądanie telewizji, ucieka do pokoju odwiedzin, by tam oddawać się swojej depresji i pochłanianiu słodyczy. Spotyka tam staruszkę, Ninny Threadgoode, z którą nawiązuje znajomość i rozmowę. A raczej to Ninny zaczyna prowadzić swoisty monolog, chwilami przypominający nieskrępowany strumień świadomości: opowiada o latach swojej młodości, a przede wszystkim o rodzinie Threadgoode’ów, miasteczku Whistle Stop i znajdującej się w nim kawiarni, prowadzonej przez dwie kobiety. Losy rodziny i przyjaciół Ninny zaczynają fascynować Evelyn, a dzięki rozmowom ze staruszką, zaczyna ona powoli zmieniać swoje życie, przechodząc wzloty i upadki, małe rewolucje, aby na końcu odnaleźć zgodę z samą sobą.

„Smażone zielone pomidory” są zlepkiem kilku narracji: część opowiada o wizytach Evelyn w domu starców oraz jej przemyśleniach i zmaganiach z codziennym życiem, pozostałe to historie z lat 30. oraz wycinki z gazet traktujące o opisywanych wydarzeniach. Nie utrudnia to lektury, wręcz przeciwnie, dodaje książce uroku, zwłaszcza poprzez kreowanie nastroju amerykańskiego miasteczka z początku ubiegłego stulecia. Fannie Flagg napisała przyjemną i lekką powieść obyczajową, dodając sporo przemyśleń na temat rasizmu i segregacji, która miała wtedy miejsce w Stanach, feminizmu, roli płci, religii i rodziny w życiu człowieka. Chwilami wydawało mi się to trochę naiwne, jakby przesadzone, a nie na tyle zabawne, żebym uznała to za zamierzony dowcip, choć miejscami książka potrafiła rozśmieszyć, więc może w tych mniej zabawnych a dziwnych momentach zawiodło moje poczucie humoru. „Smażone zielone pomidory” to dobra powieść obyczajowa, która ma naprawdę świetne momenty: kilka spostrzeżeń, kilka naprawdę wzruszających scen, kilka pięknych obrazów. I choć nie zaliczam się po tej lekturze do miłośniczek tej książki i raczej nie sięgnę po pozostałe książki autorki, to polecam ją każdemu, kto ma ochotę na ciepłą i podnoszącą na duchu historię. Sama natomiast ciekawa jestem tytułowej potrawy – nie dość, że pomidory, to do tego jeszcze zielone! Brzmi jak coś zaprojektowanego specjalnie dla mnie :)

Fannie Flagg, „Smażone zielone pomidory” (Prószyński i S-ka, 2008)

Reklamy
  1. 07/10/2009 o 9:00 am

    jedna z moich ulubionych książek i filmów;)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s