Strona główna > książki > Więcej o Chinach

Więcej o Chinach

Po wspaniałych „Dzikich łabędziach” miałam ochotę na kolejne książki dotyczące Chin, tym razem na pozycję bardziej beletrystyczną. Z wielkimi nadziejami zabrałam się więc za czytanie dwóch powieści (choć są one tak krótkie, że słowo powieść brzmi w ich przypadku zbyt dumnie) chińsko-francuskiej autorki, Shan Sa.

Shan Sa urodziła się w Pekinie, a do Paryża wyemigrowała na stypendium dopiero po wydarzeniach na placu Tian’anmen, które bardzo przeżyła. Na początku zajmowała się pisaniem wierszy i na tym polu osiągnęła swoje pierwsze sukcesy. Jej pierwsze powieści zostały wydane już w języku francuskim: „Brama Niebiańskiego spokoju” oraz „Cztery życia wierzby” i to właśnie te dwie książeczki wpadły mi w ręce. Obie są na tyle krótkie, że można przeczytać je w jeden wieczór i traktują o rzeczach bliskich autorce.

bns

„Brama Niebiańskiego Spokoju” opowiada o wydarzeniach tuż po masakrze na placu Tian’anmen. Młoda przywódczyni ruchu, Ayamei, oporu błąka się po ulicach Pekinu i dość biernie pozwala się ukrywać i w końcu wywieźć z Pekinu. Choć na prowincji na chwilę odnajduje spokój, na jej trop wpadają w końcu żołnierze pod dowództwem zagorzałego maoisty, Zhao. Zhao, dziecko ubogich rolników, doszedł do dość wysokiej pozycji dzięki wytrwałości i oddaniu. Wierzy w lepsze, maoistyczne Chiny i kiedy dostaje rozkaz wytropienia Ayamei, nie spocznie, póki tego nie zrobi. Ayamei ucieka w góry i tam poszukuje jej Zhao, czytając znaleziony pamiętnik dziewczyny. Z kart dziennika opozycjonistka jawi mu się w zupełnie inny niż podawali to zwierzchnicy sposób i dla mężczyzny staje się ostoją piękna i poezji, o których musiał zapomnieć w swoim żołnierskim życiu. Odżywają powoli tłumione dotąd uczucia i choć nie znajdziemy w tej powieści wątku miłosnego, reklamowanego w notce wydawniczej, to między bohaterami, którzy się nie znają, pojawia się niewytłumaczalna więź. Sama Ayamei poszukuje, można by powiedzieć, samej siebie, swojej tożsamości i miejsca w życiu, odkąd to, co było dla niej ważne znikło. Wchodząc coraz głębiej w świat przyrody, tajemnicze i niebezpieczne góry, które według mieszkańców wioski pełne są duchów i mitycznych stworzeń, sama przenosi się w świat na skraju prawdy i snu, pełnego poezji i niewytłumaczalnej tajemnicy.

czzw

„Cztery życia wierzby” to natomiast zbiór opowiadań, które łączy motyw płaczącej wierzby, symbolizującej w Chinach zarówno śmierć jak i odrodzenie. Każde opowiadanie umiejscowione jest w innym czasie i ma trochę inny charakter. Pierwsze przywodzi na myśl stare baśnie bądź legendy. Kolejne opowiada o czasach krępowania stóp i bogatym domostwie na skraju stepu. Następnie mamy rewolucje kulturalną i wreszcie współczesne Chiny, w których wciąż odnaleźć można trochę legend i magii. Czy rzeczywiście tylko symbol wierzby łączy te opowiadania? W każdym występuje para, kobieta i mężczyzna, żyjący w trochę odmiennych światach, przede wszystkim pod względem duchowym. A każda kobieta, na swoje czasy, jest osobą silną, choć delikatną – być może to wciąż jedna i ta sama postać, inkarnacja wierzby zagubiona w procesie ciągłej reinkarnacji, skazana na duchową samotność. Znów, poezja i świat magiczny miesza się tu z realnym, a historia ze zwyczajnym życiem.

Niestety, obie książki trochę mnie zawiodły. Czytając opisy umieszczone z tyłu książki spodziewałam się czegoś naprawdę dobrego, ale pisarstwo Shan Sa pozostawia moim zdaniem mocny niedosyt. To zadaniem czytelnika jest doszukać się symboliki i wyobrazić sobie Chiny z różnych okresów, bo Kraju Środka jest w książkach tej autorki jak na mój gust zdecydowanie za mało. Język jest dość prosty i, co może jest kwestią słabego tłumaczenia, mimo pewnej poetyckości drażniący – powtarzające się wciąż zwroty, zwłaszcza w opisach postaci (Ayamei), irytująco sztuczne dialogi i za mało treści, za mało głębi… Tak wspaniale się zapowiadało i może dlatego odczułam taki zawód. Nie można identyfikować się z papierowymi bohaterami i z przejęciem śledzić ich przygód i przemyśleń. Zdarzają się lepsze momenty (dziennik Ayamei lub drugie opowiadanie z „Czterech żyć wierzby), ale mogło być zdecydowanie lepiej. Szkoda. Po kolejne książki Shan Sa już raczej nie sięgnę…

Shan Sa, „Brama niebiańskiego spokoju” (Muza, 2003)
Shan Sa, „Cztery życia wierzby” (Muza, 2004)

Reklamy
  1. 27/08/2009 o 11:22 am

    tytuły mi się podobają, a niestety coraz częściej spotykam się z tym, że okładkowy opis bardzo różni się od treści książki
    ja tej autorki znalazłam na bilbionetce „Dziewczynę grającą w go” nie wiem czy czytałaś ale też po opisie przypomina historię z „Bramy niebiańskiego spokoju”, po twojej recenzji muszę przemyslec wypożyczenie jej

  2. litera
    27/08/2009 o 11:53 am

    A ja, przekornie, sięgnę;) Bo znam tylko z nazwiska.

  3. 27/08/2009 o 1:13 pm

    Jeśli lubisz czytać o Chinach, to polecam Peonię :)

  4. 2lewastrona
    27/08/2009 o 6:57 pm

    mnie tez srednio przypadły do gustu, ale szczerze polecam „Czerwony pył” Ma Jian.

  5. 28/08/2009 o 9:47 am

    Chińskich klimatów ciąg dalszy? :D „Dysydent” doszedł, a przeprosiny nie były konieczne. Jak tylko przyjdzie na niego ochota – skonsumuję. Dzięki :D

  6. mandżuria
    28/08/2009 o 12:33 pm

    Papierowa Latarnia, „Dziewczyny grającej w GO” nie czytałam, więc nie mogę się wypowiedzieć. Są osoby, którym styl Shan Sa przypada do gustu, więc może warto spróbować?

    Litera, pewnie, najlepiej zawsze przekonać się samemu. Shan Sa ma swoich zwolenników, więc może Ci się spodoba bardziej niż mnie.

    Ktrya, chyba na jakiś czas muszę od Chin odpocząć, ale „Peonia” jest na mojej liście i na pewno z czasem ją przeczytam, dzięki za polecenie!

    2lewastrona, czytałam już kilka recenzji „Czerwonego pyłu” i bardzo chętnie do niego sięgnę za jakiś czas. Na razie muszę trochę od Chin „odpocząć” :)

    Bazyl, o, w takim razie Poczta Polska przyjemnie mnie zaskoczyła swoją szybkością. Miłego czytania!

  7. 29/08/2009 o 9:21 pm

    Nie czytałam „Bramy niebiańskiego spokoju”, ale „Cztery życia wierzby”-tak. Mnie sie podobały. Trochę inną tematycznie książką jest „Aleksander i Alestria” – ciekawa historia Aleksandra Wielkiego i królowej Amazonek (recenzja na moim blogu); może jednak sięgniesz po powieśc Shan Sa …

  8. mandżuria
    01/09/2009 o 7:59 pm

    Szamanka, może rzeczywiściście ta powieść bardziej przypadłaby mi do gustu. Z drugiej strony mnie tematyka książek Shan Sa pasuje, ciekawi i chętnie bym o tym poczytała. Zniechęca mnie natomiast jej sposób pisania, więc jeśli sięgnę jeszcze do jej książek, to muszę trochę odczekać. Może przy innym nastroju odbiór byłby lepszy… Pozdrawiam!

  9. 01/09/2009 o 11:01 pm

    A ja wlasnie dzis przeczytalam pozytywna recenzje „Bramy…” u Abieli i sie napalilam lekko. „Dziewczyna graca w go” tez mnie interesuje od jakiegos czasu. Ale jesli siegne po jakiekolwiek ksiazki Shan Sa, to siegne po angielskie wydania. Zauwazylam jakis czas temu, ze znacznie lepiej czyta mi sie po angielsku autorow azjatyckich, po polsku jakos ten jezyk wydaje sie zbyt prosty, zbyt powierzchowny, a po angielsku ta prostota czaruje i rytm jest jakby lekki.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s