Strona główna > książki > „Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin”

„Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin”

dzl

Słucham sobie przepięknej dalekowschodniej muzyki otrzymanej od Chihiro i przeszło mi przez myśl, że już od maja zbieram się do napisania czegoś o „Dzikich łabędziach” pani Jung Chang. Tu po przeczytaniu nie bardzo potrafiłam ubrać w słowa moje odczucia dotyczące tej książki, a potem, jak to często bywa, coraz ciężej mi się było do tego zabrać. Dlaczego więc nie napisać czegoś teraz?

„Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin” to autobiograficzna powieść Chinki, która po studiach wyjechała na stypendium do Wielkiej Brytanii, tam się osiedliła i mogła w końcu spisać losy swojej rodziny. W ten sposób powstała prawdziwa saga, poruszająca i prawdziwa, w rodzinnym kraju autorki zakazana. Chang podzieliła swoją powieść na trzy etapy, historie trzech kobiet: babki, matki i swoją własną. Ich losy są nierozerwalnie związane z historią Chin, przemianami społecznymi i politycznymi. Dzięki temu czytelnik do rąk dostaje książkę niezwykłą. Z jednej strony stanowi ona prawdziwą lekcję historii. Czytając „Dzikie łabędzie” uświadomiłam sobie, że moja wiedza o współczesnych Chinach jest właściwie zerowa. Autorka ma duży talent w pisaniu o polityce i przede wszystkim oczywiście o komunizmie w wydaniu maoistowskim w sposób przystępny i zapadający w pamięć. Dzięki temu można zrozumieć przemiany zachodzące w Kraju Środka, choć trochę przyjrzeć się chińskiej duszy, skomplikowanej i pełnej sprzeczności.

Przede wszystkim jednak odebrałam “Dzikie łabędzie” jako historię chińskiej rodziny, której podstawę stanowiły kobiety. Kobiety nieprzeciętne: silne i gotowe walczyć o swoje i rodziny szczęście, ale przy tym wrażliwe i takie… normalne. Świat babki, matki i córki różnił się od siebie, zdawałoby się, że każda żyła w innej epoce, a zwrot „generation gap” nie jest w ich przypadku pustym frazesem. Jednak wzajemna miłość i chęć zrozumienia utworzyła most nad tą przepaścią. Oczywiście, historia rodziny nie jest pozbawiona tragicznych epizodów, a Chang mimo niewątpliwej miłości i szacunku, którym darzy rodziców, stara się pisać o nich obiektywnie, nie pomijając na przykład niezwykle durowego charakteru ojca, zagorzałego komunisty, którego następnie zawód spowodowany prawdziwym obliczem komunizmu i rewolucja kulturalna doprowadziły do załamania nerwowego. Spodobała mi się scena, w której ten zagorzały entuzjasta komunizmu stwierdza, że jego syn rośnie na prawicowca, ale godzi się na to, akceptując kroczenie syna jego własną drogą, jego odrębność i własny rozum. Nie od dziś wiadomo, że szacunek to podstawa udanych relacji rodzinnych, ale tak rzadko teoria jest wykorzystywana w praktyce… Bardzo podobały mi się fragmenty o rodzeństwie Jung – każde z dzieci wybrało los inny niż ich rodzice, mimo że wychowane były w bardzo komunistycznym domu i bardzo długo, jak prawie wszyscy ich rówieśnicy pozostawały prawdziwymi wyznawcami kultu Mao.

”Dzikie łabędzie” wywarły na mnie wielkie wrażenie, dlatego ciężko mi w kilku zdaniach napisać, co tak niezwykłego jest w tej książce. Mogłabym pisać na jej temat wiele stron lub streścić wszystko w stwierdzeniu „fantastyczna”. Z jednej strony przeraża obraz państwa totalitarnego, stąd niedaleko już do Orwella i jego „Roku 1984”. O ile oczywiście przykre są fragmenty o torturach, mnie najbardziej przeraziła władza, jaką Mao miał nad zwykłymi obywatelami. Wielkiemu Przewodniczącemu przeszkadzają gołębie? W wyznaczonych godzinach każdy obywatel ma walić w garnki, żeby gołębie płoszyć i nie pozwolić im usiąść na ziemi – wyczerpane od bezustannego lotu padały martwe na ziemię. Wielki Sternik nie lubi trawy? Obywatele mają za zadanie ją wyrywać z każdego zielonego obszaru… Taka władza nad drugim człowiekiem jeży mi włosy na głowie. A jednak w tym czerwonym piekle Chang ukazuje istnienie ludzi uczciwych, wrażliwych, chętnych do pomocy i szanujących innych ludzi. Ta książka wzrusza, skłania do myślenia nad ludzką naturą i kierunkiem, w jakim zmierzamy. Gdybym miała coś do powiedzenia w sprawie układania listy lektur, to poleciłabym właśnie tę książkę.

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Nie jest to lektura gładka, lekka i przyjemna, ale warta każdej minuty na nią poświęconej.
6/6
Jung Chang, „Dzikie łabędzie: Trzy córy Chin” (Albatros, 2006)

Advertisements
  1. 29/07/2009 o 6:55 pm

    u mnie ta książka leży na półce od dobrych kilku lat i dojrzewa. uwielbiam klimaty azjatyckie, przede wszystkim japońskie, ale do Chin to już niedaleko. ale jak tak czytam Twoją recenzję dochodzę do wniosku, że mogę ustawić tą pozycję na stosiku do-przeczytania-w-najbliższym-czasie.

  2. 2lewastrona
    29/07/2009 o 7:20 pm

    :) nie moge sie za nią zabrać ale tak mam z wieloma ksiazkami niestety..

  3. 29/07/2009 o 10:11 pm

    Niebawem powinnam ją dostać, więc tym bardziej się cieszę z Twojej recenzji.

  4. 30/07/2009 o 8:46 am

    Ja dwa razy podchodziłam do tej książki. Wpierw zaczęłam i odłożyłam, a po roku znowu wróciłam i już nie mogłam się oderwać od czytania. Tyle w niej problemów, że aż trudno o wszystkim pisać. Rodzina i historia, tak w skrócie można to ująć.

  5. 30/07/2009 o 12:49 pm

    Ja tez dalabym tej powiesci szostke! Przeczytalam ja chyba z 10 lat temu (w kazdym razie bardzo dawno temu) i choc szczegolow nie pamietam, to uwazam, ze jest to jedna z najlepszych ksiazek z Chinami w tle. Przeczytalam ja jako jedna z pierwszych chinskich ksiazek i nie moglam trafic lepiej. Dowiedzialam sie wiecej, niz nauczylabym sie w szkole (a swoja droga, historia XX-wieczna Chin w moim programie szkolnym byla potraktowana bardzo po macoszemu, a przeciez ten kraj to potega i wydarzenia historyczne maja wielka wage takze w skali swiatowej!). A przy tym ladunek emocjonalny, jaki ta powiesc niesie jest niezmiernie bogaty. Wspaniala powiesc!

    PS. Ciesze sie, ze muzyka sklonilam Cie poniekad do napisania recenzji :)

  6. litera
    11/08/2009 o 11:09 am

    Brzmi ciekawie, nie zaprzeczę. I zdaje się, że sobie ją zanotuję, by za jakiś czas do niej zajrzeć. Gdy mnie na literacką podróż do Chin najdzie;)

    Pozdrawiam serdecznie!:)

  7. 28/08/2009 o 8:48 pm

    Fantastyczna książka. Czytałam z wypiekami na twarzy. Do dziś pamiętam świnię z papier mache, którą od czasu do czasu z meżem wspominamy, bo nam się razem czytać zachciało, a skończyło się na wyrywaniu sobie ksiażki z rąk. Podzielam opinię, że autorka pisze w sposób ciekawy o polityce – nie kazdy to ptrafi . I podzielam również ocenę.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s