Strona główna > książki, zabawa > „The Harmony Silk Factory” Tash Aw

„The Harmony Silk Factory” Tash Aw

hsf

„Faktoria Jedwabiu” (polski tytuł) autorstwa pana o nazwisku Tash Aw jest debiutem tego autora, a przy okazji pierwszą malajską powieścią, jaką udało mi się przeczytać (choć napisana została po angielsku i wydana w Londynie…). Nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, ale całkiem obiecująca nowa znajomość.

Książka opowiada historię Chińczyka, Johnny’ego Lima, kupca tekstylnego, o którym krążą różnorodne plotki i legendy, a ludzie nie mogą się zdecydować, czy jest to oszust odpowiedzialny za śmierć wielu ludzi, czy bohater, dzięki któremu miasto przeżyło pomimo napaści Japończyków. Jednak to nie Johnny jest głównym bohaterem powieści – jego losy poznajemy z perspektywy trzech bliskich mu osób: syna, żony Snow i przyjaciela, Petera Wormwooda. Każde z nich patrzyło na Johnny’ego z trochę innej perspektywy, ale wydaje się, że żadne nie poznało go do końca, o ile w ogóle można mówić o poznaniu. Mimo to otrzymujemy całą historię chińsko-malajskiej rodziny z pewnym angielskim akcentem.

Książka napisana jest naprawdę ładnym językiem, choć ostatnia część (opowiedziana przez Petera) mocno mi się dłużyła i miałam ochotę przeskakiwać całe fragmenty. Postać Johnny’ego intryguje i czytelnik chętnie kompletuje układankę zbierając informacje od trzech narratorów. Syn, Jasper, buntuje się przeciw ojcu, ze strzępków informacji, jakie zdobył o nim i o swej matce ułożył postać człowieka bezwzględnego i okrutnego. Z dalszych części wyłania się jednak zupełnie inny obraz, nie tylko Johnny’ego, ale także Snow, jej rodziców i Petera, a także innych istotnych postaci. Mnie Johnny wydał się przede wszystkim bardzo samotnym i niezrozumianym człowiekiem. Z podanych myśli i wypowiedzi ułożyłam sobie własny portret tego wpływowego Chińczyka i podejrzewam, że tak jak Snow, Jasper i Peter posiadali własną wizję Johnny’ego patrząc na niego z ograniczonej perspektywy, tak każdy czytelnik dopasowując te czasem sprzeczne wizje utworzy sobie własny obraz, decydując, które zdarzenia były prawdziwe i jakie intencje kierowały bohaterem. Właśnie ta możliwość interpretowania po swojemu spodobała mi się w powieści najbardziej. Przypomina to także o interpretowaniu historii w ogóle, o tym jak uważnym trzeba być oceniając kogoś i zawsze mieć świadomość, jak zawężony jest nasz obraz widzenia wydarzeń, w zwłaszcza ludzi. Łatwo jest kogoś źle oceniać, ranić i skazywać na samotność, nie troszcząc się o wysiłek zapoznania się z jego punktem widzenia i obiektywnym spojrzeniem na zaistniałe sytuacje. Potem nierzadko jest za późno na odwrócenie zła, które się wyrządziło.

Oczywiście ciekawie było także dowiedzieć się czegoś o Malezji, jej historii i kulturze, bo to jeden z zakątków świata, o których wciąż wiem zdecydowanie za mało. Tash Aw ma talent do opisywania swojego rodzimego kraju i ludzi w nim żyjących. Przeglądając zdjęcia z Malezji ma się wrażenie, że to świat z bajki.

malezja

Choć czytając „Faktorię Jedwabiu” nie byłam szczególnie zachwycona, to jednak mogę ją polecić jako kawałek porządnej literatury, a po inne tytuły Tasha Aw z chęcią sięgnę, jeśli wpadną mi w ręce.

4/6
Tash Aw, „The Harmony Silk Factory” (HarperPerennial, 2005)

Na zakończenie dalszy ciąg łańcuszku, pytania zadane przez Lilithin:
Czy zdarzyło Ci się zniszczyć książkę (własną lub pożyczoną)? W jakich okolicznościach i jeśli była pożyczona, to jak się wytłumaczyłaś?
Bardzo dbam o książki, więc raczej mi się nie zdarzają tego typu wpadki. Pamiętam, że raz upuściłam książkę pożyczoną od kuzyna i ubrudziła mi się ziemią – wyczyściłam ją gumką i nie było śladu. Gdyby zniszczyła się trwale, to na pewno bym odkupiła. Bardzo nie lubię, kiedy pożyczam komuś książkę, a ten ktoś zwraca mi z np. rozgniecionym robakiem pod okładką (z czego zdaje sobie ów pożyczający sprawę). Miałam taką sytuację i nie byłam zachwycona.

Czy zdarza Ci się czytać w języku obcym? Jeśli tak, to w jakim i co decyduje o tym, że sięgasz po taką książkę?
Czytuję książki po angielsku (tylko ten język poza ojczystym znam na tyle, żeby móc w nim czytać literaturę). Dlaczego? Because I can ;) Na początku, żeby się poduczać i cieszyć, że potrafię, potem, bo trzeba było czytać lekturym, a teraz też mam dużo naukowej czytaniny plus po prostu lubię czytać w oryginale, więc jak mogę, to czytam. Choć i tak najbardziej chyba lubię czytać po polsku (chyba, że przekład jest nieznośny, wtedy zrobię wszystko, żeby znaleźć oryginał).

Czy kiedykolwiek obejrzałaś film, który zachęcił Cię do przeczytania książki? Albo: czy w ogóle oglądasz filmy na podstawie książek, których jeszcze nie czytałaś?
Bardzo wiele filmów będących adaptacją oglądałam przed czytaniem książek. Nigdy nie wynikało to z jakiejś szczególnej polityki, po prostu miałam dostęp do filmu, a do książki akurat nie. Teraz jednak mam dylemat z „Lektorem” i „Drogą do szczęścia” – dostęp do filmu mam, do książki nie, ale waham się, czy warto zaczynać od filmu.

Reklamy
  1. 16/07/2009 o 10:51 pm

    Właśnie wczoraj listonosz przyniósł mi właśnie tę książkę, bardzo jestem ciekawa, bo Malezja to jeden z moich ulubionych krajów.

  2. 17/07/2009 o 11:56 am

    Nie moge sie do tej powiesci przekonac… Tzn. interesuje mnie nawet, ale wlasnie nie wydaje mi sie na tyle dobra, by ja jednak czytac, a na polkach mam wiele ksiazek, do ktorych bardziej mnie ciagnie. Wiec chyba sobie odpuszcze. Ja chce czytac same ksiazki na 5 i 6!!! :)
    Udanej wycieczki :)

  3. mandżuria
    20/07/2009 o 12:34 am

    No właśnie nie jest to książka zachwycająca. Trochę tak, jakby autora przerósł temat, a może po prostu nie wykorzystał potencjału. Sama nie wiem. Odłożyłam książkę po przeczytaniu ze sporą irytacją, byłam wręcz zmęczona pewnymi wątkami. Ale im więcej o niej myślałam, tym bardziej musiałam jej jednak przyznać sporo plusów.

    Dla mnie to taka książka, którą przeczytać można, ale nie trzeba :)

  4. 20/07/2009 o 1:59 pm

    To troszkę szkoda, planowałam sięgnąć po „Faktorię jedwabiu”, a skoro aż kilka osób troszkę na nią narzeka to pewnie się nie zdecyduję. Będę podpatrywać i poszukiwać do skutku.

  5. L.
    24/07/2009 o 11:02 am

    Cieszę się, że wzięłaś udział w zabawie :) Robak to mały pikuś! Moja koleżanka spaliła moją książkę, bo nie miała żadnej podpałki na ognisko! Oglądałam „Lektora”, książki jeszcze nie czytałam i jakoś nie jest mi smutno z tego powodu, ale za to chętnie najpierw bym przeczytała „Drogę do szczęścia” przed obejrzeniem. Spróbuj gdzieś zdobyć :)

  6. 28/07/2009 o 1:11 pm

    Kiedyś się za tę książkę zabrałam, ale znudziła mnie, więc ją porzuciłam. Z tego, co przeczytałam, nie zostało mi w głowie zupełnie nic. W sumie trochę żałuję, że ją puściłam w świat, bo chętnie dałabym jej drugą szansę – ze względu na Malezję. Ech :(

  7. mandżuria
    28/07/2009 o 3:07 pm

    Germini, Malezji rzeczywiście trochę tam jest… ale myślę, że są książki, gdzie jest jej więcej, a treść ciekawsza, więc nie żałuj! :)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s