Strona główna > książki > „Psy z Rygi” Henning Mankell

„Psy z Rygi” Henning Mankell

0rygi200

Z weekendu w Gdańsku przywiozłam poza miłymi wspomnieniami zapalenie gardła, więc choć nie nadaję się do zbyt wymagających zadań, postanowiłam nadrobić choć pisanie recenzji, bo wciąż mam na liście kilka zaległych pozycji, o których chcę napisać kilka zdań. Na bieżąco natomiast zaczytuję się w „Annie Kareninie”, ale idzie mi powoli – delektuję się lekturą i (niestety) zajmuję innymi sprawami, które zwlekać nie mogą i wygrywają nawet z pierwszorzędną książką.

Recenzję „Psów z Rygi” Henninga Mankella dla wielbicieli komisarza Wallandera napisała niedawno Zosik, dla mnie natomiast było to pierwsze zetknięcie z pisarstwem Mankella, a także powrót do czytania kryminałów po bardzo długiej przerwie. Od razu polubiłam Kurta Wallandera, komisarza walczącego z przestępcami i swoimi słabościami. Nie jest to jeden z superbohaterów rodem z filmów sensacyjnych, żaden z niego Sherlock Holmes, ale ma łeb na karku i potrafi kojarzyć fakty, a przy tym wydaje się być człowiekiem z krwi i kości, borykającym się z normalnymi problemami: niepoukładane relacje z ojcem i córką, brak po stracie partnera z pracy, a także kłopoty ze zdrowiem. Przede wszystkim Wallander wydał mi się przejmująco samotny w swoim zimnym mieście, bez planów, bez pomysłu, wegetujący bardziej niż żyjący do tego stopnia, że nawet jego teoretyczny urlop w górach wydawał się nie pasować do jego szaro-białego życia. Myślę, że to właśnie ta pustka popchnęła komisarza do działania i rozwiązywania spisku, a także z góry skazanej na niepowodzenie fascynacji.

Na czym polega sam spisek? W lutym 1991 do wybrzeży Skanii przybija ponton ze zwłokami dwóch mężczyzn ubranymi w garnitury? Ciężko stwierdzić cokolwiek pewnego na ich temat, ale wszystkie tropy prowadzą do Europy Wschodniej, a w końcu do Rygi, gdzie Wallander musi się udać, a gdzie jest jeszcze zimniej i samotniej niż w jego rodzinnej Szwecji. Sama intryga wydała mi się mało kryminalna – choć komisarz rozwiązuje mroczną zagadkę, to fabuła nie koncentruje się na zbieraniu dowodów, łączeniu faktów – Wallander uczestniczy w tajemnych rozgrywkach rządu bez pełnej świadomości, co się dzieje. To książka sensacyjna, możnaby się nawet pokusić o użycie słowa thriller, nie jest natomiast typową prozą detektywistyczną. Nie stanowi to jednak jej minusa – mroczny klimat, zagadkowa intryga, wszechobecne zimno i zwykli ludzie w centrum dość niezwykłych wydarzeń – wszystko to sprawia, że fabuła wciąga, bohaterom kibicuje się z całego serca i cały czas powtarza „to już ostatni rozdział i idę spać… no, jeszcze do końca strony i już naprawdę… ok, do końca linijki i tyle na dziś…”

W dużym skrócie rzecz ujmując: podobało mi się i to nawet bardzo. Zaznaczam, że nie mam porównania do innych części serii, ale myślę, że to godna uwagi pozycja dla wszystkich miłośników kryminałów i dobrej literatury każdego rodzaju. Na pewno nie będzie to moje ostatnie spotkanie z Mankellem.

4,5
Henning Mankell, „Psy z Rygi” (WAB, 2008)

Reklamy
  1. 23/06/2009 o 8:46 pm

    Też przeczytałam dopiero jeden kryminał Mankella, ale już zdążyłam polubić komisarza Wallandera :) „Psy z Rygi” będą następne, bo chciałbym się trzymać oryginalnej kolejności, o ile będzie to możliwe :)

  2. 21/07/2009 o 1:22 pm

    Masz rację: „Psy z Rygi: to raczej thriller, czy też powieść policyjna niż typowy kryminał detektywistyczny.

    Właśnie skończyłem czytać i też całkiem mi się spodobało…

    Pozdrawiam serdecznie!

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s