Strona główna > książki > „Coś pożyczonego” Emily Giffin

„Coś pożyczonego” Emily Giffin

eg

Tyle się nasłuchałam dobrego o tej książce – że wciągająca, pogodna i przyjemna. Czyta się błyskawicznie i poprawia nastrój. Ponieważ „Coś pożyczonego” zostało pożyczone mojej siostrze – skorzystałam z okazji i przeczytałam. Czyta się rzeczywiście bardzo szybko, ale to jedyna pozytywna dla mnie refleksja po tej lekturze. Fabuła opowiada historię z życia grupki odnoszących (względne) sukcesy grupki trzydziestolatków z Manhattanu. Rachel ma zostać pierwszą druhną na ślubie swojej najlepszej przyjaciółki jeszcze z czasów dzieciństwa, Darcy, która za kilka miesięcy ma poślubić przyjaciela Rachel z okresu studiów, Deksa (nie poradzę nic na to, że ów skrót od imienia Dexter nieodmiennie kojarzył mi się z keksem). Dex stanowi ucieleśnienie wszelkich cnót ‚prawdziwego amerykańskiego mężczyzny’ – już na studiach wyróżniał się wśród kolegów nie tylko nieskazitelnym wyglądem, ale również nieprzeciętną inteligencją, pewnością siebie, zdolnościami i błyskotliwością. Jego przyszła żona została natomiast opisana jako jego zupełne przeciwieństwo – piękna, ale pusta, rozpieszczona, apodyktyczna i zachłanna pozerka, egoistka zachowująca się zazwyczaj głupio i dziecinnie. Mimo to kocha ją Dex, a Rachel daży mieszaniną przyjaźni i goryczy, co i tak ciężko zrozumieć. Na trzydziestych urodzinach Rachel dochodzi do zdarzenia, które burzy dotychczasowy spokój – Rachel i Dex spędzają ze sobą noc i choć starają się utrzymać to w sekrecie, a najlepiej zapomnieć o całej sprawie, okazuje się, że czują do siebie coś poza przyjaźnią. Nie muszę pisać, jak cała historia się skończy, bo czytelnik już to wie zanim zacznie czytać. Choć Rachel męczą wyrzuty sumienia, to nie są one zbyt poważne – ma mnóstwo na swoje usprawiedliwienie. Autorka pilnuje, by Darcy ani przez chwilę nie wydała się czytelnikowi sympatyczna, aby nie zasługiwała na współczucie. I dzięki temu powtarzane w książce stwierdzenie, że „świat nie jest czarno-biały” zupełnie się w powieści nie sprawdza.

Nie spodziewałam się po tej książce głębi psychologicznej, nie myślałam, że Giffin poruszy trudne tematy zdrady i kobiecej solidarności w sposób skłaniający do refleksji i dający w kość. Chciałam czegoś zabawnego i błyskotliwego, a tymczasem umęczyłam się czytając. Pewnie powinnam się domyślić takiego obrotu spraw, bo zachwalane „Diabeł ubiera się u Prady” nie podobało mi się wcale, a jednak dałam szansę „Czemuś pożyczonemu”. Nie odpowiada mi świat nowojorskich biznesmenów i prawniczek, nie kojarzę większości nazwisk projektantów i nie śmieszy mnie większość żartów wypowiadanych przez postacie. Rachel nie wzbudziła mojej sympatii – jej wyrzuty sumienia są tak powierzchowne, że właściwie cieszy się, że wygrała ze swoją przyjaciółką, że to ją pokochał Dex (postać bez większego wyrazu), a autorka upewnia czytelnika, że nawet końcowe zdarzenia przemawiają na korzyść Rachel i fakt zdrady zostaje przyćmiony przez to, co zrobiła Darcy. Ani na chwilę nie możemy zapomnieć, że to ona jest ta zła, ta najgorsza. Fabuła wlecze się więc przez 400 stron bez większych zwrotów akcji, a ja zastanawiałam się, dlaczego właściwie to czytam, zamiast robić coś pożytecznego. Być może po prostu nie jest to powieść w moim guście, innym czytelniczkom może się spodobać, ale ja daruję sobie więcej spotkań z tą autorką.

2/6
Emily Giffin, „Coś pożyczonego” (Otwarte, 2007)

Advertisements
  1. 14/06/2009 o 11:01 pm

    :) Dziś skończyłam tę książkę w podróży. Mogę Ci przybić piątkę, bo podobnie ją odebrałam:) Wkrótce coś sama skrobnę na jej temat.

  2. 15/06/2009 o 12:42 pm

    To moze byc jedna z takich ksiazek, ktore podobaja sie wylacznie kregom, ktore sa opisywane. Tresc nie zainteresowala mnie, okladka tez nie (a to dla mnie wazne), w dodatku Twoja recenzja to gwozdz do trumny dla tej powiesci. Szkoda, ze tyle czasu zmarnowalas czytajac ja…

  3. 15/06/2009 o 2:46 pm

    fakt szkoda czasu czasami nawet. po opisie wydawala mi sie troszke infantylna ale sporo blogow ja zachwalolo, jeszcze teraz miala wyjsc jakas seria, ze ksiazka bedzie za 10zl ale dzieki twojej recenzji wiem, ze nawet 10zl szkoda :P

  4. 15/06/2009 o 8:08 pm

    A ja zastanawiałam się, czy nie pożyczyć jej od koleżanki, bo chociaż nie wydawała mi się specjalnie interesująca – jakoś nie ciągnie mnie do tego typu powieści – to myślałam, że może przynajmniej wyrobię sobie opinię, no i czasami dobrze jest przeczytać jakieś lekkie wciągające czytadło na poprawienie humoru. No ale po Twojej recenzji jednak się nie skuszę, utwierdziłam się tylko, że to jednak nie dla mnie.

  5. 15/06/2009 o 11:42 pm

    ojeju … :/ koleżanka ma chyba ze trzy Giffin na półce, więc pewnie kiedyś do którejś zajrzę … z recenzji przeczytanych do tej pory wynikało, że jako coś lekkiego na cięższe dni ta autorka się sprawdza … ale teraz już sama nie wiem … ;) poczekamy, zobaczymy ;))

  6. mandżuria
    15/06/2009 o 11:51 pm

    Dededan, witaj na blogu :) cóż, szkoda w takim razie, że taka książka Ci się trafiła do podróży, ale cieszę się, że nie jestem w moim zdaniu osamotniona ;)

    Chihiro, trochę to sama jestem sobie winna – mogłam dać sobie spokój w trakcie. Ale ponieważ teraz mam dodatkową motywację do czytania w postaci pisania recenzji, chciałam zmęczyć tę powieść, żeby móc napisać coś sprawiedliwego… Masz rację, prawdopodobnie komuś żyjącemu w podobny sposób książka może przypaść do gustu.

    Papierowa-latarnia, też czytałam pozytywne recenzje i dlatego się skusiłam. Widocznie jest w tej powieści mimo wszystko coś pociągającego, ale niestety tego dla siebie nie odkryłam.

    E.milia, czytałam pozytywne recenzje tej książki, więc może to po prostu ja nie potrafiłam odnaleźć w niej uroku. Mimo to radzę Ci poszukać innego czytadła. Może gdyby temat był trochę inny, miałabym lepsze odczucia? Może inne książki tej autorki są lepsze? Sprawdzać mimo wszystko nie będę ;)

    net.a.a, mnie chyba najbardziej zirytował dobór i wykorzystanie samego tematu… Choć i styl autorki nie przypadł mi do gustu (do tej pory chce mi się śmiać na wspomnienie uroczych zdań o „uaktywnianiu języka podczas pocałunku”), ale tak jak napisałaś – na blogach jest wiele pozytywnych recenzji. Na pewno warto wyrobić sobie własną opinię, choć ja osobiście radziłabym poszukać przyjemniejszego czytadła :)

  7. 16/06/2009 o 12:47 am

    E właściwie to chyba ja też nie mam ochoty sprawdzać, czy mi się podoba ;) Jakoś chyba nie moja tematyka, nie mój klimat i świat tej książki.

  8. 2lewastrona
    18/06/2009 o 3:25 pm

    a teraz mają wyjść kieszonkowe wydania wszystkich 2 po 9.90 :)
    Mnie jednak nie rajcuje taka literatura choc czasem trzeba sie odmóżdżyć.

  9. 2lewastrona
    18/06/2009 o 3:26 pm

    wszystkich 3 ksiazek (poprawka)

  10. 22/06/2009 o 2:38 pm

    Moim zdaniem wytrwalosc w przeczytaniu zlej ksiazki poplaca, choc na pewno pierwsza refleksja po dojsciu do ostatniej stronicy jest pytanie o zmarnowany czas. Jestem zdania, ze warto doczytac, bo potem mozna pelnoprawnie oceniac. Przeczytalam kiedys „Zone prezydenta” Chwina, ktora jest po prostu fatalna wlasciwie od pierwszej strony. I ciesze sie, ze to zrobilam, bo dzieki temu wiem, ze na koncu nie czekala na mnie zadna godna uwagi niespodzianka.

  11. znaika
    15/07/2009 o 3:25 am

    Przeczytałam tę książkę kilka miesięcy temu…Nie moje klimaty zupełnie…I od razu darowałam sobie dalsze spotkania z autorką.

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s