Strona główna > książki > Tysiąc wspaniałych słońc

Tysiąc wspaniałych słońc

tsw

O Afganistanie nie wiedziałam wiele, poza informacjami dotyczącymi wojny. Nawet o wojnie wiedziałam same podstawowe rzeczy, bez zagłębiania się w szczegóły. Dopiero od jakiegoś czasu cały Bliski Wschód, a w tym i Afganistan, stały mi się bliższe i zaczęłam się bardziej interesować tą częścią świata. Wprawdzie nadal moja wiedza jest pełna luk, ale chętnie sięgam po książki na ten temat, zarówno reportaże jak i powieści. Pisząc o powieściach o tematyce afgańskiej nie można nie wspomnieć o Khaledzie Hosseini.

W „Chłopcu z latawcem” Khaled Hosseini opowiedział historię mężczyzn, którzy opuścili Afganistan tuż przed wojną. W „Tysiącu wspaniałych słońc” na pierwszy plan wysuwają się kobiety, które zostały w kraju i przeżyły wszystkie nieszczęścia, jakie spadły na Afganistan. Mariam i Laila to dwie bardzo różne kobiety, które spotykają się w domu mężczyzny, który staje się mężem ich obydwu. Mariam zostaje żoną Rasheeda w młodym wieku, tuż po śmierci matki. Ponieważ nie może dać swojemu mężowi syna, po latach poślubia on Lailę, która już w trakcie wojny straciła wszystkich swoich bliskich. W piekle zamieszek i przemocy kobiety powoli nawiązują wspólny język i zaczynają się wspierać, widząc w tym jedyny sposób na przetrwanie.

„Tysiąc wspaniałych słońc” jest książką napisaną ładnym, choć prostym językiem. Razi trochę nieskomplikowana budowa bohaterów – jeśli ktoś jest dobry, pozostaje taki od początku do końca; źli bohaterowie niemal od początku są odpychający i nie zmieniają się na lepsze. Mariam i Laila mają swoje przywary, ale są to drobnostki, nie rzutujące na nie negatywnie w żaden sposób, brakuje im trochę do zostania pełnokrwistymi bohaterkami. Autorowi lepiej udali się według mnie mężczyźni z „Chłopca z latawcem”, który generalnie bardziej mi się podobał. Jednak obie kobiety polubiłam, a pewne niedociągnięcia w pisarstwie Hosseini nadrabia innymi walorami, jak choćby przedstawieniem tła historyczno-obyczajowego. Wojna u Hosseiniego ma dwa wymiary; krajowy, o którym bohaterowie czytają w gazetach, jak i osobisty, który przynoszą z ulic do domu. Ten pierwszy stanowi dobre źródło informacji, ponieważ Hosseini umiejscawia ważne wydarzenia w istotnych chwilach historycznych. Drugi natomiast, bardziej obyczajowy wątek, przemawia do wyobraźni i wrażliwośi czytelnika. Rodzina Rasheeda tak jak i sam Afganistan co chwila chyli się ku upadkowi, a kobiety muszą walczyć o najdrobniejsze prawa w społeczeństwie rządzonym przez talibów. Uderzyło mnie to, jak współczesna jest historia opisywana w „Tysiącu wspaniałych słońc”. Czytając o zwyczajach i zapatrywaniu się na wiele kwestii miałam wrażenie, że książka opowiada o początkach XX wieku, a za chwilę czytam o szale, jaki zapanował po pojawieniu się na czarnym rynku filmu „Titanic”. Autor nie skupia się na opisywaniu aktów przemocy czy historycznych wydarzeń, ale stara się pokazać zwyczajne życie w niezwyczajnych czasach, pełnych brutalności, w których mimo wszystko pozostaje miejsce na trudną miłość. Sama historia mimo wszechobecnego tragizmu wojny, ma na koniec wydźwięk dość optymistyczny. Autor podkreśla znaczenie edukacji w odnowie upadłego kraju i daje nadzieję, że Afganistan ma szansę się odrodzić.

Lubię w Hosseinim sposób, w jaki opisuje Kabul. Nie trudno jest odczuć, jak duże znaczenie ma dla niego to miasto, z jakim bólem przyjął jego upadek i jak bardzo pragnie odnowy. Bez trudu można pokochać Afganistan sprzed wojny i tym bardziej smutna jest jego dalsza historia, zniszczenie i brak poszanowania nie tylko dla ludzi, ale i dziedzictwa kulturalnego, które jeśli nawet ocalało, to zostało splamione krwią. Hosseini jest bardzo zaangażowany w pomoc uchodźcom z Afganistanu i dużo czasu spędza w obozach dla nich przygotowanych. Może kolejna książka będzie właśnie na ten temat? Lubię jego twórczość, więc o czymkolwiek by nie była, kolejną powieść autorstwa tego pisarza kupię w ciemno.

5/6
Khaled Hosseini, “Tysiąc wspaniałych słońc” (Albatros, 2008)

Advertisements
  1. 05/06/2009 o 5:11 pm

    Ta historia kobiet i ich rodzin oświetlona historią podobała mi się i ciekawam, czy autor coś już napisał nowego. Podoba mi się Twoja recenzja.

  2. 09/06/2009 o 4:16 pm

    Hosseiniego czytam z wypiekami na policzkach, bo wciaga jak malo co, choc potem troche mi glupio, ze dalam sie poniesc jego grze na emocjach. Choc lubie jego powiesci, to oceniam je jako dobre, sprawne warsztatowo, ale jednak czytadla. Razilo mnie w „Tysiacu…” wlasnie to samo co Ciebie – schematyczne potraktowanie postaci kobiecych, dobrze ze koniec nie jest takim cukierkowym happy endem (ale w „Chlopcu z latawcem” tez nie jest). Widzialas film („Chlopiec z latawcem”)? Ja obejrzalam go w samolocie, calkiem niezly i ciekawy, ale chyba powiesc jednak lepsza. Zreszta ja lubie czytac o Afganistanie, a ze ksiazek na jego temat nie jest tak wiele (mam jeszcze kilka na liscie do przeczytania, wiec tematu jeszcze nie wyczerpalam), to z Hosseiniego moglam sie co nieco o tym kraju dowiedziec i dopelnic sobie obraz tego kraju, ktory znam z kilku filmow z akcja dziejaca sie wlasnie w Afganistanie.
    Pozdrowienia :)

  3. mandżuria
    12/06/2009 o 9:32 pm

    nutta, bardzo dziękuję. Póki co nie słychać, żeby Hosseini brał się za nową powieść, ale chciałabym tego bardzo.

    Chihiro, hmm, jest w tym co piszesz sporo prawdy. Hosseini gra na emocjach, ale robi to w delikatny sposób, po którym nie czuję się wykorzystana (co zdarza mi się w przypadku niektórych autorów), jego pisarstwo kojarzy mi się bardzo z opowieścią snutą przez osobę, której zależy na zaangażowaniu się słuchacza. Hosseini to naprawdę dobry gawędziarz i mimo niedociągnięć strasznie lubię jego obie książki.
    Film „Chłopiec z latwacem” widziałam jeszcze zanim przeczytałam książkę i chociaż książka podobała mi się bardziej, to film zrobił na mnie wrażenie i też go uwielbiam (świetna muzyka, pejzaże, niezła gra aktorska).
    Też bardzo lubię czytać o Afganistanie, wciąż wiem o nim za mało :)

  4. 2lewastrona
    18/06/2009 o 6:10 pm

    mnie strasznie przytłoczyła ta książka. pisałam o niej tutaj :
    http://2lewastrona.wordpress.com/2009/02/15/nie-krepuje-losu-wlasnymi-przyrzeczeniami-i-planami-ktore-ono-jako-najlepszy-scenarzysta-i-tak-rozpisze-po-swojemu/

    Ja w ogóle bardzo emocjonalnie do wszystkiego podchodzę i tutaj myslalam ze emocje mnie rozsadzą… We łbie sie nie miesci co to sie na swiecie wyprawia

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s