Strona główna > książki > Chłopiec z latawcem

Chłopiec z latawcem

Dałam sobie szlaban na czytanie. Co prawda nie wiem, czy wytrwam w swoim postanowieniu, ale coś muszę zrobić, bo wciąż jakaś książka mnie rozprasza, a do końca maja muszę oddać pierwszy rozdział pracy, który niestety nie chce się sam napisać. Przerzucam się więc na książki akademickie i liczę na przypływ weny, choć ciężko mi się zmobilizować, zwłaszcza przy tak pięknej pogodzie. Wciąż mam trochę zaległych recenzji, o których chciałam tu napisać, mam nadzieję, że co jakiś czas uda mi się tu coś wrzucić.

Jedną z takich zaległych recenzji jest „Chłopiec z latawcem”, którego przeczytałam już ładny kawałek czasu temu, ale ponieważ to ważna dla mnie książka, chciałam coś o niej napisać. Fabuła opowiada historię Amira, chłopca wychowującego się w Afganistanie lat 70 wraz z dwiema najważniejszymi dla siebie osobami – ojcem i służącym Hassanem, z którym Amir się przyjaźni. Nie jest to jednak prosta przyjaźń, a skomplikowana relacja, w której przywiązanie miesza się z irracjonalną zazdrością i poczuciem wyższości z jednej strony, a całkowitym oddaniem z drugiej. Pewnego dnia, podczas zawodów w puszczaniu latawców Amir jest świadkiem dramatu Hassana. Reakcja chłopca na zawsze zmieni jego przyjaźń z służącym, a także losy samego Amira i jego rodziny, ponieważ dodatkowo historia dzieje się na tle dramatycznych wydarzeń historycznych, kiedy do Afganistanu wkraczają rosyjscy żołnierze. Amir wraz ze swoim Babą uciekają do Ameryki, w której próbują ułożyć sobie życie na nowo. Jednak wydarzenia z przeszłości nie pozwalają dać o sobie zapomnieć. Pewnego dnia dorosły Amir dostaje propozycję: „Znów można być dobrym”. Postanawia wykorzystać tę szansę, wraca do zmienionego Afganistanu, by spotkać się z jedyną osobą, która naprawdę go rozumiała, z przyjacielem swojego ojca.

Bardzo przypadł mi do gustu sposób pisania Hosseiniego. Jego dialogi są naturalne, wydarzenia i osoby widziane oczami Amira przekonują mnie. Afganistan jego dzieciństwa sprawił, że moja fascynacja Wschodem rozszerzyła się z tego Dalekiego na Bliski. Choć autor nie skupia się na opisywaniu kraju (w końcu dla chłopca, który się w nim urodził i wychował nie jest on niczym niezwykłym), to jednak otrzymujemy subtelny opis miejsca, które na zawsze już znikło z powierzchni ziemi, zmiecione przez wojnę, okupację i kolejne wojny. Podwójnie przykry jest powrót Amira do zrujnowanego Kabulu, starego miasta, pełnego gwaru, kebabiarni i biegających dzieci. Choć druga część powieści może wydawać się trochę nierealna, to jednak ją przyjmuję, bo właściwie dlaczego nie? Owszem, można powiedzieć: „takie rzeczy tylko w filmach”, ale wystarczy posłuchać opowieści naszych dziadków z czasów wojny, żeby uwierzyć w najbardziej niezwykły scenariusz (przepłakałam wiele godzin słuchając historii mojego pradziadka, którą opisał mi mój dziadek… za taką historię nie jeden reżyser oddałby fortunę. Podejrzewam, że większość rodzin ma choć jedną taką niezwykłą historię w swojej rodzinie).

Hosseini nie opisał w „Chłopcu z latawcem” losów Afganistanu. Skupił się na małym chłopcu, Amirze, opowiedział jego historię, tylko maleńki wycinek dziejów całego narodu, co zarzucają mu Afgańczycy (sądząc przynajmniej z dyskusji na międzynarodowych forach internetowych). To chyba właśnie tak do mnie przemówiło. To oraz prostota, z jaką tę historię opisał. Nie ma tu może głębokich analiz psychologicznych, ale czytelnik dostaje wystarczająco dużo informacji, żeby ułożyć z nich portrety bohaterów, a także zastanowić się nad tym, co nimi kierowało. Czy ojciec irracjonalnie winił Amira za śmierć swojej żony? Czy uważał syna za zupełnie od siebie różnego, a może nie potrafił pogodzić się z tym, że widział w nim swoje własne słabości? Myślę, że każdy zna takiego Amira, jego ojca, innych bohaterów. Znam nawet takiego Hassana, co ciekawe, ma tak samo na imię, choć pochodzi z innego „…stanu”. To także składa się na siłę i urok książki. Oraz przesłanie, że można odpokutować winy, że nawet jeśli nie naprawimy wszystkiego zła, możemy zacząć od nowa, „znów być dobrym”. Nie mówiąc już o bliskim mi, antywojennym przesłaniu, wciąż aktualnym.

„Chłopiec z latawcem” to debiut Hosseiniego, więc dostaje ode mnie 6, bo choć zdarzają się odrobinę słabsze momenty i na pewno nie jest to wyjątkowo bogato rozbudowana powieść, to trafiła do mnie idealnie i ją pokochałam. Przyczepić się można natomiast do polskiego wydania. Literówki są przerażające, pierwszy raz w życiu złapałam ołówek i zaczęłam je poprawiać, tak mnie zdenerwowały. Widziałam wydanie z inną okładką, ale nie wiem, czy jest ono też autorstwa Amberu. Pomijając ten fakt, polecam. Bardzo.

6/6
Khaled Hosseini, “Chłopiec z latawcem” (Amber, 2008)

Reklamy
  1. 09/05/2009 o 9:55 pm

    praca też na mnie czeka. ale godziny poranne i wieczorne, oraz te spędzone a autobusach i tramwajach, poświęcam na książki nie związane z pracą.

  2. mandżuria
    09/05/2009 o 10:00 pm

    Też tak robiłam, ale jak jakaś książka mnie wciągnie, to często nie potrafię się ograniczyć do czytania w wybranych momentach i paraca idzie w kąt. Dlatego teraz profilaktycznie nie chcę zaczynać niczego nowego – ciekawe jak długo wytrwam w tej decyzji :)

  3. 09/05/2009 o 11:00 pm

    Piękna i wzruszająca książka. Po napisaniu pracy sięgnij po drugą – „Tysiąc wspaniałych słońc”.
    Natchnienia przy pisaniu życzę :)

  4. mandżuria
    10/05/2009 o 6:07 pm

    Nutta, „Tysiąc wspaniałych słońc” już przeczytane i czeka na recenzję – podobało mi się bardzo, ale jednak „Chłopiec” zajmuje w moim rankingu szczególne miejsce.
    Dziękuję za życzenie, bardzo się przyda. Niby mam jeszcze dużo czasu (jestem wciąż na czwartym roku), ale promotor naciska, żeby pierwszy rozdział oddać już teraz… więc siedzę i tworzę :)

  5. 18/05/2009 o 2:29 pm

    Artystycznie podobala mi sie tylko pierwsza czesc tej ksiazki (do przed wyjazdem do USA). Swietnie zarysowane zostalo zarowno napiecie w relacjach z ojcem, dramat odrzucenia jak i proby zdobycia akceptacji.

    Rozczarowaniem dla mnie byla druga czesc, w ktorej tej glebi zabraklo. Mialam wrazenie, ze ksiazka nagle zmienila sie w scenariusz filmowy.

  6. mandżuria
    18/05/2009 o 11:38 pm

    Zgadzam się, mnie też bardziej przypadła do gustu pierwsza część książki. Ale i w drugiej znalazły się wspaniałe fragmenty – próba odnalezienia siebie w Ameryce, zwłaszcza przez ojca Amira, czy choćby błąd Amira, kiedy już czytelnik uwierzył, że teraz będą „żyć długo i szczęśliwie” – taki niepotrzebny, a tak bardzo prawdziwy. Podoba mi się styl Hosseiniego, więc generalnie odbieram książkę bardzo pozytywnie jako całość :)

  7. ilmari
    20/06/2009 o 1:00 pm

    Muszę przyznać, że zainteresowałam się tą książką po przeczytaniu Twojej recenzji i teraz jest ona dla mnie szczególna. Obie części uważam za dobre i poruszające. Pozdrawiam :)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s