A to, co lubię…
Kolejny łańcuszek pojawił się na zaprzyjaźnionych blogach, tym razem z pytaniem o ulubione czynności, przedmioty, zjawiska… Wszystko to, co się lubi, jest więc z czego wybierać, a samo myślenia o tych wszystkich przyjemnościach natychmiastowo poprawia nastrój. Do zabawy zaprosiły mnie Abiela, Lilithin oraz Chihiro. I choć jak zwykle przy wszelkiego rodzaju wymienianiu momentalnie z głowy ucieka mi większość pomysłów, postanowiłam spisać po prostu te, które jako pierwsze przyszły mi na myśl. Co więc lubi mandżuria? Przypadkowa dziesiątka bardzo ulubionych rzeczy:
-
Woda. W niemal każdej postaci, począwszy od szumiącego morza, w które mogę wpatrywać się godzinami, do gorącego prysznica. Nic mnie tak nie uspokaja i nie odpręża. No, może tylko…
-
…oczywiście książki. Czytanie, przeglądanie, oglądanie na półce, przebywanie w miejscu, gdzie jest ich pełno, porządkowanie, oglądanie u kogoś… I tak dalej, i tak dalej.
-
Sny. Fascynują mnie od dawna, nawet maturę ustną przygotowywałam na ten temat (tak, jestem pierwszym rocznikiem pokrzywdzonym nieszczęsną nową maturą). Niektóre pomagają mi zrozumieć własne nastroje i obawy, inne pozwalają przeżyć alternatywne ścieżki mojego życia, są wreszcie i takie, które stanowią filmową wręcz rozrywkę – z fabułą pełną przygód w klimacie fantasy, wieloma bohaterami, krajobrazami a nawet muzyką! Niestety, kiedy się budzę zazwyczaj nie potrafię zanucić motywu przewodniego, który towarzyszył mi w trakcie snu. W ogóle lubię spać, zwłaszcza, kiedy nie muszę się nigdzie rano spieszyć, a za oknem pada deszcz…
-
Podróże. Im więcej jestem w stanie zobaczyć, tym bardziej pragnę podróżować więcej. Odkrywać świat dla siebie, poszerzać horyzonty poznając nowe kultury, a przede wszystkim ludzi. Kiedy nie mogę podróżować, lubię czytać o podróżach innych, zawsze to jakaś namiastka. Lubię to uczucie, kiedy po powrocie do domu czuję się w jakiś sposób wzbogacona nowymi doświadczeniami.
-
Muzyka, która potrafi mnie poruszyć, obojętnie czy to melodią, tekstem, czy jeszcze czymś innym (np. teledyskiem, ale z reguły nie znam teledysków do piosenek, których slucham). Mam swoje ukochane piosenki, które nieustannie mnie inspirują, mam takie, które dają mi energię do działania w nawet najgorszy dzień, podnoszą na duchu, wprowadzają w stan pogodnej melancholii… Muzyka towarzyszy mi prawie nieustannie, choć ostatnio musiałam ograniczyć słuchanie jej poza domem, gdyż jestem wtedy za bardzo rozkojarzona i już dwa razy zapomniałam skasować bilet, który miałam w kieszeni przygotowany w tym celu. Raz skończyło się mandatem i jeśli nie mam „migawki”, to na słuchanie sobie raczej nie pozwalam…
-
Jedzenie, a jeśli mam czas, to także przygotowywanie jedzenia. Lubię smaczne i ładnie wyglądające potrawy, chętnie próbuję nowych smaków, chyba że wygląd lub zapach mnie od potrawy odrzuca (pleśniowym serom mówię nie). Oczywiście plusem jest egzotyka potrawy, choć zazwyczaj dopiero w podróży mam szansę spróbować czegoś naprawdę oryginalnego, w moim mieście jest sporo chińskich knajpek wątpliwej jakości, ostatnio otworzyły się trzy tureckie, a tak to włoskich mamy sporo i od pewnego czasu coraz więcej sushi. Znajdą się oczywiście takie sieciowe Mexicany oraz kilka indyjskich. Ostatnio zostałam zaproszona do restauracji Ganesh, którą osoby będące w Indiach polecają jako prawdziwie indyjską, tyle że ciut łagodniejszą. Ja poprosiłam o bardzo łagodną wersję potrawy i dostałam idealnie jak na swój gust przyprawioną. Była swego czasu knajpka ujgurska, ale poza typowym dla tej kuchni deserem, zjeść tam można było głównie kotlety… Była i węgierska z olbrzymią przewagą dań mięsnych, ale znikła.
-
Otaczanie się ładnymi rzeczami. Nie chodzi tu o ilość, już dawno nauczyłam się nie przywiązywać do przedmiotów i nie przechowywać ich latami (choć zdarzają się wyjątki), a o przyjemność obcowania z rzeczami miłymi dla oka i innych zmysłów. Lubię także mieć dużo zdjęć i obrazków porozwieszanych i porozkładanych wokół miejsca pracy (w domu oczywiście).
-
Planowanie. Przyjemność sprawia mi układanie list zadań do zrobienia (a jeszcze bardziej ich późniejsze wykreślanie), wpisywanie wydarzeń w kalendarzu, robienie planów na najbliższy tydzień, miesiąc, nieokreśloną przyszłość. Z realizacją bywa już różnie, ale chodzi o sam akt tworzenia planów.
-
Rozmowy, niekończące się rozmowy na wszelkie tematy. Z ukochanym, siostrą, przyjaciółmi. Pewnie dlatego mój ulubiony typ zajęć do prowadzenia to konwersacje, przychodzą mi naturalnie, podczas kiedy podręcznik potrafi zanudzić… Zwłaszcza, jeśli któryś raz z kolei muszę go robić z inną grupą.
-
Jedną z moich ukochanych czynności jest zaglądanie do skrzynki. Uwielbiam dostawać listy, kartki, przesyłki… Gorzej z rachunkami. Ale zawsze, kiedy widzę przez dziurki skrzynki, że coś tam jest w środku, przechodzi mnie przyjemny dreszcz. I to rozczarowanie, kiedy poczta nie jest do mnie… Oczywiście, lubię także sama pisać listy, maile też, ale ciężej mi idzie z odpisywaniem. Ach, wiadomości w skrzynce mailowej też uwielbiam.
Jeśli ktoś ma ochotę wziąć udział w zabawie, serdecznie zapraszam!













